post-title Co przeżyła Wiktoria Filus W głębi lasu?

Co przeżyła Wiktoria Filus W głębi lasu?

Co przeżyła Wiktoria Filus W głębi lasu?

Na początku czerwca platforma Netflix zaproponowała widzom w 190 krajach miniserial pt. „W głębi lasu“, zrealizowany przez polskich twórców na podstawie powieści Harlana Cobena. W rolę głównej bohaterki wcieliła się ceniona polska aktorka Agnieszka Grochowska, a w jej młodszą wersję Wiktoria Filus, z którą rozmawialiśmy m.in. o tym, jak wyglądała praca na planie „W głębi lasu“ i „Sali Samobójców. Hejter“, jak to jest być napiętnowanym przez otoczenie oraz kto może sobie pozwolić na odrzucenie roli filmowej. Kto wie, być może właśnie jesteśmy świadkami narodzin gwiazdy polskiego kina?

 

Zagrała Pani jedną z głównych postaci w serialu pt. „W głębi lasu“, wyprodukowanym przez platformę Netflix. Jaką drogę trzeba przemierzyć, by zdobyć taką rolę?

Od dziecka chciałam być aktorką, wybrałam więc studia aktorskie na łódzkiej filmówce. W ubiegłym roku robiłam dyplom i w związku z tym nakręciliśmy film pełnometrażowy pt. „Nic nie ginie“. Na jego projekcji pojawiła się agentka Ola Cywka. Zaproponowała mi współpracę i otworzyła drzwi do świata castingów.

Zaraz potem zaczęły się przesłuchania do serialu „W głębi lasu“. Przeszłam kilka etapów i dostałam rolę Laury. Ponieważ szukano podobnej dziewczyny do Agnieszki Grochowskiej, która gra starszą o 25 lat Laurę, w otrzymaniu roli na pewno dopomógł mi mój wygląd, czyli ciemna oprawa oczu, ciemne włosy.

 

Dla Pani to nobilitacja zagrać młodsze wcielenie Agnieszki Grochowskiej?

O tak, zdecydowanie! Agnieszka należy do moich ulubionych polskich aktorek. Cieszyłam się, że będę z nią dzieliła jedną rolę, chociaż na planie filmowym się nie spotykałyśmy, bo gramy w dwóch różnych przestrzeniach czasowych.

 

Jak wyglądało spotkanie poza planem filmowym? Miała Pani szansę przygotowywać się do roli wspólnie z Agnieszką Grochowską?

Nasze spotkanie odbyło się podczas prób charakteryzacji; szukałyśmy fryzury i kostiumów dla naszej wspólnej bohaterki. Chodziło o to, żeby stworzyć spójny wizerunek tej postaci z 1994 roku i 25 lat później. Agnieszka zaproponowała, by nasza Laura miała bliznę pod okiem, którą nabyła w wieku 16 lat i która będzie jej towarzyszyć przez całe życie. W filmie więc na mojej twarzy widnieje świeża, zaczerwieniona blizna, na twarzy Agnieszki już zagojona.

 

Pani starsza koleżanka dała Pani odczuć, że jest doświadczoną aktorką, czy raczej skracała dystans między Wami?

Na początku byłam zestresowana, że będę obcować z aktorką o tak dużym doświadczeniu, ale Agnieszka starała się ten dystans skrócić i żeby rozluźnić atmosferę między nami, pytała na przykład o moje sprawy prywatne. W żaden sposób nie zaznaczała, że ma większy staż. Dla mnie to było bardzo inspirujące, kiedy mogłam podpatrywać, jak pracuje, jakie zadaje pytania reżyserom.

Zobaczyłam podczas tego naszego jedynego spotkania przed rozpoczęciem zdjęć, jak dużo wnosi do scenariusza. Ale tak naprawdę nowy etap naszej współpracy rozpoczął się podczas spotykań promujących film. W trakcie rozmów z dziennikarzami okazało się, że łączy nas nie tylko rola Laury, ale że mamy podobny gust muzyczny, podobnie postrzegamy niektóre sprawy, także te, które nie są związane z serialem.

Jej nazwisko może otworzyć Pani drzwi do kariery w Polsce. Liczy Pani na to?

Może tak się stać, ale ja się nad tym nie zastanawiałam, przyjmując rolę w tym serialu. Podczas pracy skupiałam się na swoim zadaniu, które wydawało mi się dosyć trudne. To była pierwsza moja rola, która wiązała się z dużą odpowiedzialnością.

Nie myślałam wtedy o otwieraniu drzwi do dalszej kariery, ale o zadaniu. Oczywiście, cieszę się, że będę trochę kojarzona z Agnieszką Grochowską, bo ona reprezentuje wysoki poziom aktorstwa i kultury osobistej, a prywatnie jest dobrym człowiekiem.

 

Po udziale w serialu boi się Pani wchodzić do głębokiego lasu?

Tak, ciemny las jest przerażający. Cieszę się, że podczas kręcenia scen w lesie były światła.

 

Co było najtrudniejszego w roli Laury?

Kiedy dostałam tę rolę, opanowała mnie euforia, ale kiedy dostałam scenariusz, to każda kolejna scena, do której docierałam, wydawała mi się trudniejsza.

 

Czyli im dalej w las, tym więcej drzew?

Właśnie! Natomiast, gdybym miała wskazać tę najtrudniejszą scenę, to byłaby ta, kręcona na koniec, kiedy moja bohaterka – do tej pory zamknięta w sobie – zamyka się w swoim pokoju i płacze. Nie przychodzi mi łatwo zagranie sceny płaczu. Był to mój ostatni dzień na planie i na nakręcenie tej sceny mieliśmy półtorej godziny. Nie chciałam zawieść ekipy, z którą spędziłam sporo czasu.

Trochę mi pomogła kostiumografka, uświadamiając mnie, że to już koniec zdjęć, że ubiera mnie ostatni raz. I wtedy naprawdę się popłakałam, tylko że ani scenografia, ani kamera jeszcze nie były gotowe. Zanim wszystko znalazło się na miejscu, czułam się całkowicie wypruta z emocji. Wtedy Bartek (reżyser Bartosz Konopka – przyp. red.) okazał mi zaufanie i tchnął wiarę, że dam radę. I dałam!

Okazało się, że przez półtorej godziny zalewałam się łzami na zawołanie! Aż szkoda, że na ekranie zostały one pokazane przez trzy sekundy, ale ja mam osobistą satysfakcję, że się przełamałam.

 

Z którym z dwóch reżyserów serialu lepiej się Pani pracowało? Jak oni podzielili między sobą zadania na planie filmowym?

Każdy z nich był odpowiedzialny za trzy odcinki: Leszek (Leszek Dawid – przyp. red.) za pierwsze trzy, Bartek (Bartosz Konopka – przyp. red.) za pozostałe. Oni tworzą niesamowity duet, ponieważ mają bardzo podobną wizję tego, co chcą osiągnąć. Nigdy ich nie przyłapałam na tym, by się kłócili o coś albo żeby któryś chciał sobie przywłaszczyć decyzyjność. To, co ich różni, to sposób pracy. Leszek przychodzi na plan z precyzyjną wizją sceny.

Często bywało tak, że kręciliśmy paręnaście lub nawet kilkadziesiąt razy jakąś scenę. Zależało mu, byśmy precyzyjnie wypowiadali swojego kwestie, tak jak sobie to wyobraził. Rzemieślniczo, fragment po fragmencie pracowaliśmy na efekt, którego Leszek od nas oczekiwał. Natomiast Bartek dawał większą wolność. Pozwalał nam na improwizację. Na przykład w pierwszym odcinku jest scena nad wodą, kiedy chłopcy się kąpią, a ja ich fotografuję.

Na prośbę Bartka mieliśmy się zachowywać tak, jak byśmy byli na wakacjach, a nie w pracy. A jeśli dodać do tego, że między nami była bardzo dobra atmosfera, nic dziwnego, że dobrze i szybko poszło nam kręcenie tej sceny. Cieszę się, że mogłam pracować z oboma reżyserami, bo obaj są profesjonalistami.

 

Grała Pani dziewczynę żydowskiego pochodzenia. Jak to jest wcielić się w osobę, która jest napiętnowana przez otoczenie?

To trudna kwestia. Laura i jej ojciec nie są ortodoksyjnymi Żydami. On zajmuje wysoką pozycję w lokalnej społeczności – jest dyrektorem szkoły i kierownikiem obozu. Jednak kiedy dochodzi do traumatycznych wydarzeń, od razu zostaje za nie obarczony odpowiedzialnością  i większość osób się od niego odwraca. Zaczynają się pogróżki, groźby i prześladowania. To mnie zaintrygowało, bo dopóki mu się powodziło, był otoczony ludźmi, potem ci sami ludzi się od niego odwrócili.

 

Poczuła to Pani niejako na własnej skórze?

W zagraniu tej roli pomogła mi książka Mikołaja Grynberga pt. „Rejwach“, z której dowiedziałam się, że osoby żydowskiego pochodzenia, nawet jeśli odcinają się od kultury przodków, podświadomie niosą w swojej psychice strach, który jest przenoszony z pokolenia na pokolenie. I dlatego młodzi ludzie, tak jak grana przeze mnie Laura, mają poczucie niedopasowania w społeczeństwie, nie potrafią zaufać drugiej osobie i czuć się bezpiecznie.

Starałam się pokazać to poczucie niepewności w Laurze i przyznaję, że, kiedy w jednej ze scen zobaczyłam napis na samochodzie „Jude raus!“, to wywołało we mnie tak silne emocje, iż nie musiałam grać – ja to naprawdę przeżyłam!

Pewnie dzięki temu łatwiej jest Pani zrozumieć, co obecnie czują osoby wykluczone. Będzie ich Pani bronić?

Obserwuję w dzisiejszych świecie tendencję wykluczania i jestem przerażona. Wydawało mi się, że nasz świat jest pełen haseł liberalnych, a jednak dzieją się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Mam 25 lat i nie chciałabym nikomu narzucać swojej wizji świata. Zawsze uważałam się za osobę tolerancyjną i na szczęście pochodzę z takiej rodziny, w której wykluczenie, czy to ze względu na pochodzenie, czy kolor skóry, nigdy nie było obecne. Nigdy!

 

Jak to jest grać 16-latkę i wracać do realnego życia dorosłej osoby?

Da się to pogodzić. Faktycznie jestem starsza od mojej bohaterki. Co ciekawe, moje otoczenie zauważyło, że na czas zdjęć do filmu, jakbym się trochę cofnęła w czasie, bo podobno czasami zachowywałam się jak nastolatka (śmiech). Faktycznie, przygotowując się do roli, dużo wspominałam, myślałam o dziennikach, które pisałam, mając 16 lat, a potem wracałam do swojego codziennego życia dorosłej, odpowiedzialnej kobiety.

 

Łatwiej Pani mówić o roli, którą Pani grała, niż o sobie.

Przy okazji promocji serialu uczę się, jak opowiadać o sobie w rozmowach z mediami. Faktycznie o wiele łatwiej mi jest schować się za graną postać i o niej opowiadać, co lubi jeść, czego lubi słuchać, jakie filmy ogląda. Kiedy o to samo pytają mnie – Wiktorię – czuję się zakłopotana.

 

Z czego to wynika?

Nie lubię wystawiać na krytykę mojej prywatności. W dzisiejszym świecie każdy może napisać w Internecie co chce. Miałam przyjemność zagrać w filmie Jana Komasy „Sala samobójców. Hejter“, który poruszał temat hejtu i pokazywał jak można manipulować informacjami.

 

Spotkała się Pani już z nachalnymi dziennikarzami?

Moja przygoda z dziennikarzami zaczęła się raptem trzy tygodnie temu, po premierze serialu. Ale, na szczęście, Netflix zadbał o mnie i Huberta (Huberta Miłkowskiego, filmowego partnera przyp. red.), wiedząc, że nie mamy doświadczenia z mediami, przygotowując nas, jak reagować, gdy ktoś pytając, przekracza granice prywatności.

Netflix pokazuje serial „W głębi lasu“ w 190 krajach, co znaczy, że może Pani zyskać fanów niemalże na całym świecie. Czy już się do Pani odzywają?

Tak, to jest ogromny szok. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, przyjmując tę rolę, czy nad nią pracując. I teraz faktycznie piszą do mnie widzowie z różnych krajów, np. z Brazylii, Argentyny, Indii. To niesamowite!

 

Jest zawrót głowy?

Na szczęście mam następny projekt, który zaprząta moje myśli. Poza tym nie jestem samotnym strzelcem, ale mam bliskich, którzy są moim punktem odniesienia.

 

Niektórzy w takim momencie podgrzewają atmosferę, zainteresowanie wokół siebie, chociażby poprzez media społecznościowe. A Pani?

Nie mam na celu podgrzewania atmosfery wokół siebie, ale zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszym świecie media społecznościowe są główną wizytówką aktorów. Obsługa Instagrama czy innych mediów to także część naszej pracy. Mnie się podoba ten bezpośredni kontakt z ludźmi w sieci. To skraca dystans między ludźmi. 

 

Pani reaguje na to, co piszą fani?

Cieszę się, że do mnie piszą. Oczywiście nie mogę odpowiedzieć na wszystkie pytania, bo to jest niewykonalne, to jak drugi etat. Sama prowadzę swoje konto na Instagramie, gdzie pokazuję swoje działania zawodowe.

Występowała Pani w serialu TVP „Rodzinka.pl“ i we wspominanym przez Panią filmie „Sala samobójców. Hejter“.  Coraz częściej Panią widać, nawet na plakacie reklamującym film Jana Komasy. To zwiastuje wielką karierę?

To, że jestem na tym plakacie, to łut szczęścia, bo w filmie grałam rolę drugoplanową. Dla mnie współpraca z Jankiem Komasą to było ważne doświadczenie. On ma ogromne wyczucie, wizję, a jednocześnie potrafi wycisnąć z aktorów, ile się da.

 

„Hejter“ porusza ważne zagadnienia. Dla Pani treść filmu, w którym Pani wstępuje, ma znaczenie, czy też w tym zawodzie trzeba brać wszystkie role, które ktoś zaproponuje?

Do tej pory miałam dużo szczęścia i udało mi się zagrać w ważnych filmach, ale rynek filmowy jest brutalny. Szczególnie na początku kariery nie przebiera się w rolach. Nie ma przecież pewności, czy przyjdą kolejne. Oczywiście, mam jakąś swoją wizję, w czym chciałabym grać, i w filmach, które mają sprzeczny przekaz z moim wyobrażeniem, nie zdecydowałabym się wystąpić. Z drugiej strony jest to praca – tak zarabiam na utrzymanie. Przy czym muszę podkreślić, że nigdy nie potępiam wyborów innych aktorów.

 

Jakie kolejne wyzwania przed Panią?

Jestem w trakcie zdjęć do serialu pt. „Usta usta“, który będzie emitowany na jesień w TVN. Serial ten wraca po latach. Już wcześniej cieszył się powodzeniem. W nowej serii mam do zagrania zupełnie inną rolę niż te do tej pory. Być może nawet niektórzy nie skojarzą mojej serialowej Sary z Laurą z „W głębi lasu“. Ze względu na pandemię teraz dopiero ruszyły prace.

 

Jak Pani zniosła pandemię?

To był długi czas. Miałam lepsze dni, kiedy stawiałam na swój rozwój, ale były też dni gorsze, kiedy nic mi się nie chciało. Podczas pandemii przekonaliśmy się, ile spraw jesteśmy w stanie załatwić przez Internet! Okazało się, że nawet przesłuchania do projektów filmowych da się robić online.

Małgorzata Wojcieszyńska

zdjęcia: archiwum Wiktorii Filus

 

MP 7-8/2020

 

 

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *