post-title Holandia bez stereotypów

Holandia bez stereotypów

Holandia bez stereotypów

Holandia – jeden z najbardziej znanych i… nieznanych krajów europejskich. Przybyszowi z zewnątrz wydaje się, że po zwiedzeniu Amsterdamu, Madurodamu, tj. miniaturowej Holandii w Hadze, Keukenhofu – największej wystawy kwiatowej w Leiden, posmakowaniu sera w Volendam i wypiciu grolscha po meczu Ajaxu na stadionie Arena wie o niej już wszystko.

Do tego dochodzą rozpowszechniane stereotypy: tulipany, narkotyki, eutanazja, homoseksualizm, prostytucja…. Aż ciarki przechodzą. A ja wołam: „Turyści, opanujcie się! Jedźcie na wieś, zajrzyjcie do kościoła, odwiedźcie przedszkola i domy opieki! To ułożone, stabilne i konserwatywne społeczeństwo. Może nawet czasami za bardzo…”.

No właśnie, a co ja tutaj robię od prawie trzydziestu lat?

Będąc jeszcze studentką, na międzynarodowym obozie w Finlandii poznałam Holendra, swojego przyszłego męża. Przez dziesięć lat korespondowaliśmy ze sobą, a ton tych listów robił sie coraz bardziej romantyczny. Gdy w kilka dni po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce zjawił się mój rycerz w szoferce TIR-a pierwszego konwoju z pomocą humanitarną, nastąpiły najpiękniejsze oświadczyny.

W kilka miesięcy później w Poznaniu wzięliśmy ślub. Mój mąż po kilku dniach wyjechał, bo nie stać go było na przedłużenie wizy. Na każdy dzień pobytu musiał wymieniać sporą sumę marek zachodnich, co dla studenta, nawet zachodniego, było majątkiem. I tak przez dwa lata odwiedzaliśmy się co kilka miesięcy. Fokko kończył w Delft elektrotechnikę, a ja próbowałam zrobić w Poznaniu doktorat. No ale służbom paszportowym nasze wycieczki przestały się podobać. Otrzymałam paszport w jedną stronę z komunikatem, że albo wyjeżdżam teraz na stałe, albo nie wyjadę już nigdy z kraju. Był rok 1984.

Holandia przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Zaczęło się codzienne życie. Przez kilka lat mieszkaliśmy w akademiku, gdzie urodził się nasz syn. Potem pierwsza praca mojego męża, drugie dziecko – córka i pierwszy wymarzony domek o szerokości 4 i długości 10 metrów. No i pierwsze zetknięcie się z różnicami pomiędzy zwyczajami wyniesionymi z Polski i tymi, tutaj zastanymi. Zapalenie ucha – przykładam dziecku namoczony w alkoholu kompres rozgrzewający i jadę z nim na rowerze do lekarza. Jest grudzień. Dostaje mi się – zdjąć wszystko i do domu na rowerze z gołą główką, bo potrzebny jest zimny, a nie ciepły kompres. Gorączka? Wyrzucić pierzynę, przykryć dziecko prześcieradełkiem. Ale nie odpuszczałam i zapalenie oskrzeli leczyłam syropem z czarnego bzu, własnej zresztą produkcji. Najważniejsze to umieć połączyć mądrości życiowe obydwu narodów. I tak to jest do dzisiaj. Życie w rodzinie dwukulturowej jest bardzo interesujące.

co z Polską? Założyłam stowarzyszenie „Scena Polska”, aby sprowadzać do Holandii teatry i organizować przeglądy filmowe. Od lat organizuję też wianki, andrzejki i nawet jeden raz sylwestra. I po co to wszystko? Nie wiem, chyba z egoizmu. Chcę w tym wszystkim brać udział. Ale też z wielką przyjemnością od czasu do czasu uda mi się zorganizować coś holenderskiego w Polsce. Najważniejsze, żeby Holendrzy i Polacy rozumieli swoje upodobania i zwyczaje oraz aby szanowali sie nawzajem. Bo wiele nas łączy. Jak już wcześniej wspomniałam, przeciętni Holendrzy niewiele się od nas różnią. Są otwarci, rodzinni, mają poczucie humoru i lubią tanio kupować!

Czym się na pewno różnimy, to tym, że my Polacy uwielbiamy narzekać. A Holender ma na wszystko jedną odpowiedź: prima! Jeszcze tolerancja, oni ją mają, a my niestety nie.

Ale proszę, bądźcie tolerancyjni dla autorki tego artykułu. Tyle chciałabym Wam opowiedzieć, a już przekroczyłam limit znaków. A może redaktor naczelna „Monitora Polonijnego” da mi jeszcze w przyszłości szansę?

Pozdrawiam z Holandii!

Zofia Schroten-Czerniejewicz

O autorce:

Prywatnie: mąż Holender i dwoje dzieci: syn – lekarz, córka – studentka fizjoterapii.

Z urodzenia poznanianka, absolwentka socjologii, w latach 1975-1984 wykładowca na uczelniach artystycznych, związana najdłużej z poznańską Akademią Muzyczną.

Od 1984 roku mieszka w Holandii, gdzie w 1992 roku założyła stowarzyszenie Pools Podium – Scena Polska, a od 1994 wydaje kwartalnik „Scena Polska”; dziennikarka i animatorka kultury.

Więcej: www.scenapolska.nl

MP 10/2010

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *