Było to pod koniec lat 90

 PIĘKNY TRZYDZIESTOLATEK 

Wspomnienia naszej współpracowniczki i współtwórczyni pisma Marii Magdaleny Nowakowskiej, dotyczące „Monitora“ i Klubu Polskiego, sięgają końca ubiegłego wieku. To cenny głos, zwłaszcza, że jeszcze przeżywamy echa okrągłego jubileuszu Klubu, a już przygotowujemy się do jubileusz naszego pisma.

Pierwszy raz z Klubem Polskim na Słowacji, a właściwie z „Monitorem Polonijnym”, spotkałam się pod koniec lat 90., kiedy to odwiedziłam w Bratysławie ówczesną dyrektor Instytutu Polskiego, a moją dobrą koleżankę Wirginię Mirosławską. Wówczas to pokazała mi ona taką czarno-białą gazetkę formatu A4 i w imieniu redaktor naczelnej, nieżyjącej już wspaniałej Danki Marušiakovej poprosiła o napisanie artykułu, a właściwie artykuliku do tego pisemka.

Pamiętam, że napisałam wówczas takowy, o polskich kolędach. Nigdy jednak nie myślałam, że to będzie początek mojej przygody z „Monitorem Polonijnym” i Klubem Polskim na Słowacji. Niedługo później, bo w roku 2001, przyjechałam do Bratysławy jako lektor języka polskiego na Uniwersytecie Komeńskiego i wówczas też zaczęłam współpracę – co prawda z przerwami – z „Monitorem”. Oj, dużo się wówczas działo!!!

Ponieważ Klub Polski prowadził wówczas szkółkę polską, poproszona zostałam przez jego przedstawicieli o przygotowanie uczniów do olimpiady języka polskiego. No i tak siedziałam z młodymi Polonusami i uczyłam ich wszystkiego o Polsce. A że były to dzieci bardzo zdolne i chcące zdobywać wiedzę, więc sukcesy były murowane. Wielu z nich dzięki temu mogło po zdaniu matury studiować w Polsce.

Potem w Bratysławie powstała oficjalna Szkoła Polska przy Ambasadzie RP, przy narodzinach której byłam i w której znów uczyłam dzieci tak polskie, jak i polonijne. To były naprawdę cudowne czasy, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci i sercu. Klub Polski już wówczas organizował wspaniałe imprezy.

Szczególnie dobrze wspominam przedstawienie „Na szkle malowane” z 2002 r., które wówczas miało być pożegnalnym i które odbyło się w ramach Dni Polskich, zorganizowanych właśnie przez Klub. Miałam okazję poznać wówczas osobiście i autora musicalu Ernesta Brylla, i legendarnego Janosika, czyli Michala Dočolomanskiego, dziś już nieżyjących. No, właśnie. Patrzę teraz wstecz i widzę, że tylu wspaniałych ludzi z tamtych czasów już odeszło – Danka Marušiaková, Urszula Szabados, Jerzy Kronhold…

W 2004 r. redaktor naczelną „Monitora” została Małgosia Wojcieszyńska, która przeprowadziła swoistą rewolucję pisma i zaproponowała mi stałą współpracę, trwającą do dziś. Ojej, to już ponad 20 lat!!! Małgosia to kobieta instytucja, potrafiąca załatwić wszystko, zatem nie dziwi, że pod jej kierownictwem „Monitor” wypłynął na szerokie wody i w 2013 r. zyskał nagrodę im. M. Płażyńskiego za najlepsze pismo polonijne. I chyba ważniejszej nagrody już zdobyć nie może!!!

A ja, pracując co miesiąc nad zawartością tego pisma, widzę, jak się ono zmieniło i zmienia. Dziś w skład redakcji wchodzą właściwie profesjonaliści, którzy mają już doświadczenie w swoim fachu, nie tak, jak kiedyś, kiedy tworzyli ją ludzie z pasją, którzy dopiero uczyli się, jak należy pisać, by było ciekawie i by dotrzeć do odbiorcy.

W „Monitorze” publikowałam też swoje autorskie artykuły w rubryce „Okienko językowe”. Kiedyś ukazywały się one regularnie, teraz raczej okazjonalnie. Rubryka ta powstała z mojej potrzeby szerzenia wśród słowackiej Polonii, wiedzy o języku polskim.

Miałam nadzieję, że to czytelnicy pisma wskażą mi kierunek, w którym powinnam iść, przypominając im zasady i normy polszczyzny, ale – niestety – oni pozostali raczej bierni.  I pewnie to moja wina, bo przez tak atrakcyjną ofertę czytelniczą „Monitora” trudno się przebić. Teraz piszę tylko okazjonalnie, najczęściej pod wpływem tego, co przeczytam w materiałach przygotowywanych do druku, lub aktualnych wydarzeń dotyczących polszczyzny.

Dawniej praca nad przesłanymi przez redaktor naczelną artykułami była bardzo męcząca, bowiem niekiedy trzeba było je pisać od nowa. Teraz jest to o wiele prostsze, gdyż autorzy owych materiałów nie są amatorami czy nowicjuszami – są oblatani w swoim rzemiośle, co ułatwia mi pracę. Każdy artykuł czytam raz, poprawiając ewentualne uchybienia.

Potem zostawiam na jakiś czas, by uzyskać dystans, a następnie czytam jeszcze raz, zwracając uwagę na to, by brzmiał po polsku. Często muszę ingerować bowiem w składnię piszących, którzy zwykle na co dzień mają kontakt z językiem słowackim, a składnia słowacka różni się od tej polskiej. Przyznaję, że kiedy „Monitor” wychodzi drukiem, to już go nie czytam, tylko odkładam do kolekcji, bowiem boję się, że znów znajdę jakieś uchybienia. Nie ma bowiem tekstów idealnych. Zawsze znajdzie się coś, co można było napisać lepiej lub inaczej.

Czytanie artykułów do „Monitora” to dla mnie źródło wiedzy o dzisiejszej słowackiej Polonii, która bardzo się różni od tej, którą ja znałam ponad dwadzieścia lat temu. Dziś większość jej to wykształceni młodzi ludzie, którzy na Słowacji znaleźli się ze względu na pracę. Wcześniej byli to głównie emigranci tzw. sercowi.

Dzięki lekturze materiałów, przeznaczonych do publikacji, poszerzam swoją wiedzę z różnych dziedzin, poznaję ciekawych ludzi… Bardzo lubię wywiady, przeprowadzane przez Małgosię Wojcieszyńską. Z zapisków jej rozmów wyłaniają się prawdziwe oblicza interlokutorów. Szczególnie utkwił mi w pamięci jej wywiad z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Prawdziwe mistrzostwo. Ostatnio z przyjemnością czytam artykuły do rubryki „Bliżej polskiej książki”, którą redaguje obecnie Marián Hamada. To bardzo ciekawe śledzić, co Słowak czyta po Polsku i o czym po polsku pisze. Polecam!

Fajna jest ta słowacka Polonia. Ponieważ przez wiele lat mieszkałam za granicą – w Słowenii i w Czechach – to zdarza mi się, że porównuję te środowiska, a rezultat jest taki, że to słowackie środowisko Polaków i Polonusów wypada najlepiej.

Jestem przekonana, że to zasługa Klubu Polskiego i jego działaczy, którzy potrafią odpowiednio mobilizować Polonię do działań na rzecz nie tylko integracji wśród swoich, ale wychodzą też do Słowaków, promując wśród nich wszystko, co polskie, i otwierając drzwi do współpracy z nimi. Dużą rolę w tym odgrywa oczywiście „Monitor Polonijny”, dzięki któremu informacje o wszelkich działaniach Klubu i o wszystkim, co dotyczy Polski, docierają do czytelników rozsianych po całej Słowacji.

A że NASZE pismo w tym roku obchodzić będzie jubileusz 30-lecia, to życzę mu, by jego twórcy – tak, jak dotychczas – trzymali zawsze rękę na pulsie, patrzyli na świat z dziennikarskim dystansem i nie popadali w komercję. Bo czas pokazał, że z amatorów stali się profesjonalistami, których dziś tak bardzo brakuje. Tak trzymać!!!

Maria Magdalena Nowakowska

MP 7-8/2025