Biedronka na Słowacji a gusta Polaków

 WYWIAD MIESIĄCA 

Tym razem na łamach „Monitora“ rozmawiamy z przedstawicielami biznesu, co zdarza się nieczęsto, a co związane jest z pojawieniem się Biedronki na słowackim rynku. Fakt ten wywołał olbrzymie zainteresowanie, którego dawno tu nie widziałam. Można je porównać do szumu towarzyszącemu otwarciom pierwszego MacDonald’s czy pierwszego centrum handlowego w latach 90. ubiegłego wieku. Mało tego, otwarcie Biedronki odbyło się z udziałem najwyższego przedstawiciela polskiej placówki dyplomatycznej, dziennikarzy, kamer i tłumów klientów. Z wywiadu z moim rozmówcą Bartoszem Ciurusiem, dyrektorem operacyjnym sieci Biedronka Słowacja, dowiedzą się Państwo m.in. o polskich produktach w słowackiej Biedronce, nowych sklepach, które powstaną jeszcze w tym roku, a także o wpływie Polonii na asortyment Biedronki.

 

Jak doszło do tego, że Biedronka swój pierwszy zagraniczny sklep otworzyła właśnie na Słowacji?

To nasz pierwszy krok w zagranicznej ekspansji jako Biedronka. Dzieje się to w dobrym czasie, kiedy w Polsce w tym roku celebrujemy 30-lecie firmy. Ponieważ zdążyłem się już zapoznać z „Monitorem Polonijnym“, wiem, że pismo Polaków na Słowacji jest równolatkiem Biedronki, a zatem mamy powód do podwójnego świętowania.

 

Tak jest! A dlaczego kierunek Słowacja?

Tych powodów jest bardzo dużo. Słowacja sąsiaduje z Polską, co ułatwia nam korzystanie z naszych doświadczeń, procesów, łańcuchów logistycznych właśnie w połączeniu z Polską. To ważny element w przypadku ekspansji zagranicznej.

Słowacja, członek Unii Europejskiej, to rynek konsumencko zbliżony do Polski, upodobania i nawyki Słowaków są zbliżone do naszych. I jest to rynek rozwijający się – dostrzegamy tu pozytywne zmiany, które wpływają na nawyki i potrzeby konsumentów. Mamy ambicje podołać wyzwaniom i spełnić potrzeby tutejszych klientów.

 

A może jednym z powodów było to, że Słowacy bardzo często jeżdżą na zakupy do Polski?

Tak, wiele klientów z naszych sąsiednich krajów przyjeżdża do polskiej Biedronki na zakupy. Są to Słowacy, Czesi, sporo Niemców czy Litwinów. Słowacy są bardzo licznymi klientami Biedronki. Nasze przygraniczne sklepy cieszą się dużym zainteresowaniem i to też był jeden z czynników, który pozwolił nam uwierzyć, że nasza oferta i produkty są doceniane przez konsumentów słowackich.

Obecnie w przygranicznych miejscowościach również otwieramy pierwsze sklepy na Słowacji, choćby w Liptowskim Mikulaszu, który cieszy się dużym zainteresowaniem.

 

Co jest atutem Biedronki?

Jednym z atutów są niskie ceny i wysoka jakość. Nasi klienci dostrzegają dobrą relację pomiędzy ceną a jakością produktów. Proszę zauważyć, że zaczynaliśmy w Polsce jako dyskont, bo takie było wtedy – w 1995 r. –  zapotrzebowanie w naszym kraju. Dziś proponujemy dużo więcej wartości, różnorodności i jakości w niskiej cenie. To jest idealna koncepcja dla naszego regionu, bo prostota i wielkość Biedronki pozwala nam gwarantować niską cenę i wysoką jakość naszych produktów.

 

Pierwszy sklep Biedronki na Słowacji został otwarty w marcu tego roku w jednej z podbratysławskich miejscowości. Dlaczego nie w centrum stolicy? Czy to jest jakaś specjalna strategia firmy?

Tak, pierwszy sklep powstał w Miloslavovie. Rozwój takiego projektu zajmuje czas i nie jest to proces ani łatwy, ani szybki. Ta lokalizacja dawała nam możliwość na szybką realizację tego projektu, pozyskanie pozwolenia na budowę i otwarcie sklepu. Miloslavov ma bardzo dobrą lokalizacją z uwagi na bliskość do mieszkańców i klientów, jest bardzo dobrze skomunikowany z pobliską Bratysławą i ościennymi miejscowościami, które bardzo dynamicznie się rozwijają. To były główne czynniki, które nas przekonały, żeby to właśnie tam powstał nasz pierwszy sklep.

 

Gdzie jeszcze na Słowacji powstały sklepy Biedronki?

Mamy więcej sklepów na Słowacji: jeden sklep w Senicy i Novych Zamkach, dwa sklepy w Zvoleniu, jeden w centralnej Słowacji w Revucy, i dwa w północnej części kraju: Liptowskim Mikulaszu i Powaskiej Bystrzycy. W październiku otworzyliśmy sklep w Levicach. W tym roku otworzymy jeszcze kilka sklepów, a do końca 2026 roku chcemy mieć na Słowacji 50 placówek.

Jak długo trwały przygotowania, zanim zaczęła się sprzedaż na Słowacji?

Każdy projekt ma swoją historię, zależy to od działki, jej parametrów, procesu projektowo-pozwoleniowego, który w każdej lokalizacji przebiega trochę inaczej. Na Słowacji cała procedura, dotycząca uzyskiwania zezwoleń na budowę, jest inna niż w Polsce – ten proces jest trochę dłuższy i bardziej złożony. Tu na Słowacji potrzeba od dwóch do trzech lat od pomysłu do otwarcia sklepu.

 

Czyli Pan pracuje w Bratysławie od trzech lat?

Wraz z rodziną przyjechałem do Bratysławy w sierpniu 2023 r., a formalno-prawne prace nad poszczególnymi lokalizacjami rozpoczęliśmy kilka miesięcy później. Czas szybko mija i sam nie wiem kiedy to zleciało. Najważniejsze jest to, że to pozytywny i wartościowy czas dla Biedronki na Słowacji.

 

Potrzebna jest Panu znajomość języka słowackiego?

Tak, jest mi ta znajomość potrzebna do codziennej pracy i komunikacji. Ciągle rozwijam znajomość języka słowackiego, jest on niezbędny do rozmów z pracownikami sklepów, centrum dystrybucyjnego czy z naszymi klientami. Na co dzień w centrali firmy posługujemy się językiem angielskim, gdyż zespół mamy tutaj międzynarodowy.

 

Ile osób zatrudnia obecnie Biedronka na Słowacji?

Ponad 300 osób: w naszym centrum dystrybucyjnym w Voderadach koło Trnawy, w sklepach i w biurze głównym firmy w Bratysławie. Nadal rekrutujemy, wdrażamy i szkolimy nowe zespoły do nowych zadań i wyzwań. Przed nami wiele nowych otwarć i ciekawych projektów.

 

Dlaczego Biedronka, a nie Lienka?

Jesteśmy dumni z naszej nazwy Biedronka. Na przestrzeni 30 lat wpłynęła pozytywnie na konsumentów, na rynek polski, na zatrudnienie, na skalę inwestycji w kraju. Mamy świadomość, że ta nazwa jest dobrze kojarzona przez konsumentów i również dobrze rozpoznawalna na Słowacji. To nasz atut, mocna strona, powód do dumy i argument do dalszego wzmacniania i rozwoju.

Ile polskich produktów pojawia się na słowackich półkach Biedronki?

Przychodząc tutaj, mieliśmy pełną świadomość, że wkraczamy na nowy rynek i że słowacki klient będzie tu dokonywać codziennych zakupów według własnych preferencji, stąd w Biedronce tak bogata oferta produktów słowackich, lubianych przez słowackich konsumentów.

Z drugiej strony wiemy, co Słowacy kupują w naszych polskich sklepach, dlatego w tych słowackich można kupić polskie produkty, również doceniane przez Słowaków. Wsłuchujemy się w głos klientów, dopasowujemy się do tych potrzeb i wdrażamy produkty oczekiwane przez klientów.

 

Były jakieś sugestie ze strony klientów?

Tak, najlepszym przykładem jest polski żurek, poszerzona została też oferta polskich kabanosów, śledzi czy cukierków na wagę. Oczywiście nie może zabraknąć pierogów, serów czy wędlin z Polski. We wrześniu w sklepach była organizowana polska akcja, gdzie polskie cukierki, paluszki, ciastka czy piwo cieszyły się dużym zainteresowaniem.  Wciąż pracujemy nad różnorodnością polskich produktów na Słowacji

 

Ale rozczaruje się ten, kto oczekuje, że w słowackiej Biedronce znajdzie większość znanych z Polski produktów?

O żadnym rozczarowaniu nie ma mowy. Biedronka jest i będzie sklepem dla każdego. Na tym polega nasza siła. Oczywiście priorytetem pozostają słowackie produkty, bo jesteśmy na słowackim rynku, gdzie jest zapotrzebowanie na towary produkowane w tym kraju. Ludzie lubią to, co jest im dobrze znane. Oczywiście, naszą ofertę uzupełniamy polskimi produktami, bo przecież Słowacy też chcą popróbować nowych produktów i smaków.

 

Czy jest możliwość przekazywania sugestii co do produktów, które powinny znaleźć się na półkach słowackiej Biedronki?

Z jednej strony przeprowadzamy badania i ankiety wśród klientów, z drugiej – w naszych sklepach rozmawiamy z klientami i dodatkowo klienci zgłaszają swoje opinie i potrzeby do naszego biura obsługi klientów. Osobiście często odwiedzam sklepy i tam na miejscu również się dowiaduję, co naszym klientom się podoba, a co powinniśmy ciągle udoskonalać. Dodatkowo każdy klient ma możliwość zgłoszenia opinii oraz pomysłów na adres: ChybaVamNieco@biedronka.com

 

A głos Polonii też się liczy?

Zawsze! Jestem związany z tutejszą Polonią i wsłuchuję się w jej potrzeby. Z całą moją rodzinką żyjemy tutaj w Bratysławie, aktywnie spędzamy czas wraz z Polonią, więc przepływ informacji jest bardzo dobry. Jestem bardzo wdzięczny naszym rodakom na Słowacji że tak nas (Biedronkę) wspierają, doceniają i że mogę liczyć na feedback! To bardzo miłe i wartościowe, raz jeszcze za to dziękuję.

 

Co się pojawiło na półkach Biedronki dzięki Polonii?

Bardzo dobrym przykładem są galaretki, cukierki na wagę, lody marletto, czy piwo. Sugestię otrzymujemy w różnej formie od Polonii, a ja najczęściej w szkole polskiej, do której uczęszczają moje dzieci. Innym produktem, który pojawił się na naszych słowackich półkach w wyniku silnego głosu Polonii, są śledzie czy kabanosy. Owszem, te produkty były też na naszej liście do realizacji, bo wiemy, że są one charakterystyczne dla polskiej kuchni i rozpoznawalne w świecie, ale płynące ze strony Polonii sugestie przyśpieszają te procesy i decyzje.

Skoro dotknęliśmy tematu Polonii, jak Pan odbiera tę słowacką?

Bardzo dobrze! Jestem pozytywnie zaskoczony, że na Słowacji Polonia jest tak dobrze zintegrowana i zorganizowana. Jest tu prężnie działający „Monitor”, bardzo aktywna i wspierająca ambasada RP w Bratysławie, a także polska szkoła, do której uczęszczają moje dzieci w każdą sobotę. Tutejsza Polonia funkcjonuje niezmiernie dynamicznie. Widzę, ile wydarzeń organizuje się po to, by mogły się rozwijać polskie dzieci, a z drugiej strony, by integrować polskie środowisko.

Latem nasze dzieci przebywały na tygodniowym obozie artystycznym Klubu Polskiego. To była fantastyczna sprawa! Pierwszy raz wzięły udział w takim wyjeździe i zapamiętają go na całe życie. My – rodzice – zresztą też. Byliśmy z żoną zaskoczeni przebiegiem tego obozu, jego organizacją, możliwością obcowania z naturą, efektami malarskimi i całą organizacją.

Bardzo jesteśmy z żoną zadowoleni, że nasze dzieci właśnie w takich okolicznościach po raz pierwszy były z dala od domu, że w takim rodzinnym gronie uczestników i opiekunów przeżywały pierwszą rozłąkę z rodzicami i pierwszą swoją kolonię. Bo to nie były klasyczne kolonie „no name”, ale rodzinny i wspaniale zorganizowany obóz. Bardzo to sobie cenimy i dziękujemy.

 

Miło się tego słucha i cieszy nas to, że tak jesteśmy postrzegani.

To nie jest takie oczywiste, bo nie wszędzie tak jest. Rozmawiałem z kolegą, który pracuje w innym kraju europejskim, i kiedy dzieliłem się z nim tymi pozytywnymi doświadczeniami z tutejszą Polonią, stwierdził, że w kraju, w którym jemu przyszło żyć, integracja polonijna aż tak płynnie i dynamicznie nie przebiega. Dla nas to bardzo ważne, aby mieć te relacje i kontakt z polską kulturą.

Słyszałam, że Biedronka miała wpływ na Pana życie prywatne, bo właśnie w firmie znalazł Pan żonę?

Tak, zgadza się, bardzo lubię tę historię. 16 lat temu połączyła nas Biedronka i to dosłownie. To dzięki firmie poznałem Anetkę. Pracowaliśmy w dziale operacyjnym, choć w innych lokalizacjach. Było to w Suchej Beskidzkiej, gdzie Anetka jako kierownik sklepu otwierała pierwszy sklep sieci Biedronka w tym mieście. Sucha Beskidzka to ładna górska miejscowość na południu kraju, blisko granicy z Słowacją.

W firmie to powszechna wiedza, że od 11 lat jesteśmy szczęśliwym, biedronkowym małżeństwem i że wszystko zaczęło się w sklepie. Dzięki temu, że żona zna specyfikę firmy od środka, rozumie moją pracę i wspiera mnie w realizacji moich przedsięwzięć.

Mieszkaliśmy już razem w Toruniu i Gdańsku, teraz czas na Bratysławę. Dziękuję jej za to, że jest tu ze mną na Słowacji, że wraz z naszymi dziećmi zdecydowała się na zmianę miejsca życia na nowy kraj, nowy język i nowe wyzwania. Bez Anetki i bez naszych dzieci nie byłbym tu gdzie dziś jestem.

To ich wsparcie jest kluczowe i najważniejsze dla mnie. Zawsze mogę na nich liczyć i za to bardzo chcę im podziękować.

 

Żona także pracuje w słowackiej Biedronce?

Anetka jest w pełni pochłonięta rozwojem dzieci, troską o ciepło domowe i przyszłość naszej rodzinki. Ilość wyzwań jest ogromna, a „projekt rodzina” najważniejszym dla nas projektem. Z Anetką na czele tego przedsięwzięcia jestem spokojny i szczęśliwy. Razem możemy przenosić góry.

Małgorzata Wojcieszyńska

Zdjęcia: Anetka Ciuruś, archiwum

MP 11/2025