post-title Z wizytą w Instytucie Polskim w Budapeszcie

Z wizytą w Instytucie Polskim w Budapeszcie

Z wizytą w Instytucie Polskim w Budapeszcie

czyli na węgierskim Broadwayu

Wysiadamy z metra koło opery. Stąd już tylko parę kroków do Instytutu Polskiego. Idziemy jedną z głównych alei Budapesztu, gdzie w pobliżu wytwornych kawiarni, teatrów, operetki widnieje dobrze znane nam logo. To wizytówka Polski, a my w myśl ubiegłorocznego pomysłu chcemy pokazać naszym czytelnikom, jak działają polskie placówki kulturalne nie tylko na Słowacji, ale i w krajach sąsiednich. W ubiegłym roku odwiedziliśmy Instytut Polski w Pradze, w tym w Budapeszcie. Oto nasze spostrzeżenia.

Przy alei Andrássyego, przed skrętem w ulicę prowadzącą do Instytutu Polskiego, mieści się galeria Platan, gdzie właśnie można podziwiać prace światowej sławy polskiej artystki Magdaleny Abakanowicz. Tu kiedyś mieścił się sklep polski, który działał na podobnych zasadach jak ten przy pl. SNP w Bratysławie.

Na jego miejscu powstała galeria, której nazwa nawiązuje do słynnych budapeszteńskich platanów, charakteryzujących się wytrwałością, zaś pierwsze litery nazwy – PL – nawiązują oczywiście do Polski. „Galeria Platan świętuje właśnie swoje 20-lecie“ – informuje nas dyrektor Instytutu Polskiego Joanna Urbańska, która zaprosiła nas do swego gabinetu, by opowiedzieć nam więcej na temat działalności instytutu.

Okazuje się, że nasze odwiedziny zaplanowaliśmy w najgorętszym dla tej instytucji okresie – w przeddzień obchodów 80-lecia jej działalności. Pani dyrektor wydaje jeszcze jakieś polecenia pracownikom, z którymi rozmawia biegle po węgiersku, a dopiero potem swój drogocenny czas poświęca nam.

 

Otwarte 11 godzin na dobę

Wejście do Instytutu Polskiego od ulicy Nagymezo prowadzi bezpośrednio do okazałej sali wystawowej. Po lewej stronie mieści się recepcja, gdzie goście mogą uzyskać różne informacje – tak kulturalne, jak i turystyczne – a także drobną pomoc z zakresu tłumaczenia. „Staramy się tak działać, by każdy wyszedł od nas zadowolony, a czasami przychodzą do nas ludzie tylko po to, żeby porozmawiać“ – mówi dyrektor Urbańska. Instytut odwiedzają nie tylko goście węgierscy, ale i Polacy.

„Często odwiedzają nas też wycieczki z Polski, którym staramy się udzielić jakichś informacji, czasami pomagamy w przetłumaczeniu paru zdań, choć to nie jest główny profil naszej działalności“ – wyjaśnia. O otwartości placówki świadczy nie tylko  przestrzeń sali wystawowej, która wita każdego przechodnia zaraz po przekroczeniu jej progu, ale i czas jej otwarcia – od poniedziałku do czwartku od 9.00 do 20.00, a w piątki do 17.00.  „W instytucie prowadzimy kursy języka polskiego, które trwają do późna, stąd i takie godziny otwarcia sali wystawowej“ – informuje dyrektor.

 

80-lecie

Joanna Urbańska pełni funkcję dyrektora od ponad roku i to jej przypada zaszczytna rola organizatora 80-lecia instytutu, który powstał 24 maja 1939 roku! To jeden z najstarszych Instytutów Polskich na świecie i jedna z najstarszych tego typu instytucji kultury na Węgrzech.

