post-title „Monitor“ od kuchni, czyli oczami jego twórców

„Monitor“ od kuchni, czyli oczami jego twórców

„Monitor“ od kuchni, czyli oczami jego twórców

Z okazji jubileuszu „Monitora Polonijnego“ przygotowywaliśmy na łamach naszego pisma różne artykuły wspomnieniowe, rozmowy, ankiety. Tym razem o wypowiedzi poprosiłam obecnych twórców naszego pisma, by opowiedzieli, jak pamiętają swój pierwszy kontakt z „Monitorem“,  zaprosili nas do swojego świata dziennikarskiego, pokazali, jak powstają ich artykuły, i wreszcie – by wskazali najciekawsze publikacje swoich kolegów i koleżanek. Ponieważ „Monitor“ tworzy kilkunastoosobowy zespół, powstał pokaźny, bardzo ciekawy materiał.

 

Agata Bednarczyk

W Bratysławie mieszkałam 2 lata (2006-2007). Jestem nauczycielką i trenerką, uczę języka polskiego, prowadzę lekcje szycia na maszynie oraz warsztaty.

Kiedy zobaczyłam „Monitor“ prawie 15 lat temu pomyślałam, że to fajna inicjatywa dla ludzi, którzy chcą mieć kontakt z ojczyzną. Pismo stara się zaspokoić oczekiwania oczekiwaniom każdego czytelnika – młodszego i starszego.

Zacząwszy współpracę z redakcją, pisałam o turystyce, potem przygotowywałam artykuły o tematyce bieżącej, obecnie piszę recenzje książkowe i opracowuję przepisy w dziale „Piekarnik“.

Ponieważ lubię czytać, więc sama dla siebie szukam nowinek książkowych, a kiedy już jakaś książka mnie zafascynuje, chętnie dzielę się z innymi własnymi przemyśleniami na jej temat.

Trudno powiedzieć, który mój artykuł był najlepszy. Najtrudniej pisało mi się artykuł po katastrofie smoleńskiej; nie lubię polityki, a nastroje wówczas były bardzo ciężkie.
Jeśli chodzi o teksty innych autorów, to zawsze lubiłam czytać recenzje książek, które przygotowywały moje poprzedniczki, i wywiady ze znanymi osobami.

Nie widzę potrzeby dokonywania zmian w „Monitorze“, lubię go takim, jaki jest.

 

Arkadiusz Kugler

Właśnie mija 7 lat od kiedy przeprowadziłem się do Bratysławy. Jestem freelancerem – łączę pracę w IT jako tester oprogramowania z moją pasją, którą jest praca jako przewodnik turystyczny po Bratysławie.

Mieszkając w Polsce, poznałem Jakuba Łoginowa, który rozpoczął współpracę z „Monitorem”, gdy sam mieszkał na Słowacji. To Kuba zachęcił mnie do pisania, gdy przeprowadziłem się nad Dunaj. Zgłosiłem się zatem do redakcji i dostałem za zadanie napisanie relacji z bodajże spotkania noworocznego…. A potem już poszło.

Myślę, że tak jak w przypadku wszystkich, którzy biorą do ręki „Monitor“ po raz pierwszy, byłem pod wrażeniem wysokiego poziomu szaty graficznej, a po zagłębieniu się w treść również zawartości merytorycznej. „Monitor“ zupełnie zaprzecza stereotypowi czasopisma polonijnego – relacjonującego rocznicowe akademie, wydawanego na gorszej jakości papierze itp.

Na początku przygotowywałem głównie relacje z polonijnych imprez i uroczystości. Potem otrzymałem szansę spełniania się jako regularny felietonista, recenzowałem również płyty, książki, koncerty oraz filmy. Miałem też okazję przeprowadzić wywiad z członkami grupy „The Dumplings“.

Jak powstają moje artykuły? Jestem ciekawy świata, śledzę to, co dzieje się wokół, czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce… Interesuję się tzw. popkulturą, staram się być na bieżąco z tym, co tworzą artyści. Bardzo często pomysły na kolejny tekst przychodzą podczas lektury lub słuchania muzyki, ale również spaceru. Powiedziałbym, że mam trochę duszę socjologa amatora i właśnie podczas  obserwacji zachowań ludzi wokół mnie dochodzę do wniosków, którymi chcę się często podzielić z czytelnikami „Monitora“.

Mój najlepszy artykuł? Cieszę się, że z kolegą Peterem Martinką – znawcą historii komunikacji w Bratysławie – udało mi się przygotować cykl artykułów o historii niedoszłego metra w słowackiej stolicy oraz historycznej kolejki do Wiednia. Wiem, że echa tych artykułów dotarły nawet do warszawskich miłośników metra!

Ostatnio przeglądałem starsze numery „Monitora“ i przypomniałem sobie pewien felieton o dworcach kolejowych – myślę, że szczególnie ten tekst dobrze się czyta w dobie, gdy podróże są utrudnione… Jestem też dumny ze wspomnianego wcześniej wywiadu z grupą „The Dumplings“, bo wcale nie było łatwo przeprowadzić rozmowę z wykonawcami podczas koncertu w Bratysławie, a właściwie od razu po zejściu ich ze sceny!

Co do innych twórców „Monitora“ – bardzo lubię wszystkie artykuły dotyczące historii, ale też muzyki, dlatego ostatnio kibicuję koledze Łukaszowi Cupałowi, który rozpoczął nowy cykl recenzji muzycznych. A czytanie każdego numeru rozpoczynam od zawsze interesującego wywiadu – nie może być inaczej.

Jak można by jeszcze uatrakcyjnić „Monitor“? Przez lata redakcja wypracowała określony format pisma, które dzisiaj doskonale się broni, gdy chodzi o treść i o formę (bardzo z resztą poręczną). Może to truizm, ale w każdym numerze „Monitora“ każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście czasy się nie zmieniają i niewykluczone że i „Monitor“ będzie musiał się dostosowywać do tych zmian, ale na dzisiaj doskonale spełnia potrzeby Polonii na Słowacji i nie tylko.

 

Renata Straková

Na Słowację przeprowadziłam się w kwietniu 1984 roku. Wraz z małą córeczką przyjechałam do męża, którego poznałam w trakcie studiów w Bułgarii. Z zawodu jestem inżynierem ogrodnictwa – uprawy winorośli, ale po zamieszkaniu na Słowacji moją pierwszą pracą zawodową była uprawa chmielu.

Ze względu na skomplikowaną sytuację rodzinną skończyłam później studium uzupełniające z pedagogiki i pracowałam jako nauczycielka w szkole podstawowej. Aktualnie jestem instruktorem rehabilitacji w Centrum Usług Społecznych i szykuję się do emerytury.

O wydawaniu MP wiedziałam od samego początku – do dziś przechowuję tzw. numer zerowy, jeszcze czarno-biały i w dużym formacie. Dzięki niemu dowiedziałam się o rodakach, którzy tu żyją, i zapragnęłam kontaktów z nimi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że i ja będę kiedyś autorką artykułów prezentowanych w tym czasopiśmie.

Dzięki kronice klubowej, którą prowadziłam, wiem, że mój pierwszy artykuł pojawił się w MP w grudniu 2002 roku i nosił tytuł „Refleksje o pani Marii”. Opisuję w nim życie, osobowość i zwierzenia wspaniałej naszej rodaczki, pierwszej kobiety – fotograf na Słowacji, która już wtedy miała 104 lata! Dalej musiałabym sięgnąć do archiwum domowego, gdzie mam wszystkie roczniki czasopisma, które do dzisiaj zostały wydane.

Najczęściej piszę o wydarzeniach z „naszego podwórka”, głównie o spotkaniach klubowiczów z Trenczyna i cyklicznych imprezach kulturalnych. Nie jest łatwo napisać ciekawie o wydarzeniach, które się powtarzają, dlatego jestem wdzięczna, że znalazłam zastępczynię, która chętnie podjęła się tego niełatwego zadania.

Jak powstają moje artykuły? Najważniejszy, według mnie, jest pomysł, znalezienie ciekawego tematu, czegoś, czym chcę się podzielić z czytelnikami i przyjaciółmi. Potem wybór stylu – reportaż, felieton czy tylko sprawozdanie. Ważny jest również wybór zdjęć, bez nich nie pracuje wyobraźnia. One wzbogacają treść i robią z niej ciekawą całość. I tu muszę bardzo podziękować grafikowi MP, który fachowo radzi i dobiera najlepsze zdjęcia z tych, które dostaje. Dziękuję również amatorskim fotografom z naszego klubu, dokumentującym ciekawe momenty ze wszystkich wydarzeń.

Najchętniej piszę o niezapomnianych i szczególnych wydarzeniach z własnego życia,  staram się wówczas dzielić z innymi zwierzeniami i osobistymi spostrzeżeniami z niezwykłych spotkań. Dlatego dobrze mi się pisało o wyjątkowym spotkaniu z przyjaciółmi z Australii, którym w zaledwie 3 dni musiałam pokazać piękno Słowacji i życie w kraju postkomunistycznym.

Mojemu sercu najbliższy jest natomiast mój reportaż z roku 2013 znad Bałtyku, gdzie z rodzicami spędziłam niezapomniane chwile. Porównywałam wówczas nasze wybrzeże z tym, które pamiętałam sprzed 40 laty. Artykuł ten jest dla mnie tym ważniejszy, że moja mamusia kilka miesięcy później odeszła na zawsze.

Dwadzieścia pięć lat naszego miesięcznika to bardzo długi czas, abym mogła sobie przypomnieć konkretny ciekawy artykuł innego autora. Może bardziej utkwiły mi w pamięci cykle, które były i nadal są prezentowane. Zawsze podobał mi się cykl „Polska oczami słowackich dziennikarzy”, „Polacy rozsiani po świecie” oraz „Okienko językowe” pani Nowakowskiej. Nasi młodzi redaktorzy i korespondenci piszą równie ciekawie i w pięknym stylu. Podziwiam ich piękną polszczyznę.

Podoba mi się każdy nowy temat w podaniu redaktor naczelnej. Szczególnie jej wywiady z ciekawymi osobistościami i bardzo trafne pytania. Moim największym problemem, z którym borykam się przy pisaniu, jest zwięzłość. Mam tendencję do rozwlekłego pisania, a to może nudzić.

Co do oferty czytelniczej, stale z przyjemnością czytałabym o ciekawych historiach życiowych rodaków, którzy tu żyją, a oprócz krzyżówek dodałabym również testy z pytaniami o Polsce – zawsze z innej dziedziny. Moglibyśmy sprawdzić naszą wiedzę o ojczyźnie i dużo rzeczy przypomnieć sobie i bliskim.

Całej obecnej redakcji życzę kolejnych pomyślnych lat z „Monitorem Polonijnym” – to nasza duma!

 

Natalia Konicz-Hamada

Po raz pierwszy zamieszkałam na Słowacji 9 lat temu, po 2 latach wróciłam do Polski, po kolejnych 2 ponownie przyjechałam na Słowację. Łącznie mieszkam na Słowacji od 7 lat.

Zawodowo jestem tłumaczką, bibliotekarką w Szkole Polskiej w Bratysławie, z pasji dodatkowo blogerką, a życiowo przede wszystkim mamą.

Pierwszy raz zetknęłam się z „Monitorem Polonijnym” zaraz po przyjeździe na Słowację. Zamieszkałam w bloku z wielkiej płyty w Nitrze i szybko okazało się, że piętro niżej mieszka Polka, która spędziła na Słowacji 40 lat. Była przemiłą sąsiadką i zawsze przynosiła mi swój egzemplarz „Monitora” do przeczytania. W ten sposób dowiedziałam się o istnieniu pisma.

Ponieważ zamieszkanie za granicą było dla mnie czymś absolutnie nowym, miło było odkryć, że na Słowacji istnieje zorganizowana Polonia, podejmująca tyle różnych działań. „Monitor” wydawał mi się świetnym narzędziem dotarcia do takich ludzi jak ja. Co ciekawe, kusiło mnie nawet, żeby do redakcji napisać.

Od roku jestem współtwórczynią „Monitora“. Moje teksty są ściśle związane z życiem, które prowadzę. Jestem żoną Słowaka i mamą trójga małych Słowian. O tym właśnie piszę – o tworzeniu rodziny polsko-słowackiej i wyzwaniach przed nią stojących oraz o tym, jak wartościowo i kreatywnie spędzać czas z dziećmi. Dodatkowo jako „monitorowa wtyczka” w Szkole Polskiej dzielę się informacjami ze szkolnego podwórka.

Jak powstają moje artykuły? Obszerne notatki do cyklu „Elementarz rodziny polsko-słowackiej” powstały na samym początku, gdy zaproponowano mi jego stworzenie. Ilekroć przychodzi pora na napisanie kolejnego tekstu, zaglądam właśnie do nich i wybieram najważniejsze myśli, którymi chcę się podzielić z czytelnikami. Rubryka „Między nami dzieciakami” opiera się na mojej codzienności – to, co proponuję młodszym czytelnikom, bardzo często najpierw zaproponowałam własnym dzieciom.

Nie mam swojego ulubionego tekstu, ale tematyka rodziny dwunarodowej jest dla mnie niesamowicie ważna i bardzo się cieszę, mogąc dzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat z czytelnikami. Dlatego też najciekawsze w „Monitorze” są dla mnie właśnie wywiady z ludźmi, którzy takie rodziny tworzą lub w takich rodzinach się wychowali oraz odpowiedzi na pytanie, jak to wpływa na ich życie. Takich ludzi chętnie poznałabym na łamach „Monitora” jeszcze więcej. Poza tym cieszy mnie również, że w „Monitorze” pojawiła się rubryka ekologiczna. Nasze polskie pismo na Słowacji idzie z duchem czasu! Super!

 

Katarzyna Pieniądz

Na Słowacji mieszkałam dwa lata (2010-2012). Od ośmiu lat mieszkam w Szwajcarii, ale kontynuuję współpracę z Monitorem Polonijnym – bardzo ją sobie cenię i odległość nie jest żadną przeszkodą (zresztą, w dobie koronawirusa większość z nas pracuje zdalnie). Nie ukrywam jednak, że miło byłoby od czasu do czasu spotkać się z zespołem redakcyjnym w którejś z uroczych bratysławskich kafejek (nie wspominając o niezwykle gościnnym domu naszej redaktor naczelnej!).

Z wykształcenia i zamiłowania jestem dziennikarką. Pracowałam m.in. w Polskiej Agencji Prasowej, Agencji Reutera i polskiej edycji The Wall Street Journal. W Szwajcarii jestem prywatną inwestorką oraz członkiem zarządu Swiss-Polish Blockchain Association (odpowiadam również za stronę internetową tej organizacji). Należę także do grupy inwestorów zrzeszonych przy słynnym szwajcarskim Crypto Valley Association. Last, but not least – od ponad dekady piszę teksty dla Monitora Polonijnego.

Pierwszy raz miałam w ręku „Monitor” w lecie 2010 roku. Byłam zaskoczona wysokim poziomem publikowanych tekstów; prezentowanych w tak niepozornym graficznie i objętościowo piśmie.

Współpracę z MP zaczęłam w sierpniu 2010 roku, a więc dawno temu. Mój pierwszy tekst dotyczył sytuacji politycznej w Polsce kilka miesięcy po katastrofie w Smoleńsku. Później na dość długo przejęłam dział „Kino-oko“ (recenzje polskich filmów), a w kolejnych latach stworzyłam kilka autorskich rubryk: „Polak potrafi“, gdzie prezentowałam sylwetki Polaków, którzy osiągnęli sukcesy (od współczesnych biznesmenów przez aktorów, pisarzy, dziennikarzy po naukowców, lekarzy, artystów, sportowców rozsławiających Polskę na arenie międzynarodowej); „Czułym uchem“ – zawierającą recenzje najważniejszych wydawnictw muzycznych ukazujących się w Polsce, „Polskę medialną“, poświęconą sytuacji mediów w Polsce, nowym audycjom i programom oraz wybitnym osobowościom, tworzącym scenę medialną nad Wisłą.

W ciągu ostatnich dwóch lat stworzyłam dwa nowe cykle: „Bratysława – miasto niebanalnej urody“, będący swoistym przewodnikiem i zachętą do spojrzenia ciekawym, przychylnym okiem na socrealistyczną architekturę miasta; oraz „Słowacja w Unii Europejskiej“, opisujący przebieg procesu integracyjnego z UE, życia w nowych realiach, zastępowania korony przez euro itp. Oczywiście, w ciągu ostatniej dekady pojawiły się też teksty zupełnie niezwiązane z żadną ze wspomnianych rubryk – okolicznościowe artykuły z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, wspomnieniowy tekst o Korze i wiele innych.

Pomysły i bodźce do tworzenia tekstów pojawiają się czasem przypadkiem, w najmniej oczekiwanym momencie. Niemniej kiedy jestem pewna, że oto znalazłam idealny temat na artykuł, staje się on moją obsesją. Kilka tygodni trwa wyszukiwanie materiałów, które mogą być przydatne podczas pisania (ostatecznie „łapie się“ niewielka, najbardziej wartościowa część z nich), a notatki jestem w stanie robić w każdym miejscu – zawsze mam ze sobą pióro i notes, w którym natychmiast zapisuję to, co uważam za istotne, a właśnie przyszło mi do głowy.

Z tych analogowych notatek i fragmentów powstaje szkielet tekstu, który później jest uzupełniany. Oczywiście, są teksty, których pisanie sprawia prawdziwą frajdę, ale i wymagające skupienia, sprawdzenia danych, przytoczenia wielu źródeł. Z każdym tekstem czuję osobistą więź; trudno przekonać mnie do zmiany czegokolwiek, jeśli wcześniej byłam z efektu zadowolona.

Który swój artykuł uważam za najlepszy? Trudne pytanie; musiałabym przekopać się przez wszystkie teksty, które napisałam w ostatnich latach. Z większości moich tekstów zwykle jestem zadowolona, ale zdarzały się i takie, które po latach wydawały mi się mało aktualne, niejasne bez znajomości kontekstu politycznego z przeszłości; jednym słowem – do przeredagowania.

Który artykuł innego autora zapadł mi w pamięć? Kolejne trudne pytanie. Każdy z autorów MP ma coś interesującego i ważnego do przekazania, choć tematyka jest oczywiście bardzo różnorodna. Ja szczególnie lubię i cenię to, co wychodzi spod pióra Marii Magdaleny Nowakowskiej, Aliny Kietrys, Magdaleny Zawistowskiej-Olszewskiej i Arkadiusza Kuglera.

Cieszy mnie obecność MP online; to zdecydowanie poszerza krąg czytelników. Teksty w sieci wyglądają bardzo atrakcyjnie (komuś, kto odpowiada za stronę graficzną wydania online należą się brawa!), mają spójną szatę graficzną. Poszłabym w tym kierunku również, jeśli chodzi o wydanie papierowe.

MP 10/2020

 

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *