post-title Zenon Kosiniak-Kamysz: Przed nami przełomowy rok

Zenon Kosiniak-Kamysz: Przed nami przełomowy rok

Zenon Kosiniak-Kamysz: Przed nami przełomowy rok

W sierpniu 2003 roku stano­wis­­ko Ambasadora RP w RS objął Zenon Kosiniak-Kamysz. Po kilku­nas­tu tygod­niach jego pracy na Słowacji zapytaliśmy go spostrze­żenia, oczekiwania i wyobra­że­nia na temat współ­pra­cy z Polonią.

 

Czy rozpoczynający się rok będzie rokiem szczególnym dla Polski i Słowacji ze względu na wejście do Unii Europejskiej?

To z pewnością będzie ciekawy rok dla regionu, dla naszego kraju, dla wszystkich krajów kandydujących, ale i dla obecnej Piętnastki Unijnej. W sposób symboliczny zmieni się oblicze naszego kontynentu. Już od dłuższego czasu mówi się o tym, jak to będzie po 1 maja 2004 r.


A jak to będzie po 1 maja? Jakich zmian możemy oczekiwać?

Będzie to kolejny etap powrotu do normalności: koniec zaglądania do skarpetek na granicach, otwierania bagażników i różnego rodzaju nieprzyjemnych kontroli, na jakie byliśmy narażeni. Dla osób, które często podróżują, będzie to pewne ułatwienie, choć nie oznacza ono swobody podróżowania bez paszportu. Kontrole paszportowe na granicach zostaną zlikwidowane dopiero, gdy wejdziemy do Grupy Schengen, czyli za kilka lat.


Jakie zadania stoją przed ambasadorem naszego kraju na terenie Słowacji po wejściu do Unii Europejskiej?

Dla nas bardzo ważna będzie wymiana doświadczeń. Miałem możliwość brania udziału w negocjacjach Polski przed wejściem do UE i wówczas spotykałem moich słowackich kolegów z wydziału sprawiedliwości. Przekonałem się, jak bardzo siebie potrzebujemy, ponieważ 1 maja 2004 r. to historyczna data, która jednak nie zmieni wszystkiego. Przed nami ol­brzymia praca, np. w zakresie ochrony granic Unii Europejskiej, które będą przebiegać właśnie wzdłuż wschodnich granic Polski i Słowacji. My nie będziemy jeździć do Brukseli po rozkazy, będziemy pracować i rozwijać się w regionie, motywując siebie nawzajem.


Jaką rolę odgrywać będzie w Pana działalności współpraca z Polonią?

Współpraca z Polonią to nie tylko obowiązek ambasadora, ale, w moim przypadku, wielka przyjemność. W swojej karierze dyplomatycznej zajmowałem się kontaktami z Polonią jako konsul w Budapeszcie, a w Polsce, będąc wiceministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji, odpowiadałem m.in. za współpracę z mniejszościami narodowymi na terenie naszego kraju. Teraz mam możliwość obserwowania Polonii słowackiej i współpracy z nią.


I do jakich wniosków Pan dochodzi?

Podoba mi się, że Polonia słowacka nie jest skłócona. Obserwowałem Polonię w wielu krajach i widziałem rywalizujące ze sobą ugrupowania, które przedstawiały działalność swoich konkurentów jako zagrożenie dla siebie. Tutaj tego nie zauważyłem i mam nadzieję, że nie zauważę. Drugie spostrzeżenie dotyczy spotkań z rodakami. Zetknąłem się z Polakami w różnych zakątkach Słowacji, którzy chcieliby nie tylko współpracować z ambasadą, ale sygnalizują różnego rodzaju aktywność lokalną. Bardzo mnie cieczy, że nasi rodacy chcą coś robić. Niektórzy z nich mogą się pochwalić rozmaitymi osiągnięciami, np. opieką nad grobami polskimi, działalnością kulturalną, wspieraniem różnego rodzaju kontaktów z Polską. Mam nadzieję, że podczas kilku lat, które tu spędzę, uda nam się wypracować różnorodne formy współpracy. I nie chodzi tu o nadzór ambasady, ale o wspieranie inicjatyw i udzielanie pomocy tam, gdzie jest ona potrzebna. Jestem daleki od ustalania sztucznych schematów i ograniczania się do sztywnych planów. Wszystko zależy od zapotrzebowań i specyfiki danego środowiska.


Od czego chce Pan zacząć?

Chciałbym się przekonać, jaka naprawdę jest liczebność Polonii i gdzie są jej największe skupiska, być może nawet nie odkryte. Ponadto uważam, że zbyt mało mówi się o polskiej grupie narodowościowej. Może ze względu na jej rozproszenie, na niezbyt wielką liczebność? Zbyt często marginalizuje się tę ważną grupę. A przecież Polak, który pamięta o swoich korzeniach, o związkach z ojczyzną, jest swego rodzaju ambasadorem naszego kraju. Chciałbym więc spotkać jak najwięcej „ambasadorów“ wspierających moją działalność na terenie Republiki Słowackiej.


A jednak podczas spotkań z Polonią sam Pan powiedział, że skończyła się moda na pracę społeczną…

W krajach o wysokim poziomie życia coraz bardziej odczuwa się skutki globalizacji. Często zdarza się, że nasi rodacy, którym się poszczęściło, którzy prowadzą duże interesy, na pewnym etapie czy to z braku czasu, czy z innych przyczyn wycofują się z życia polonijnego. A przecież dobry lider może pokonać wiele przeszkód i przełamać różne opory.


Czasami jednak warunki materialne nie pozwalają na realizację planów. W naszym środowisku ze względu na brak lokalu odwołuje się zajęcia szkółek polonijnych czy grupy tańców ludowych. To może zniechęcić do działalności…

Jeśli problemy lokalowe ograniczają działalność edukacyjną, to jest to impuls dla ambasady. Do tej pory nie otrzymałem jednak takiego sygnału, a chciałbym, żeby Polonia zwracała się do mnie z konkretnymi problemami.


Mimo braku pomieszczeń w niektórych organizacjach regionalnych udało się Klubowi Polskiemu „przeżyć“ 10 lat i właśnie w styczniu obchodzi on okrągły jubileusz.

Życzę Klubowi dalszych jubileuszów, uznania od członków, jak również dostrzeżenia pracy i wysiłku w organizacjach współpracujących z Polonią.


Małgorzata Wojcieszyńska

zdjęcia: autorka

MP 1/2004

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *