post-title Słowem przeciw zniewalaniu umysłów

Słowem przeciw zniewalaniu umysłów

Słowem przeciw zniewalaniu umysłów

Maj 2012 roku Senat RP ogłosił miesiącem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, radia, którego przez wiele powojennych lat słuchały miliony Polaków, wyławiając z emitowanych przez zagłuszarki szumów i trzasków głosy spikerów, głoszących „wiadomości dobre czy złe, ale zawsze prawdziwe”.

Sześćdziesiąt lat temu, 3 maja 1952 roku o godzinie 11.00 Polacy po raz pierwszy usłyszeli w eterze sygnał nowej radiostacji. Po początkowych taktach mazurka Witaj, majowa jutrzenko spiker powiedział „Mówi Radio Wolna Europa – Głos Wolnej Polski”. Potem do polskich słuchaczy przemówił prezes amerykańskiego Komitetu Wolnej Europy, admirał Harold Miller, mówiąc m.in.: „Zadaniem nowej rozgłośni stanie się przebijanie żelaznej kurtyny słowami prawdy. Nie chodzi o to, żeby mówić własnemu społeczeństwu, jak ma myśleć i postępować. Jeśli będzie znało prawdę, samo wytworzy sobie własny pogląd i wyciągnie swoje własne wnioski. /…/ główne zadanie Polaków i innych narodów ujarzmionych musi polegać na podtrzymaniu upartej, zdecydowanej postawy oporu wobec doktryny komunistycznej. Polska musi zachować na przyszłość swoją narodową kulturę i siły żywotne”.

Po nim głos zabrał dyrektor „Głosu Wolnej Polski ”, a był nim słynny kurier z Warszawy Jan Nowak-Jeziorański, który w bardzo emocjonalnym wystąpieniu wyraził nadzieję, że nadejdzie czas, gdy nad Polską zabłyśnie majowa jutrzenka. Po latach w studium Strategia i taktyka Radia Wolna Europa przyznał, że „dla tej nadziei nie było żadnego oparcia w rzeczywistości. Był to najgorszy okres stalinizmu, więzienia przepełnione ludźmi, odbywały się sądy kapturowe, społeczeństwo było straszliwie sterroryzowane”.

Dodajmy, że w społeczeństwie polskim grozę budził rozbudowany aparat bezpieczeństwa, działający w myśl tezy Stalina o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę postępu budowy socjalizmu. Społeczeństwo było infiltrowane przez agentów i informatorów, których Urząd Bezpieczeństwa werbował z najrozmaitszych środowisk. Znaleźli się wśród nich zarówno uczestnicy walk niepodległościowych, zwolnieni z więzień na mocy amnestii z 1947 roku, jak i działacze PZPR, dawni ziemianie, księża, dziennikarze czy zwykli kryminaliści.

Werbowani do współpracy z bezpieką szantażem, groźbą represji, czasem przekupstwem i biciem stawali się donosicielami. Na podstawie znanych dziś danych oblicza się, że w latach 1944-1956 podjęto próby zwerbowania około miliona osób, a kartoteka osób podejrzanych liczyła do 1954 roku 6 milionów nazwisk. Nic więc dziwnego, że społeczeństwo było sterroryzowane, a sąsiad bał się sąsiada.

W tej atmosferze Polacy w dniu 3 maja, święta narodowego zlikwidowanego przez reżim komunistyczny, usłyszeli po raz pierwszy Radio Wolna Europa – Głos Wolnej Polski, a w programie najpierw słuchowisko „Witaj majowa jutrzenko” Tadeusza Nowakowskiego w reżyserii Wacława Radulskiego, a później także przemówienia przywódców polskich na obczyźnie: gen. Władysława Andersa, Tomasza Arciszewskiego – weterana Polskiej Partii Socjalistycznej, Zygmunta Berezowskiego ze Stronnictwa Narodowego, Stanisława Mikołajczyka oraz ambasadora Edwarda Raczyńskiego.

Odtąd Radio Wolna Europa – Głos Wolnej Polski, którego nazwa od roku 1956 zmieniła się na Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa, codziennie przez 19 godzin trafiało do domów Polaków, by wolnym słowem walczyć przeciw zniewalaniu umysłów.

Radio Wolna Europa zostało utworzone w czerwcu 1949 przez powstały rok wcześniej w Stanach Zjednoczonych Komitet Wolnej Europy – amerykańskiej organizacji pozarządowej, ale z udziałem ważnych osobistości życia politycznego. W pięćdziesięcioosobowym Komitecie byli zarówno republikanie, jak i demokraci, m.in. gen. Dwight Eisenhower, późniejszy dyrektor CIA Allen Dulles czy były ambasador USA w Warszawie Arthur Bliss Lane.

Celem Komitetu było podtrzymanie aktywności emigracji politycznej z krajów, które znalazły się w radzieckiej sferze wpływów, umożliwienie emigracji zintegrowania się oraz stworzenie warunków pozwalających jej oddziaływać przede wszystkim propagandowo na poszczególne kraje. Jego czynność nieoficjalnie była finansowana ze środków rządowych.

Radio Wolna Europa, które rozpoczęło nadawać swe audycje 4 lipca 1950 roku, miało służyć przede wszystkim właśnie propagandowemu oddziaływaniu emigracji na kraj. Początkowo półgodzinne, potem godzinne programy narodowe nagrywane były w Nowym Jorku, a następnie pocztą lotniczą przesyłane do Niemiec i stąd transmitowane do poszczególnych krajów.

Wybuch wojny w Korei zaostrzył wśród Amerykanów poczucie zagrożenia przez Związek Radziecki, umacniający swą pozycję w państwach, znajdujących się w sferze jego wpływów. W tej sytuacji zdecydowano się na uruchomienie Radia Wolna Europa w Monachium. Utworzono sześć dużych rozgłośni nadających całodzienne programy narodowe. Już 1 maja 1951 roku jako pierwsza zaczęła nadawanie programu Rozgłośnia Czechosłowacka.

W grudniu 1951 roku Komitet Wolnej Europy mianował Jana Nowaka-Jeziorańskiego, dotąd pracującego w Radiu BBC, dyrektorem polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Jego kandydaturę wysunęła polska delegatura Tymczasowej Rady Jedności Narodowej w USA, a poparła Rada w Londynie. Stronie amerykańskiej zależało, by dyrektorem został człowiek posiadający poparcie swego środowiska emigracyjnego, ale jednocześnie potrafiący zapewnić rozgłośni autonomię.

Amerykanie pozostawili Jeziorańskiemu swobodę działania w doborze pracowników, stawiając jednak warunek, że powstający zespół redakcyjny nie może reprezentować jednego kierunku politycznego oraz że żaden z kierunków politycznych nie może mieć przewagi w zespole. Stąd też w polskiej redakcji znaleźli się zarówno socjaliści, jak i endecy czy ludowcy. Trzon stanowili żołnierze Armii Krajowej. Członkowie zespołu pilnowali się wzajemnie, by nie dać się wciągnąć w emigracyjne rozgrywki polityczne.

W redakcji znaleźli się pracownicy przedwojennego Polskiego Radia, Polskiej Agencji Telegraficznej, prasy II RP, byli reżyserzy teatralni i radiowi, aktorzy i dziennikarze. Jan Nowak-Jeziorański pozyskał dla polskiej rozgłośni gwiazdy przedwojennego Polskiego Radia, m.in. reportera sportowego Wojciecha Trojanowskiego, redaktora Wesołej Lwowskiej Fali Wiktora Budzyńskiego, Władę Majewską czy byłego dyrektora radia w Poznaniu Zdzisława Marynowskiego i Wiktora Trościanko z Polskiego Radia Wilno.

Amerykanie narzucili rozgłośni nazwę Głos Wolnej Polski. Nie akceptowała jej nie tylko podzielona polska emigracja, ale także zespół redakcyjny, uważający, że tak nie może nazywać się redakcja nie mająca mandatu narodowego. Nazwę, na której strona amerykańska trwała, wykorzystywał Jan Nowak-Jeziorański w argumentacji wobec Komitetu, że zgodnie z nią radio nie może pomijać spraw ważnych dla interesów polskich, takich jak np. nienaruszalność granicy z Niemcami. Dopiero w 1956 roku strona amerykańska zgodziła się na nazwę Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa.

Znana redaktorka rozgłośni Alina Perth-Grabowska wspomina, że: „Przyszli pracownicy rozgłośni zaczęli przybywać z początkiem 1952 roku do Monachium, co dla wielu nich wiązało się z bolesnymi i bardzo mieszanymi uczuciami; oto znów musieli znaleźć się w otoczeniu Niemców. Prawie wszyscy ci emigranci mieli za sobą walkę z okupantem hitlerowskim, wielu było w Armii Krajowej.

Niektórzy jeszcze niedawno byli jeńcami obozów, np. w Murnau, i więźniami obozu koncentracyjnego w Dachau pod Monachium. /…/ przeważyła perspektywa walki na falach eteru o wolną Polskę i możliwość powrotu do zawodu – skazanych często na pracę fizyczną – pisarzy, dziennikarzy i artystów”.

Równocześnie z kompletowaniem zespołu redakcyjnego Jan Nowak-Jeziorański przygotował założenia programowe rozgłośni, będące rodzajem kodeksu etycznego i zarazem deklaracją. Z ich treścią zapoznał pracowników jeszcze przed historycznym dniem 3 maja, kiedy to pierwszy raz ozwał się w eterze Głos Wolnej Polski. Dziś program ten ma wartość dokumentu historycznego.

To on określał charakter Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa nie tylko w czasie, gdy kierował nią J. Nowak-Jeziorański (1951-1976), bowiem respektowali go kolejni dyrektorzy: Zygmunt Michałowski (1976-1982), Zdzisław Najder (1982-1987), Marek Latyński (1987-1989) i Piotr Mroczyk (1989-1994). Warto więc poznać jego treść.

W punkcie pierwszym programu stwierdzano, że „będzie to rozgłośnia polska. Polacy będą mówili do Polaków o polskich sprawach”, że nie będzie prewencyjnej cenzury amerykańskiej, a ostateczną instancją, decydującą o przyjęciu lub odrzuceniu materiału, będzie dyrektor rozgłośni. Dalej kierownikom działów gwarantowano „pełną inicjatywę układania swoich programów, pod warunkiem, że będą mieli jasną koncepcję, co pragną osiągnąć, przedyskutowaną i uzgodnioną z kierownikiem zespołu”.

W punkcie drugim można przeczytać: „Nie będziemy usiłowali sprawować rządu dusz w Polsce. Emigracja jest częścią narodu, ale nie może nim zdalnie kierować. Polska jest nad Wisłą, a nie nad Tamizą, Sekwaną czy Izarą. Radio ma służyć społeczeństwu”.

Punkt trzeci określał zadania radia: „walka z propagandą i indoktrynacją, ukazywanie prawdy historycznej, dostarczanie pełni informacji o tym, co dzieje się w Polsce i w świecie”. A dalej: podtrzymywanie oporu moralnego i niezależnej myśli. Punkt ten kończyła deklaracja: „Będziemy wystrzegali się wszystkiego, co mogłoby pchnąć społeczeństwo do oporu czynnego albo tajnego organizowania się”.

Kolejne punkty mówiły o trosce o bezpieczeństwo słuchaczy, bowiem „najlepsza audycja nie jest warta jednego życia ludzkiego”; o tym, że rozgłośnia musi być odbiciem różnorodnych poglądów, bo tylko ta różnorodność demonstruje wolność słowa. Obok gwarancji podtrzymywania tradycji wszystkich głównych nurtów politycznych znaleźć też można zapewnienie, że w programach nie znajdą miejsca wzajemne napaści i ataki personalne.

W ostatnim szóstym punkcie programu dyrektor gwarantował redaktorom prawo do własnych poglądów, równocześnie podkreślając, że „w sprawach zasadniczych, tj. niepodległość, demokracja, granice, jesteśmy zgodni i solidarni”. Program kończyła uwaga o przestrzeganiu drogi służbowej, o tym, że wobec Amerykanów kierujących Radiem Wolna Europa zespół rozgłośni musi „reprezentować jednolity front”.

W wydanych później amerykańskich Wytycznych dla programu polskiego, określających status rozgłośni, znalazło się jednoznaczne stwierdzenie: „RWE nie jest stacją amerykańską. Jest blokiem 6 europejskich radiostacji nadających na obczyźnie. Ze studiów RWE Polacy mówią do Polaków”. W kolejnych wytycznych amerykańskich można było przeczytać m.in.: „Komitet Wolnej Europy ponosi szczególną odpowiedzialność za to, by programy służyły interesom społeczności w Polsce, emigracji politycznej oraz interesom społeczeństwa amerykańskiego”.

Jan Nowak-Jeziorański w swej książce Wojna w eterze za pierwszoplanowe zadanie rozgłośni uznał odbudowanie w społeczeństwie polskim poczucia wspólnoty. Za kolejne podtrzymywanie nadziei na odzyskanie wolności. Walkę z komunistyczną propagandą jako szef Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa rozpoczął w samym środku zimnej wojny, gdy wielu nie wierzyło, że słowem można walczyć z komunizmem i ostatecznie tę walkę wygrać.

Zmieniali się politycy w Stanach Zjednoczonych i w Związku Radzieckim, zmieniały się ekipy rządzące w Polsce, zmieniała się polityka, a rozgłośnia starała się podtrzymywać opór w Polsce, dostarczać słuchaczom materiału do niezależnej refleksji, a władze zmuszać do większego liczenia się z opinią społeczną. Audycje Radia Wolna Europa towarzyszyły Polakom w trudnej drodze od stalinizmu do „Solidarności”.

Rozgłośnia Polska tego radia nie ograniczała swego działania do propagandowego antykomunizmu, ale – co podkreśla prof. A. Friszke w książce Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989 – równocześnie promowała „wartości demokratyczne, budowanie kultury współżycia ponad podziałami ideowymi i światopoglądowymi, przełamywanie negatywnych stereotypów”.

Nieprzypadkowo w tym rocznicowym artykule koncentrujemy się na latach, gdy rozgłośnią kierował Jan Nowak-Jeziorański. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to przede wszystkim on określił profil rozgłośni i że jeżeli dziś pozytywnie ocenia się jej udział w polskiej drodze do wolności, to ogromna w tym zasługa jej pierwszego dyrektora, który – jak pisze Jarosław Kurski w biografii J. Nowaka-Jeziorańskiego – „Nie tylko przekazywał prawdę do krainy urzędowego kłamstwa, lecz także dostarczał ów fundamentalny pogląd, że nie ma jednej prawdy, a wolność domaga się różnicy poglądów”.

Jan Nowak-Jeziorański prowadził w radio politykę propolską, co mimo dużego marginesu swobody, jaką zapewniali mu Amerykanie, nie zawsze było proste i łatwe. Kiedy w końcu 1951 roku obejmował stanowisko w Monachium, cała opinia Niemiec Zachodnich popierała przesiedleńców z Polski i Czech, domagających się, by celem oficjalnej polityki niemieckiej stały się roszczenia terytorialne wobec wschodnich sąsiadów.

Amerykanie w obawie, że Niemcy po zakończeniu okupacji mogą wyprosić RWE ze swego terytorium, wydali zakaz poruszania przez rozgłośnię sprawy polskich granic zachodnich. Nowak-Jeziorański, mając na uwadze racje Polski, nie zgadzał się z amerykańskim stanowiskiem. „Usiłowałem przekonywać Amerykanów – pisał w swej ostatniej książce Fakty, wydarzenia, opinie – odwołując się do ich własnego interesu.

Jaki sens – pytałem – będzie miało stwarzanie kosztem setek milionów dolarów tego potężnego instrumentu, jakim ma stać się nadająca od rana do nocy radiostacja, jeśli pozbawicie zaufania Polaków, przemawiających na falach tej radiostacji, jako tych, którzy godzą się pokrywać milczeniem problem będący dla ich kraju sprawą życia i śmierci”. Rozmowy były długie i trudne, ale ich rezultatem była zgoda strony amerykańskiej na występowanie przed mikrofonem RWE polskich przywódców emigracyjnych w obronie granicy na Odrze i Nysie.

To z trudem uzyskane ustępstwo było jednak stale zagrożone i – jak twierdził dyrektor rozgłośni – „Aż do 1970 roku prowadziliśmy wojnę z reżimem komunistycznym w Warszawie, a jednocześnie spór z Amerykanami. W krytycznych momentach dwukrotnie przybrał on formę groźby strajkiem całej załogi”. Rozgłośnia nigdy nie zmieniła swego stanowiska w sprawie polskiej granicy zachodniej.

Przedmiotem sporu była nie tylko granica. Oto inny przykład. Kiedy w czerwcu 1953 roku w Berlinie doszło do rozruchów, które dzięki relacjom działającej w sektorze amerykańskim radiostacji Rias, słuchanej przez Niemcy Wschodnie, ogarnęły całą sowiecką strefę okupacyjną, zrodził się wśród Amerykanów pomysł, iż byłoby dobrze, gdyby podobne rozruchy wybuchły też w Warszawie, Pradze i Budapeszcie.

Reakcja Rozgłośni Polskiej była natychmiastowa i zdecydowana „/…/ nie można wygłaszać apeli, udzielać instrukcji lub namawiać do wystąpień, które łatwo mogą wyzwolić reakcję łańcuchową, bo nie będąc na miejscu, nie będziemy mieli możliwości jej opanowania i nadania pożądanego kierunku” – pisał Nowak-Jeziorański w skierowanym do strony amerykańskiej memorandum. I ostrzegał, że gdyby w wyniku programu radiowego doszło w Polsce do wybuchu powstania czy incydentów zagrażających reżimowi, to niewątpliwie Rosjanie zareagowaliby zbrojnie, a równocześnie, podobnie jak w Niemczech, „Amerykanie nie ruszą się. Każdy wybuch czynnego oporu spotka się więc z użyciem siły.

Zakończy się przelewem krwi i poważnymi stratami”. Przywołując tragiczne doświadczenia Polaków z II wojny światowej i powstania warszawskiego, stwierdzał: „Nie możemy przewidzieć, czy społeczeństwo polskie doprowadzone do rozpaczy przez obecną sytuację nie zbuntuje się któregoś dnia przeciw sowieckiej dominacji, ale musimy uznać, że w obecnym układzie rewolta nie osiągnęłaby swojego celu, czyli samowyzwolenia /…/. Nie wolno więc rzucać słów, które uczyniłyby Radio Wolna Europa, zarówno Amerykanów, jak i Polaków, odpowiedzialnymi za prawdopodobną tragedię”.

Ostrzegając Amerykanów, że polska emigracja jest szczególnie uczulona „na niebezpieczeństwo daremnych powstań”, dyrektor Rozgłośni Polskiej oświadczył: „Wszystko, co mogłoby świadczyć, że RWE chciałaby sprowokować incydenty w Polsce, spotka się ze stanowczą opozycją nie tylko całego zespołu RWE, ale całej emigracji”. Trzeźwa ocena sytuacji politycznej w Polsce i sytuacji międzynarodowej, tak charakterystyczna dla Nowaka-Jeziorańskiego, sprawiła, że Rozgłośnia Polska uniknęła awanturnictwa politycznego i przez cały czas swego istnienia w eterze pozostała wierna zasadzie bezkrwawego demontażu komunizmu w Polsce.

Pamiętając o tragedii powstania warszawskiego, w poczuciu odpowiedzialności za słowa Rozgłośnia Polska w przeciwieństwie do węgierskiej, w momentach szczególnych napięć w czasie Października’56 i powstania węgierskiego czyniła wszystko, by tłumić radykalne nastoje i nie dopuścić do wybuchu powstania w Polsce, które skończyłoby się katastrofą, i ostrzegała społeczeństwo przed liczeniem na pomoc Zachodu. Nowak-Jeziorański w Wojnie w eterze wyznał: „Nigdy nie żałowałem ograniczonego poparcia udzielonego przez RWE Gomułce w chwili kryzysu. W krótkim okresie Października Gomułka wsparty przez Ochaba odegrał rolę bezpiecznika, który nie dopuścił do krótkiego spięcia między Rosją i Polską”.

Jan Nowak-Jeziorański był przekonany, że między z góry skazanym na klęskę powstaniem zbrojnym a niewolniczą uległością istnieje cały szereg innych możliwości oporu wobec narzuconego reżimu i te możliwości wykorzystywał w programowej działalności rozgłośni. W audycjach informowano więc słuchaczy o tych wydarzeniach w kraju, na temat których propaganda reżimowa milczała, o niewesołej sytuacji gospodarczej, o konfliktach wewnątrz partii, o sytuacji Kościoła w Polsce, przejawach oporu wśród inteligencji.

Nagłaśniano akty represji, drastyczne ingerencje cenzury. Informując o działaniach opozycyjnych w Polsce, rozgłośnia stawała się pośrednikiem między ludźmi odważnymi, dysydentami a resztą obywateli. Wyróżniała odważnych pisarzy i dziennikarzy, omawiając ich artykuły i książki, popularyzując je w kwadransach literackich i prezentując w odcinkach. W Nowy Rok najlepszym pisarzom przyznawano przed mikrofonami symboliczną nagrodę.

Dużo miejsca w programach zajmowała historia Polski; popularnością cieszyły się felietony historyczne Zygmunta Nowakowskiego, stałe audycje takich historyków, jak Marian Kukiel, Oskar Halecki, Tadeusz Żenczykowski czy Andrzej Pomian, a także relacje żyjących świadków historii. Celem tych audycji była walka z zakłamywaniem historii, przywracanie prawdy o Armii Krajowej i historii najnowszej.

Z bogatej ponadczterdziestoletniej historii Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa warto wspomnieć choćby dwa jej programy, o których mówiono głośno w kraju. Pierwszy to seria audycji Zbigniewa Błażyńskiego Za kulisami bezpieki i partii, emitowana od października 1954 roku. W serii tej ppłk Józef wiatło, wicedyrektor X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, inwigilującego establishment partii, nie wyłączając członków najwyższych władz, po swej ucieczce na Zachód ujawniał działalność Urzędu Bezpieczeństwa.

Sensacje, które były podpułkownik odkrywał, szokowały; mówił o roli NKWD, a szczególnie gen. Iwanowa-Sierowa w umacnianiu polskiej władzy ludowej, o wyrafinowanych metodach walki państwa z Kościołem i antykomunistycznym podziemiem, o kulisach rozpraw sądowych z wysokimi funkcjonariuszami partii, opisywał jak likwidowano żołnierzy AK. To od niego dowiedział się świat o okolicznościach aresztowania kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Światło był doskonale poinformowany, ponieważ sam brał udział w aresztowaniu nie tylko prymasa, ale także Władysława Gomułki i gen. Mariana Spychalskiego. Był postrachem przesłuchiwanych więźniów i ponoć osobiście brał udział w ich torturowaniu. Nic więc dziwnego, że zespół Rozgłośni Polskiej początkowo był przeciwny decyzji Nowaka-Jeziorańskiego o dopuszczeniu wiatły do mikrofonów RWE.

Później przyznano mu jednak rację, bowiem kompromitujące opowieści wiatły stały się impulsem do zapoczątkowania w Polsce zmian w bezpiece, do usunięcia ministra Stanisława Radkiewicza i kilku jego współpracowników, poprawy warunków w więzieniach, zaprzestania tortur, zwolnienia niektórych więźniów i aresztowania Józefa Różańskiego, Anatola Fejgina i Romana Romkowskiego. „Radziecka odwilż wzmocniona kompromitacją, jaką niosły relacje wiatły, przyczyniła się do podziałów w Komitecie Centralnym PZPR, które z biegiem czasu będą się zaostrzały” – konstatuje A. Friszke we wspomnianej już książce Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989.

Drugim przykładem audycji, które weszły do historii rozgłośni, to kampania O powrót Polaków z Rosji, rozpoczęta 31 lipca 1955 roku. Z tych audycji słuchacze w Polsce dowiadywali się o pobycie Polaków w sowieckich lagrach. Nie operowano ogólnikami, mówiono o konkretnych ludziach, wymieniano konkretne nazwiska i konkretne rodziny dowiadywały się, gdzie na tej „nieludzkiej ziemi” są więzieni ich bliscy. Nazwiska radio zdobywało od powracających z niewoli radzieckiej jeńców niemieckich i austriackich. Rozgłośnia ujawniła też rozmieszczenie 56 radzieckich obozów pracy, w których byli Polacy

Społeczeństwo podchwyciło żądanie repatriacji Polaków ze Związku Radzieckiego, umieszczając je w rezolucjach uchwalanych na wiecach w czasie poprzedzającym Październik’56. Sprawa wznowienia repatriacji stała się jednym z punktów rozmów Władysława Gomułki z Leonidem Breżniewem, do których doszło w Moskwie 14-18 listopada 1956 roku. W rezultacie do końca 1959 roku przyjechało do Polski 245 tys. Polaków, w tym blisko połowa z republiki białoruskiej.

Mimo zagłuszania i grożących represji audycji Rozgłośni Polskiej RWE słuchało w Polsce od kilkunastu do – w chwilach krytycznych – ponad 50 procent obywateli. Przez ponad czterdzieści lat Rozgłośnia Polska RWE, rozbijając monopol propagandy komunistycznej, słowem walczyła przeciw zniewalaniu umysłów Polaków.

Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa nadawała przez ponad 40 lat; zaczynała w czasie zimnej wojny, skończyła, gdy Polska odzyskała wolność.

Danuta Meyza-Marušiak

MP 5-6/2012

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *