post-title Polak potrafi…

Polak potrafi…

Polak potrafi…

ale nie w Polsce?

Od kilku lat z mniejszym lub większym natężeniem toczy się wśród publicystów, naukowców i polityków w Polsce dyskusja na temat poziomu krajowego szkolnictwa. Wynika z niej, że jest ono w zatrważająco złej kondycji i trzeba reagować natychmiast. Kolejni ministrowie zapowiadają rewolucyjne zmiany, mówią, że zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, i podkreślają z mocą, że jest ona winą poprzedniego obozu rządzącego.

Słowne przepychanki trwają, niewiele się zmienia i tylko w ramach zimnego prysznica od czasu do czasu pojawia się jakiś trudny do przełknięcia ranking. Na przykład światowych uczelni, w ktorym te z Polski albo się nie pojawiają, albo plasują w ogonie. W najbardziej znanym, szanghajskim, figurują tylko Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński – pod koniec liczącej 500 pozycji listy… W dodatku pod względem kreatywności i innowacyjności biją nas na głowę nawet kraje znacznie mniejsze. Europejski Urząd Patentowy przyznał w 2011 roku 45 patentów wnioskom, które złożyli Polacy. Dużo? Znacznie mniejsza od Polski Słowenia otrzymała ich 42. Pięciokrotnie więcej niż Polska patentów (w przeliczeniu na liczbę mieszkańców) miały Węgry, Czechy, Estonia i Łotwa. Najlepsi, Niemcy, mieli ich 13,5 tysiąca, a inne państwa z czołówki średnio 100 razy więcej niż Polska.

Czy to znaczy, że jesteśmy narodem głupszym niż inne? Mniej inteligentnym? Odpowiedź twierdząca byłaby podłym, krzywdzącym nadużyciem. Bardziej prawdopodobne wydaje się nieumiejętne ukierunkowanie ludzi z ogromnym potencjałem (tych na pewno nam nie brakuje), ba!, tego potencjału lekkomyślne marnowanie. Bo jak wytłumaczyć fakt, że Polacy, którzy mają możliwość rozwoju poza granicami kraju, nagle okazują się – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – superzdolni i pomysłowi? Na pewno pamiętają Państwo naszych projektantów, którzy pracują dla największych samochodowych marek, o których pisałam kilka miesięcy temu.

Niemal każdy z nich w dzieciństwie wyjechał z Polski i szansę na zaistnienie dostał zagranicą. I coraz więcej takich Polaków z pochodzenia odnosi sukcesy w przeróżnych dziedzinach. Wspomniana przeze mnie informacja o niskim poziomie wynalazczości i kreatywności w Polsce, która niedawno pojawiła się w Internecie, sąsiadowała z inną wiadomością. Oto patent Polaka, Marcina Jakubowskiego, trafił do czołówki zestawienia najlepszych innowacji 2012 roku, które przygotował prestiżowy magazyn „Time”. Dzieło Jakubowskiego – zestaw do stworzenia cywilizacji – znalazł się na czele najlepszych propozycji 2012 roku obok łazika „Curiosity” i drukarki 3D.

Czym jest zestaw do stworzenia cywilizacji? To zbiór instrukcji, które każdemu człowiekowi pozwolą na stworzenie 50 najpotrzebniejszych do życia urządzeń (m.in. pieca do wypieku chleba, wiertarki, traktora, który samodzielnie można zbudować w sześć dni, oraz pięciu tysięcy cegieł, które w ciągu doby można zrobić z brudu i kurzu). Instrukcje są dostępne nieodpłatnie w Internecie, a konstruowanie cywilizacji (np. samowystarczalnej wioski) przypomina budowanie z klocków lego.

Nad stworzeniem takiego zestawu Marcin Jakubowski pracował od 2003 roku, kiedy utworzył organizację Open Source Ecology.„Naszym celem jest utworzenie skarbnicy projektów, która sprawi, że jedna płyta DVD może stać się zestawem startowym cywilizacji” – mówił podczas konferencji naukowej Technology Entertainment and Design w 2011 roku, kiedy prezentował efekty swojej pracy. Pomysłem wyposażenia gospodarstw w proponowane przez Jakubowskiego narzędzia typu lego zainteresowały się już organizacje pozarządowe ze Stanów Zjednoczonych i Afryki. On sam jest przekonany, że „to może być coś rewolucyjnego” i podkreśla niskie koszty oraz wysoką wydajność proponowanego przez siebie rozwiązania.

Marcin Jakubowski jest autorem pomysłu, o którym z entuzjazmem donoszą światowe media. Naukowcy wypowiadają się o nim z uznaniem; zdobywa znaczące nagrody. Może więc nie jest tak źle z kondycją polskiej nauki? Pewnie nie będą Państwo zaskoczeni, gdy napiszę, że Marcin Jakubowski jest kolejnym Polakiem, który rozwija się zagranicą. Z Polski wyjechał podczas stanu wojennego jako dziesięciolatek. Ukończył z wyróżnieniem Uniwersytet Princeton, na Uniwersytecie Wisconsin otrzymał tytuł doktora fizyki jądrowej. Notabene moment napisania doktoratu był przełomowy dla jego kariery naukowej, ale nie w taki sposób, jak można by się spodziewać. „Dobiłem do trzydziestki z doktoratem z fizyki jądrowej i odkryłem, że jestem bezużyteczny” – opowiadał podczas konferencji TED.

Jestem dumna z Marcina Jakubowskiego, podobnie jak jestem dumna z wszystkich Polaków, którzy odnoszą międzynarodowe sukcesy, są doceniani. Tylko przykro mi, że przeważnie dopiero poza Polską mają możliwości rozwoju, że znaczących odkryć, wynalazków, projektów prawie w naszym kraju nie ma, że studia na polskim uniwersytecie nie gwarantują nawet nisko płatnej pracy, podczas gdy analogiczny kierunek, realizowany na uczelni np. w USA, otwiera wiele możliwości. Czy to tylko kwestia pieniędzy? Mentalności? Złego programu nauczania? Co i jak trzeba zmienić, by Polak chciał i potrafił – także u siebie?

Katarzyna Pieniądz

MP 2012/12

 

 

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *