Karolina Frąckowiak: „Zdrowie mam tylko jedno“

czyli o pożegnaniu z nartami

Od lat obserwowaliśmy jej sukcesy sportowe, ale niedawno pojawiły się niepokojące informacje o kontuzji i operacjach. A potem przyszła wiadomość o końcu kariery sportowej Karoliny Frąckowiak, słowackiej narciarki polskiego pochodzenia (jej dziadek jest Polakiem). Będąc w Liptowskim Mikulaszu spotkaliśmy się z nią, by porozmawiać o zmianach w jej życiu.

 

Spotykamy się dzień po twoim pożegnaniu z karierą sportową. Które swoje sukcesy narciarskie uważasz za największe?

Największym moim osiągnieciem było chyba to, że zostałam mistrzynią i wicemistrzynią Słowacji w slalomie. Brałam też udział w olimpiadzie młodzieży w Finlandii i mistrzostwach świata juniorów, gdzie w slalomie zajęłam 30 miejsce.

 

Ile kosztuje taki sukces? Ile godzin treningów, rannego wstawania?

Podczas sezonu zimowego, gdy trenowaliśmy w Jasnej, budzik dzwonił każdego dnia o 4.50. Potem wyruszałam do Jasnej, gdzie od 6.45 do 8.30 miałam treningi. Gdy na stoku pojawiali się zwykli narciarze, pakowałam się i jechałam albo do szkoły, albo do domu. Po południu miałam treningi na siłowni. Kiedy jeździliśmy za granicę na zawody, to bez względu na to, czy to był dzień treningowy, czy stawałam do zawodów, zawsze trzeba było wstawać wcześnie rano.

 

Większość latem podróżuje za słońcem nad morze. Czy ty jeździłaś za śniegiem?

Tak, najczęściej jeździłam do Włoch, gdzie bywał jeszcze śnieg, choć ostatnimi laty i tam warunki stawały się coraz gorsze, a śniegu było jak na lekarstwo.

 

Nie miałaś już dość tego śniegu?

Prawdę mówiąc, miałam. No, ale dało się to jeszcze wytrzymać (śmiech). Wiedziałam, dlaczego to robię, co jest moim celem.

Zdecydowałaś o końcu swojej kariery pomimo świetnych osiągnięć i tego, że w sport zainwestowałaś przecież prawie całe swoje życie, pieniądze i czas. Co się stało?

Dwa lata temu musiałam pójść na pierwszą operację, podczas której wzmocniono mi wiązadło w kolanie. Stopniowo zaczęłam wracać do zdrowia i nart, ale kolano nie przestawało puchnąć. Bolało mnie i nikt nie wiedział, dlaczego. Byłam na badaniach, odwiedziłam różnych lekarzy, ale nikt nie znał przyczyny moich dolegliwości. Doszło do tego, że doktor, który mnie operował po raz pierwszy, zaproponował mi kolejną operację. Okazało się, że miałam zerwane wiązadło krzyżowe przednie. Po tej operacji cały sezon wracałam do formy – były rehabilitacje, rekonwalescencja, aż w końcu stanęłam na nartach. Wszystko wyglądało świetnie, nawet wzięłam udział w zawodach, które udało mi się wygrać. Tylko że problemy z kolanem wciąż mi dokuczały, więc musiałam pójść na kolejną operację, podczas której znaleziono i usunięto zrosty, wyczyszczono mi chrząstki i łękotkę. Dopiero niedawno wróciłam do zdrowia. Na dodatek cały rok bolało mnie udo i do tej pory nie wiadomo, co jest tego przyczyną. Męczę się z tym bólem, co nie wróży niczego dobrego.

 

Twoje ciało dało ci sygnał, że już wystarczy tych treningów. Jakie były te dni przed podjęciem decyzji o zakończeniu kariery sportowej? Radziłaś się kogoś? Spędzało ci to sen z powiek?

Nie było to łatwe. Przepłakane dni i nocy, radziłam się różnych autorytetów, co mam robić, ale na koniec dojrzałam do tego, że zdrowie mam tylko jedno. Swoje odpracowałam. Co mi się udało osiągnąć, osiągnęłam. Trzeba zacząć nowy etap życia.

 

Marzyłaś o tym, że to będzie twoja życiowa droga jeszcze na ileś lat, miałaś wszystkie predyspozycje ku temu, by osiągać kolejne sukcesy. Śni ci się jeszcze, że szusujesz na nartach?

Ponieważ dawno na nartach nie stałam, to nie mam takich snów, ale zimą na pewno do mnie wrócą.

 

Co teraz?

Idę na studia na marketing sportowy i zarządzanie w Pradze. Zaczynam nowy etap.

 

Czyli zawodowe plany wiążesz ze sportem.

Mogłabym być trenerką, gdybym zrobiła odpowiednie kursy. Dziś jeszcze nie potrafię konkretnie odpowiedzieć, co będę robić. Siedemnaście lat jeździłam na nartach i to oczywiste, że chciałabym, by moja kariera zawodowa była związana ze sportem, dlatego taki wybór studiów. Zobaczymy, co mi życie przyniesie.

Życzymy powodzenia!

 Małgorzata Wojcieszyńska, Litpowski Mikulasz

Zdjęcia: Stano Stehlik

MP 9/2025