post-title Kiedy nie ma „Nie ma“

Kiedy nie ma „Nie ma“

Kiedy nie ma „Nie ma“

Nie je nie je“ widniał napis na stoisku wydawnictwa Absynt podczas 7.  festiwalu książkowego BRaK w bratysławskiej kultowej Cvernovce. Oczywiście chodziło o książkę „Nie ma“ Mariusza Szczygła, która właśnie wyszła w słowackim tłumaczeniu. O niej i o wielu innych rzeczach opowiadał sam autor w rozmowie z Michalem Hvoreckým w sobotnie popołudnie 12 września w obecności licznie przybyłej publiczności.

 

Debil z Polsatu

Opowiadał tak barwnie, że jeszcze zanim skończył do stoiska co chwilę podchodzili czytelnicy w celu zakupienie jego książki. Potem ustawili się w długiej kolejce, by zyskać autograf. „Mariusz to świetny autor, ale i showman, który swoim barwnymi opowiadaniami zawsze oczarowuje publiczność“ – mówili właściciele wydawnictwa Absynt Juraj Koudela i Filip Ostrowski. Mieli rację. Szczygieł potrafi bawić publiczność, czy opowiadając o tym, co go obecnie interesuje, czy sięgając pamięcią do czasów, kiedy był prowadzącym pierwszy talk-show w Polsce. „Byłem wtedy debilem z Polsatu, tak o mnie mówili, bo telewizja wyczyści mózg każdemu“ – wyjaśniał.

Jego motywacją do podjęcia pracy w telewizji była chęć zarobienia środków na kupno dwóch mieszkań: dla siebie i dla rodziców. Cel osiągnął i wtedy postanowił zniknąć z wizji. „W pisaniu jestem odpowiedzialny za efekt tylko ja – liczę się ja i mój tekst, w telewizji – cały sztab, przy czym ja byłem ostatnim etapem w produkcji“ – dodał i wspomniał, jak zaczął ponownie szukać w sobie reportera, by wrócić do publikowania w „Gazecie Wyborczej”.

 

Podobno, rzekomo

Dzięki Szczygłowi czeska literatura i Czechy w ogóle zaczęły mieć w Polsce charakter wręcz kultowy. „Czechy to moja wielka fascynacja, choć ostatnio czeski naród mnie rozczarował, podobnie jak i polski, że wybrali Zemana i Babiša“ – ocenił i dowcipnie dodał: „Tylko nie wiem, skąd pochodzi ten Babiš“. Wyjaśniając swoją fascynację Czechami, mówił, że jako reportera interesują go historie, które zmuszają do przemyśleń.

„Mnie, człowieka z wierzącej Polski przyciągają niewierzące Czechy głównie dlatego, że Czesi pytają, często używają słów: podobno, rzekomo, a Polacy od razu udzielają odpowiedzi. Wiedzą“ – ciągnął Szczygieł, którego interesuje człowiek, inny od niego.

 

Koronawirus

Gość z Polski, pytany, czy pisze teksty poświęcone koronawirusowi, zaprzeczył. „Wszyscy piszą o koronawirusie, ja nie mogę robić tego, co robią wszyscy“ – skwitował i dodał, że jego rolą jest polowanie na prawdę. Czasami ktoś mu opowiadał coś ciekawego o koronawirusie, ale większego reportażu o nim nie napisał. Przyznał wręcz, że jego wydawnictwo nie tylko odrzuca takie teksty, ale wręcz odmawia ich czytania.  „Nie ma obowiązku pisania o koronawirusie“ – oświadczył Szczygieł.

Pytany, jak sobie z lockdownem poradziło jego wydawnictwo, przyznał, że otrzymało wsparcie od państwa. „Kiedy wybuchła epidemia, baliśmy się, jak będziemy działać, jeśli nie będziemy sprzedawać książek“ – wspominał. Na miesiąc wszystko się zatrzymało, ale potem nastąpiło coś, co nie zdarza się często. „Solidarność już prawie nie istnieje, ale wtedy ta solidarność jednak się objawiła w tak nieoczekiwanym momencie i okazało się, że ci, którzy czytają książki, a w Polsce jest ich około 10 – 12% , ci majętniejsi, byli dla nas łaskawi i kupili po kilka książek“ – powiedział.

 

9 lat na tropie

Książka „Nie ma“, za którą Szczygieł w ubiegłym roku zyskał prestiżową nagrodę Nike, powstawała dziewięć lat. Autor najpierw zbierał materiały. Jak sam podkreślił, nigdy nie spieszy się przy pisaniu. Przyznał, że często umieszcza ogłoszenia, czego będzie dotyczyć jego kolejna książka, oczekując reakcji czytelników, chociażby po spotkaniach autorskich czy podczas rozmów ze znajomymi. I często tak się dzieje, że te reakcje przychodzą. Czasami w najmniej oczekiwanych momentach.

Do wyjawienia tajemnicy inspirował np. czeską poetkę Violę Fischerovą, która przyznała mu się, że była kochanką Hrabala. „Ona mi o tym opowiedziała, ale postawiła warunek, że będę to mógł opublikować dopiero po jej śmierci, na co oczywiście przystałem i obietnicę spełniłem“ – opowiadał.

 

Starzejący się analogowy typ

Na prowadzącym spotkanie Michale Hvoreckým olbrzymie wrażenie zrobiła opublikowana w książce „Nie ma“ historia, sięgająca 1982 roku, kiedy to pewna kobieta ze szczególnym okrucieństwem maltretowała 6-letniego synka, w efekcie czego ten zmarł. Szczygieł dowiedział się, że po wyjściu z więzienia kobieta wróciła do pracy w szkole, gdzie była nauczycielką. Mało tego, okazało się, że zgłosiła się do ministerstwa kultury do komisji etyki i sama oceniała innych. „Powiedziałem tej kobiecie, że o tym nie napiszę, jeśli ona zrezygnuje z funkcji, ale ponieważ ona odpisała mi coś głupiego, jej historię opublikowałem“ – zdradził.

Dziś już by tego nie zrobił, ponieważ, mimo że zmienił prawie wszystkie dane kobiety (zostawił tylko autentyczną historię), godzinę od ukazania się jego tekstu na stronach „Gazety Wyborczej” odkryto jej tożsamość. „Nic złego jej się nie stało, ale wysyłano jej pogróżki, odbywały się tam demonstracje, a ja się bałem, że wybuchnie pogrom“.  Dodaje, że nie przewidział takich konsekwencji, które przyniósł ze sobą Internet i szybkość jego łączy. „Okazało się, że jestem starzejącym się analogowym typem, który nie zdawał sobie sprawy, co się stanie“ – podsumował na koniec.

Małgorzata Wojcieszyńska

MP 10/2020

 

Zdjęcia: Stano Stehlik

 

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *