Za czym kolejka ta stoi?

 RETROHITY 

Młode pokolenie zna je z filmów oraz opowiadań starszych osób. Kilka dekad temu kolejka należała do codzienności krajów bloku socjalistycznego. Bo dobrobyt socjalistyczny cechował się właśnie niewydolnością w zaopatrzeniu i dostawach towaru. Aby móc coś kupić, przeciętny Kowalski musiał godzinami stać w kolejkach!

 

Pan tu nie stał

To słowa, które na dobre weszły do języka potocznego, a pochodzą z kultowej komedii pt. „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz“ i odzwierciedlają codzienną rzeczywistość zakupów w PRL. Kolejki praktycznie były po wszystko i wszędzie, stały przed niemalże każdym sklepem. Były to nie tylko kolejki, które pamiętamy z peerelowskich ulic, ale również kolejki wewnątrz sklepów, kolejki do kas.

Wówczas nie było skanerów ani kodów kreskowych, więc każdy produkt miał na opakowaniu wydrukowaną cenę, obowiązującą na terenie całego kraju. Później pojawiły się małe naklejki z wydrukowanymi na nich cenami. Każdą cenę towaru wbijało się w kasie ręcznie, co oczywiście zabierało sporo czasu.

 

Zaopatrzenie

Niektóre sklepy zaopatrywane były w towar w konkretne dni. Na przykład do rzeźnika nigdy nie przywożono świeżego mięsa w poniedziałki. Ale często już w poniedziałek tworzyły się tam kolejki na następny dzień. Dostawa towaru nie gwarantowała jednak pełnego asortymentu – zazwyczaj kupowało się to, co było. Godziny dostaw były zwykle wielką tajemnicą. Okres reglamentacji jeszcze bardziej zaostrzył dostęp do produktów mięsnych, które reglamentowano najdłużej, bo od 28 lutego 1981 r. do końca lipca 1989 r.

Kolejki były swoistą próbą cierpliwości zarówno klientów, jak i sprzedawców. Towar pakowano zwykle w szary, ręcznie cięty papier. O zaopatrzeniu sklepów krążyły przeróżne żarty i dowcipy – np. mówiono, że w sklepach mięsnych dostępna jest tylko szynka japońska, czyli nagie haki.

W środy zaopatrywano sklepy ze świeżymi rybami, których reglamentacja nie dotyczyła. Kolejki w sklepach wydłużały się w okresach świątecznych – Boże Narodzenie oznaczało wzmożony popyt na prezenty, owoce tropikalne czy szampana noworocznego, zaś kiełbas i baleronów poszukiwano na Wielkanoc. Pod koniec wakacji letnich masowo wykupowano przybory i podręczniki szkolne. Kolejki były wszędzie. Stanowiły element codzienności polskich ulic i były dowodem niewydolności centralnie sterowanej gospodarki państwowej.

 

Pogłoski

W tamtych czasach kontakty i znajomości w sklepach były na wagę złota, a zawód ekspedientki wysoko ceniony. Ekspedient był w swoich decyzjach wszechmocny: mógł sprzedać spod lady deficytowy towar, a mógł też – pod byle jakim pretekstem – nie zrealizować przydziału kartkowego.

Kolejnym mankamentem i często negatywnym zjawiskiem było podejście obsługi sklepu oraz kultura osobista ekspedientek wobec klienta, która często pozostawiała wiele do życzenia. Wszelkie informacje o dostawach były bardzo ważne, bo kto wiedział, gdzie, kiedy i czego będzie dostawa, ten wygrywał. Codziennym zjawiskiem były również kolejki tworzone na podstawie pogłosek – zanim dowieziono towar.

Wtedy często padało pytanie, które w swojej piosence wykorzystał Ernest Bryll: „Za czym kolejka ta stoi?”. Kolejki miały też charakter społeczny i towarzyski – były źródłem informacji, plotek, nawiązywano w nich znajomości, , zacieśniano kontakty.

Stacz

Ówczesna sytuacja stworzyła stacza kolejkowego, czyli kolejkowicza, który odpłatnie stawał w kolejce za kogoś innego. Tę rolę często pełnili emeryci, starający się w ten sposób podreperować budżet domowy. Kolejkowicze tworzyli także listy kolejkowe, na podstawie których sprawdzano obecność kolejkowiczów o ustalonych porach.

Życzę wszystkim udanych zakupów! Bez kolejek!

Andrej Ivanič

MP 11/2025