post-title Siła sióstr

Siła sióstr

Siła sióstr

Sytuacji, w jakiej znalazły się Ala i Joasia, może pozazdrościć niejedna osoba, która zdecydowała się wyjechać z ojczystego kraju. Ci, którzy wyjeżdżają za granicę, kierując się głosem serca, łączą się z ukochaną osobą, ale pozostawiają swoich bliskich. Sporadyczne spotkania w gronie rodzinnym nie są w stanie zastąpić stałego kontaktu na co dzień, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, mieszkając w swoim kraju. Siostry Joasia i Ala mają i dobrych mężów, dla których opuściły Polskę, i siebie: obydwie bowiem mieszkają w Nitrze!

 

Kierunek – Nitra

Joasia, wybierając kierunek studiów (ochrona roślin), marzyła o studiach zagranicznych. Po zdanych egzaminach otrzymała propozycję wyjazdu do Czechosłowacji. Był 1989 rok. Spakowała plecak i ruszyła do nieznanej Nitry. „Jechałam sama. Do innych miast wyjeżdżały grupki studentów” – wspomina Joasia Szabo. „Nikt tu na mnie nie czekał”. Z ogromnym plecakiem szła w kierunku uczelni, którą widziała z okien autobusu. Okazało się, że przyjechała za wcześnie – nie było dla niej jeszcze miejsca w internacie i tylko dzięki portierowi miała gdzie złożyć głowę i przeczekać weekend.

Rozpoczęła studia i była zmuszona sobie radzić, nie znając języka słowackiego. „Nie umiałam nawet powiedzieć, która jest godzina, a nauka chemii była najgorsza, bowiem każdy pierwiastek po słowacku nazywa się zupełnie inaczej niż po polsku” – wspomina Joasia z uśmiechem. „Na pierwszych zajęciach wykładowcy mówili o stonce, zastanawiałam się, dlaczego oni tyle czasu poświęcają tym owadom. Dopiero potem dowiedziałam się, że po słowacku to łodyga…”

Ponieważ na studiach w Nitrze w tym czasie nie było żadnych studentów z Polski, szybko wtopiła się w nowe środowisko, nauczyła się języka, nawiązała nowe znajomości. Na swoim roku poznała przyszłego męża. Po skończeniu studiów pobrali się i zamieszkali w mieszkaniu dla doktorantów, bowiem obydwoje rozpoczęli pracę naukową. „Rodzice podejrzewali, że wyjdę za mąż za kogoś, kogo poznam na studiach, więc nie byli specjalnie zaskoczeni moją decyzją”.

 

Na trasie: Warszawa – Nitra

Młodsza o cztery lata siostra Joasi – Ala Chovaniec przyjeżdżała do Nitry w odwiedziny i poznała przyjaciół siostry. Wśród nich był Stano – kolega z roku. Zaczęli ze sobą korespondować, odwiedzać się nawzajem. Ala wtedy studiowała dziennikarstwo teatralno-filmowe w Akademii Teatralnej w Warszawie. „Wiedziałam, że chodzą ze sobą, ale kto wiedział, jak to będzie za rok?” – komentuje Joasia. „Nie zaprzątałam sobie głowy, czy to będzie mój szwagier. Wiedziałam, że siostra jest w dobrych rękach, ale nie ingerowałam w ich znajomość”.

No i stało się. W 2000 roku młodsza z sióstr wyszła za mąż, podobnie jak starsza, za Słowaka i też zamieszkała w Nitrze.

 

Bilans zysków i strat

„Ja się ucieszyłam” – mówi Joasia. „Rodzice pragnęli, aby przynajmniej jedna z córek mieszkała w Polsce. Bardzo przeżyli rozłąkę. Teraz odwiedzają nas, piszą listy i płacą duże rachunki za telefony” – dodaje Ala. „Ale przynajmniej, gdy jadą do nas w odwiedziny, to w jednym kierunku. Gdybyś mieszkała w Warszawie, musieliby podróżować do jednej córki na północ, a do drugiej na południe” – wtrąca wesoło Joasia.

Obydwie siostry są obecnie na urlopach macierzyńskich. Joasia wychowuje córkę i młodszego synka, Ala – synka. „To przypadek, że mamy synów w tym samym wieku. Nie byłyśmy umówione” – śmieje się Joasia. Siostry każde święta spędzają z rodzicami w Kędzierzynie-Koźlu, a rodzice często odwiedzają córki. „Gdy przyjeżdżają, to „dzielimy się” rodzicami po równo: tydzień mieszkają u mnie, tydzień u Ali, aby każdy był zadowolony” – wyjaśnia starsza z sióstr.

Dziewczyny mieszkają na dwóch sąsiadujących ze sobą osiedlach w Nitrze, często się odwiedzają albo godzinami rozmawiają przez telefon. „Jesteśmy z Joasią kochającymi się siostrami”- twierdzi Ala. „Jej pobyt na Słowacji i założenie tu rodziny traktowałam jako rozłąkę. A przecież chciałam być zawsze blisko niej. Mogliśmy z mężem zamieszkać w Bratysławie, ale wybrałam Nitrę, gdzie już mieszkała Joasia”.

 

Małgorzata Wojcieszyńska

10/2004

 

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *