Miłość do folkloru ma wiele twarzy

 SOS czyli Sympatycznie o Słowacji 

Na Słowacji folklor ma się… różnie. Ministrowie, poprzebierani w coś, co ze strojem ludowym ma niewiele wspólnego, mówią o miłości do folkloru, ale potem nie dają pieniędzy, by ten folklor wspierać, inni szyją miniaturowe tradycyjne spódnice dla lalek lub tańcem podbijają światowe festiwale, a jeszcze inni próbują w Internecie odróżnić prawdziwy haft z Krupiny od łowickiej wycinanki, sprzedawanej jako „prawdziwa słowacka”. Wszystkich łączy jedno – miłość do tradycji, która zawsze idzie w parze z pasją.

 

Barbie na ludowo

Lucia Marcineková z Krupiny żyje folklorem od dzieciństwa – śpiewała, tańczyła, działała w zespołach ludowych. Jej pasja ewoluowała w niezwykły projekt: ubiera lalki Barbie w tradycyjne słowackie stroje ludowe, tworząc w ten sposób unikatowe egzemplarze kolekcjonerskie.

Praca nie jest łatwa – każdy strój wymaga precyzyjnego szycia, haftowania, montowania kolejnych elementów: spódnic, gorsetów, zdobień – a lalki muszą wiernie oddawać regionalny charakter stroju. Lucia opiera się na wiedzy babci (która przekazała jej autentyczny 70-letni strój ludowy) i samodzielnie zgłębia stroje z różnych części Słowacji – od Detvy przez Kysuce aż po Szarysz. Każda lalka to hołd dla lokalnej tożsamości, pieczołowita mikroskala tradycji i symbol, że folklor może żyć nie tylko na festiwalach.

Niechciani w Východnej, kochani w Korei

Zespół folklorystyczny Šarišan z Preszowa dokonał rzeczy niezwykłej – w Korei Południowej zdobył główną nagrodę na światowym festiwalu tanecznym w Cheonanie, pokonując 24 grupy z 23 krajów. Pośród zawodowych formacji amatorski Šarišan udowodnił, że szczera miłość do folkloru, pasja i autentyczność potrafią zdziałać więcej niż profesjonalny rozmach.

Ich sukces to nie tylko taniec – to opowieść o tradycji, przekazywanej w każdym kroku, geście i uśmiechu. Stroje, rytmy i energia stanowią dowód, że słowacki folklor wciąż potrafi poruszać serca, także te na drugim końcu świata. Kierowniczka zespołu, Jana Pitková, mówi wprost: „To nie nasz sukces, to sukces całej Słowacji”.

Co ciekawe, w kraju Šarišan od piętnastu lat nie może załapać się do programu największego festiwalu folklorystycznego we Východnej. Po triumfie w Azji jego członkowie marzą, by to się wreszcie zmieniło, bowiem folklor, który kochają, zasługuje na uznanie nie tylko za granicą, ale przede wszystkim w domu.

Słowacki folklor z… Łowicza?

Ile razy zdarzyło się wam złapać za głowę na widok magnesu, fartuszka albo kubka z wycinanką rodem z Łowicza i dumnym podpisem „słowacki wzór”?

Choć Słowacy chętnie podkreślają, że folklor to ich narodowa miłość, w praktyce często mylą ludowe motywy niczym zachodni turysta Słowację ze Słowenią. I właśnie na ten kulturowy chaos zwraca uwagę profil Slovenský folklór bez fejku – mała, ale bardzo potrzebna strona na FB, która rozprawia się z mitami, błędami i tandetą, podszywającą się pod tradycję.

Autorki strony pokazują, jak naprawdę wyglądają regionalne wzory, tłumaczą różnice między nimi, a przy okazji demaskują „fałszywą ludowość”, zalewającą sklepy z pamiątkami. Ich misja jest prosta: przywrócić Słowakom wiedzę o własnych korzeniach, zanim folklor stanie się tylko chwytem marketingowym.

Aleksandra Pyka

MP 11/2025