Gdy powierzono mi przygotowanie prezentacji Narodowego Czytania, zastanawiałam się, jak ożywić Mickiewiczowskie Dziady. Wybrałam II część dramatu — pełną możliwości interpretacyjnych, choć trudną, bo opowiadającą o obrzędach spotkania żywych z umarłymi, dziś postrzeganych raczej jako etnograficzna ciekawostka. Szukałam sposobu, by tę opowieść uwspółcześnić i włączyć w nią zarówno wykonawców, jak i odbiorców.
Zrodził się pomysł, by z lektury uczynić przedstawienie. Zaprosiłam do współpracy muzyków Ewę i Kamila Barcioków z filharmonii bratysławskiej oraz Rominę Kołodziej, primabalerinę Słowackiego Teatru Narodowego. Wszyscy troje twórczo wzbogacili oprawę muzyczną i taneczną. Dołączyli także lektorzy — przedstawiciele polskich firm i Polonii — tworząc grupę entuzjastów, która przemieniła zwykłe czytanie w sceniczne misterium.
Dziesiątego września Instytut Polski pogrążył się w półmroku, jak w noc zaduszną. Wokół Guślarza, w którego rolę wcielił się Wojciech Włodzimirski (BUDIMEX), oraz Starca, kreowanego przez Piotra Michnę, otworzyło się symboliczne przejście między światem żywych i umarłych. Z mgły i ciszy wyłaniały się duchy, niosąc lekcje przekraczające czas.
Najpierw pojawili się Józio i Rózia — aniołki przedstawione przez Idę i Józia Hamuljak, jasne jak jutrzenka, lecz zatrzymane u bram nieba. Następnie ukazało się Widmo Złego Pana, sportretowane przez Mateusza Stępowskiego (PKO BP), dręczone głodem i ptactwem, pamiętającym jego winy. Chór ptaków odegrali Michał Szymański (BLIK), Sara Wróblewska (PKO BP) i Adrianna Cisowska (Instytut Polski).
Zjawiła się także Zosia — lekka, unoszona przez wiatr, niezdolna wzlecieć ani dotknąć ziemi. W tę postać wcieliły się Romina Kołodziej i Dagmara Zawisza (PKO BP). Każdy z duchów odsłaniał prawdę o człowieku: o potrzebie goryczy, o miłosierdziu, o ciężarze samotności. Głosy Anny, Adama i Ewy Masarów wplotły w wieczór rytualną nutę, prowadząc widzów ku metafizycznemu wymiarowi dramatu.
Finałowe spotkanie Pasterki i Widma zamknęło noc obrzędu muzycznym dialogiem trąbki i wiolonczeli — jak niewypowiedziane pragnienie bliskości. Muzyka i taniec dopełniły misterium, wydobywając z niego drżenie dusz i przenikanie się światów. A wszystkie sceny — subtelne, pełne światła i emocji — utrwaliła w swoim obiektywie Agnieszka Stefańska (TZMO Slovakia).
W końcu zabłysło światło. Wróciliśmy z tej podróży w czasie i przestrzeni, a gromkie brawa stały się dowodem uznania dla wszystkich zaangażowanych w ten wyjątkowy projekt.
Teresa Samerek
Zdjęcia: Agnieszka Stefańska
MP 10/2026