Dowiadujemy się, jakie atrakcje instytut przygotował na swój jubileusz. Przed jego siedzibą, bezpośrednio na ulicy, powstanie scena, na której będą występować polscy artyści, m.in. zespół Tęgie Chłopy, który z przytupem rozgrzeje mieszkańców Budapesztu. „Węgrzy mają bogatą tradycję domów tańca, które powstawały tu w latach 60. jako swoisty ruch oporu społecznego przeciwko komunizacji i sowietyzacji kraju“ – wyjaśnia Urbańska. Stąd przy planowaniu jubileuszu ukłon w stronę kochających taniec Węgrów. Polskiej grupie towarzyszyć będzie zespół polonijny, w którym tańczą też dzieci węgierskie, zakochane w polskich tańcach.

Kolejny punkt programu to występ zespołu Sztywny Pal Azji. „Może trochę przekornie chcemy zaprezentować zespół tu nieznany, ale chcemy przełamać pewną konwencję, czyli tym razem nie stawiamy na jazz, który najbardziej jest kojarzony z polską muzyką“ – wyjaśnia moja rozmówczyni. Poza tym pokazany zostanie przedwojenny niemy filmpt. „Kult ciała“ jako interdyscyplinarny rodzaj rozrywki, która tu zyskała swoich miłośników.

„Sporo będzie się działo też w naszej galerii, gdzie będziemy zachęcać gości do zrobienia sobie selfie z naszym logo. Zapraszamy też na wystawę plakatów wspaniałych 16 grafików, którzy przygotowali swoje wizualne przekazy z okazji naszego jubileuszu“ – zachwala pani dyrektor, a my, spacerując z nią po sali wystawowej, możemy przekonać się o atrakcyjności wspomnianej wystawy.

 

Instytut a Polonia

Z jubileuszem instytutu zbiegło się niestety smutne wydarzenie, do którego doszło na Dunaju, gdzie zginęło kilkudziesięciu turystów statku pasażerskiego. Pani dyrektor zapowiada, że instytut zorganizuje poprawiny swoich urodzin, by dotrzeć również do tych, którzy nie będą mogli przybyć w dniach zaplanowanych już atrakcji. Do tych atrakcji należeć będzie też wręczanie specjalnie przygotowanych przez instytut plakietek pamiątkowych – „dla przyjaciela” i „dla zasłużonego partnera”.

Podpytuję, czy wśród zasłużonych są też przedstawiciele Polonii, co pani dyrektor potwierdza. Instytut współpracuje z liczną Polonią budapesztańską i nie tylko. „Polonia tu jest prężna i widoczna, bardzo barwnie zaznacza swoją obecność“ – ocenia i dodaje, że instytut często jest partnerem wydarzeń polonijnych czy to udostępniając swoich pomieszczeń, czy podejmując współpracę z rozsianymi po Węgrzech samorządami polskimi.

Na Broadwayu

„Lokalizacja instytutu to jeden z naszych głównych atutów“ – przekonuje gospodyni obiektu,  sąsiadującego z najważniejszymi galeriami, teatrami i operetką budapesztańską. „To centrum kulturalne Budapesztu, taki tutejszy Broadway“ – ocenia i zwraca moją uwagę na wyeksponowane dla przechodniów okna. „Wystarczy, że umieścimy w nich plakaty albo wyświetlamy filmy, a ludzie zatrzymują się, oglądają i z zainteresowaniem wchodzą do środka. Jest to więc nasza naturalna forma promocji“ – dodaje.

 

150 kursantów

Dopijamy kawę w gabinecie pani dyrektor i w jej towarzystwie udajemy się na zwiedzanie budynku. Nasza przewodniczka zwraca uwagę na plakat, który promuje 80-lecie instytutu. „Wśród naszych pracowników odbyło się głosowanie na najciekawszy pomysł“ – mówi, jednocześnie pokazując nowe siedziska w kształcie logo instytutu. Zaglądamy też do biblioteki, która liczy … wolumenów. „Książek mamy już tyle, że potrzebowalibyśmy dodatkowego pomieszczenia“ – podsumowuje dyrektor.

Za biblioteką znajdują się pomieszczenia, gdzie za zamkniętymi drzwiami pracują pracownicy instytucji. My udajemy się krętymi schodami do niewielkiego pomieszczenia na górze, w którym odbywają się kursy języka polskiego. „Przez dwa semestry i na różnych poziomach naszego języka uczy się 150 osób, dlatego wykorzystujemy również te mniejsze pomieszczenia, by równocześnie mogły się odbywać zajęcia kilku grup“ – dowiadujemy się i przechodzimy do podziemnej, niedawno wyremontowanej sali, w której odbywają się koncerty i zajęcia językowe.

 

Dla najmłodszych

Po drodze zaglądamy jeszcze do sali kinowej, która służy też do różnego rodzaju spotkań dyskusyjnych, promocji książek i kameralnych pokazów filmów, jak i  dzieciom. I właśnie o imprezach dziecięcych dowiadujemy się, że tych jest tyle samo, jak i tych adresowanych do dorosłych, a przechodząc przez kącik czytelniczy, gdzie znajdują się różne gazety (także polonijne, jak np. „Głos Polonii”, „Polonia Węgierska”), biuletyny informacyjne, dowiadujemy się, że niebawem ma tu powstać kącik dla dzieci z zabawkami. „Bardzo mi zależy na sztafecie pokoleń, żeby zainteresowanie polską kulturą i sympatię do Polski przekazać także najmłodszemu pokoleniu Węgrów“ – wyjaśnia Urbańska i opowiada o organizowanych tu różnego rodzaju wydarzeniach, warsztatach dla dzieci, cyklicznych festiwalach książki.

„Kiedy dorośli będą zajęci oglądaniem naszych wystaw, młodsi będą tu mogli się bawić czy rysować. Chcemy też wykorzystać mały ekran na ścianie, by uruchomić projekcje niegdyś popularnych bajek w formie przeźroczy, które będziemy wyświetlać za pomocą retro wyświetlacza“ – kreśli z entuzjazmem nowe plany pani dyrektor. Dopytuję ją jeszcze o czytelnię, ale okazuje się, że z uwagi na malejące zainteresowanie, związane z ogólnym dostępem do Internetu, podjęto decyzję o jej likwidacji.

 

W podziemiach

Udajemy się do podziemi, które niedawno zostały wyremontowane. W sumie Instytut Polski w Budapeszcie dysponuje 900 metrami kwadratowymi. „Z uwagi na wysoki poziom wód gruntowych panuje tu wilgoć“ – zwraca naszą uwagę na niedoskonałości budynku jego dyrektor. O budynek ten troszczy się tutejsze ministerstwo spraw zagranicznych – niebawem mają być wymieniane okna. Ta gościnność działa na zasadzie wzajemności – o zadowolenie Węgrów w Warszawie dba polskie MSZ.

My rozglądamy się po podziemnej sali, która gościła Andrzeja Wajdę, Krzysztofa Zanussiego i wielu innych wybitnych ludzi polskiego świata kultury. Jeszcze tylko rzut okna na zaplecze, czyli na nową kuchnię, i wracamy na parter budynku.

 

W serdecznych progach

Nasza wycieczka dobiega końca. Dziękujemy pani dyrektor, która pospiesznie udaje się na naradę ze swoimi pracownikami, z którymi musi jeszcze dograć ostatnie szczegóły wielkiego jubileuszu.

Instytutowi Polskiemu w Budapeszcie i jego pracownikom składamy serdeczne gratulacje i życzymy kolejnych wielu lat owocnej pracy. Przekazujemy też pozdrowienia do tego naszego –  Instytutu Polskiego w Bratysławie – i po raz kolejny konstatujemy, że dobrze jest, będąc za granicą, móc wstąpić  w serdeczne progi polskiej instytucji, gdzie ktoś miły odpowie na nurtujące nas pytania w naszym języku ojczystym i pokaże kawałek Polski na obczyźnie.

Małgorzata Wojcieszyńska, Budapeszt

zdjęcia: Stano Stehlik

 

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *