post-title O seksie i „Peweksie” w jednym

O seksie i „Peweksie” w jednym

O seksie i „Peweksie” w jednym

Oczywiście w jednym artykule. Co seks ma wspólnego z „Peweksem”? – zapyta niejeden z czytelników. Odpowiadam – problem ortograficzny! No bo jak te wyrazy zapisywać? Przecież język polski nie zna literki „x”. Zatem sex czy seks? Pewex czy Peweks?

A czy ktoś jeszcze pamięta, co to takiego to drugie? „Pewex” w czasach PRL był synonimem  luksusu – to skrót od Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego, w którego sklepach za waluty wymienialne kupowało się towary niedostępne w zwykłych sklepach.

Ale wróćmy do tematu. Język polski zapożyczył i w dalszym ciągu zapożycza wiele wyrazów, które w oryginalnej pisowni zawierają wspomniane „x”. Ponieważ brak go w polszczyźnie, to przyswojenie takiego wyrazu odbywa się też za pomocą zastąpienia obcego „x” swojskim połączeniem „ks”. A zatem nie żadne „maxi”, ale „maksi”, nie „export”, ale „eksport”, a w przedrostu nie „ex-”, ale „eks -” (np. eksposeł, eksżona – przypominam o łącznej pisowni!) itd. Oczywiście są i wyjątki.

Polszczyzna dzisiejsza zna zarówno „ekspres”, jak i „Express”, przy czym ten pierwszy nazywa rodzaj pociągu, listu i maszynę do parzenia kawy, zaś ten drugi to tylko i wyłącznie część nazwy własnej reaktywowanego „Expressu Wieczornego”, kiedyś dziennika, dziś dwutygodnika. Ale w polszczyźnie spotykamy jeszcze i inne „expressy”, np. „Super Express” – nazwa dziennika o charakterze sensacyjno-rozrywkowym, w której widzimy aż dwa odstępstwa od normy: pisownię przez „x” i z dwoma „s” oraz rozdzielną pisownię elementu „super”, czy „Teleexpress” – nazwa popularnego telewizyjnego programu informacyjnego. Mimo szerokiego stopnia rozpowszechnienia takiej właśnie ich pisowni z punktu widzenia normy należy ją uznać za błędną.

Jeszcze nie tak dawno w języku polskim panowała swoista moda, na nazwy rozmaitych firm, kończące się na „-ex”, np. Hortex, Poltex – co nadawało im taki trochę obcy, międzynarodowy charakter. Ponadto „x” pojawia się na końcu licznych obcych nazwach własnych, używanych w polszczyźnie, np. Linux, Baumax itp. Obecna norma językowa dopuszcza pisownię „x” tylko na końcu takiego wyrazu, ale kiedy dołączamy do niego polskie końcówki fleksyjne, powinniśmy zapisywać go już przez „ks”, a zatem np. Hortex, ale Horteksu, Linux, ale Linuksowi.

Jeszcze nie tak dawno „ks” należało pisać tylko w formach miejscownika (i równobrzmiącego wołacza) wspomnianych nazw, które to formy wymagają miękkiego zakończenia tematu, czyli np. Budimex, Budimexu, ale Budimeksie. Niektórym nie podoba się nowsza zasada, wymagająca we wszystkich formach z końcówką zapisu takiej nazwy przez „ks”, albowiem traci na tym interes jej właścicieli. Tę zasadę można jednak obejść, nawet w miejscowniku, zapisując nazwę wersalikami i dopisując końcówkę po dywizie, np. HORTEX, HORTEX-u, HORTEX-ie.

Jeśli doczytaliście Państwo ten artykuł do tego momentu, to już wiecie, że w przypadku nazwy „Pewex”, w jej formach zależnych z końcówkami musi pojawić się „ks” (Peweksu, Peweksie itd.). A co z „seksem”? To wyraz pospolity, a nie nazwa, zatem nie ma nawet o czym dyskutować – we wszystkich jego formach obowiązuje pisownia przez „ks”.

A na koniec ciekawostka. Znacie Państwo twórczość Stanisława Lema i jego „Opowieści o pilocie Pirxie”? Ich autor konsekwentnie pisał nazwisko swojego bohatera przez „x”, chcąc zasygnalizować jego obcość, i mimo że według dzisiejszej normy powinno się pisać np. Pirksa, Pirksie, to raczej nikt tego nie robi, szanując intencję autora (przynajmniej mam taką nadzieję) i traktując oryginalny zapis za wyjątek, a ten, jak wszyscy wiemy, potwierdza regułę!


Maria Magdalena Nowakowska

MP 2009/7-8


Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *