WYWIAD MIESIĄCA
Jadę do Trnawy na spotkanie z jednym z najbardziej doświadczonych nauczycieli aikido w Europie, posiadaczem stopnia 7. dan (7 dan w aikido to bardzo wysoki stopień mistrzowski, nadawany wyłącznie osobom o ogromnym doświadczeniu, wieloletniej praktyce i znaczącym wkładzie w rozwój aikido). Tym mistrzem jest Polak Roman Hoffman, który aikido trenuje od 46 lat. W sobotnie rano jego obecność przyciągnęła wielu słowackich miłośników tego sportu, którzy stawili się w Trnawie na trening z mistrzem. Podczas przerwy w zajęciach rozmawiam z Romanem, a kątem oka widzę, jak jego podopieczni spoglądają w moją stronę, nie kryjąc rozczarowania, że mnie poświęca swój czas, a nie im. Zapraszam do przeczytania rozmowy o świecie pokoju i wytrwałości.
Współczesny świat często stawia na rywalizację, na szybki efekt, na sukces. Aikido zdaje się iść w zupełnie innym kierunku. Czy trudno dziś przekonać ludzi do tej filozofii?
To nie polega na przekonywaniu kogoś do aikido – my nikogo nie nawracamy. To nie sekta, która próbuje uzasadnić swoją egzystencję. My mistrzostwo mierzymy wewnętrznym spokojem i dążeniem do samodoskonalenia. Ta filozofia koncentruje się na harmonii i kontroli agresji.
Można się w ten sposób wyzbyć agresji?
To jest najciekawsze, kiedy potrafimy kontrolować poziom agresji tak własnej, jak i otoczenia. Ten, kto jest agresywny, będzie ćwiczył krótko, a co za tym idzie nie zrozumie samego siebie. Ktoś, kto nie jest w stanie opanować tej sztuki walki, nie ma szans na dłuższe trenowanie. Znudzi mu się ona i zacznie szukać dla siebie innego sportu.
Aikido bywa nazywane sztuką pokoju. Jak rozumieć to określenie w dobie rywalizacji?
Trzeba na to spojrzeć w kontekście kulturowym. Twórca aikido, O’Sensei Morihei Ueshiba, odrzucił z bojowego jiu-jitsu te elementy, które wydawały mu się zbyt agresywne. Zrezygnowano z zawodów sportowych i rywalizacji. Nie dlatego, że zawody sportowe są złe, ale w tym sporcie nie chcemy dążyć do celu za wszelką cenę.
Aikido jest dla wszystkich?
I tak, i nie. Nie wszyscy będą ćwiczyli aikido, bo niektórych napędza agresja, a my tu nie pozwalamy na jej przemycanie. To by było jak drzemiące niebezpieczeństwo. Aikido jest pacyfistyczną sztuką walki.

Ale przecież ten sport bywa kojarzony z bokkenem (drewnianym mieczem), jo (kijem) i tanto (imitacją noża). Jakiej broni używasz w swoich ćwiczeniach?
Żadnej. Aikido jest sztuką walki bez broni. Podstawowe założenie twórcy aikido O’Senseia zakłada, że techniki, które wykonujemy z bronią w ręku, to czynności obronne, a nie walka. Generalnie wszyscy kojarzą aikido z tymi trzema rodzajami broni, bo widzą sceny obrony, ale nie walkę.
Co Ciebie przyciągnęło do tego sportu: jego nieagresywny charakter, a może raczej ten drewniany miecz?
To był przypadek. Byłem znużony karate i judo, bo jakieś elementy w tamtych sztukach walki mi nie pasowały. Zaproponowano mi trzecie rozwiązanie, które okazało się dynamiczne, bez agresji i bez zawodów sportowych. Aikido spełniło moje oczekiwania.
Ile lat trenujesz?
Treningi rozpocząłem w 1979 r., czyli 46 lat temu. Wcześniej, jeszcze w podstawówce wraz z kolegą z klasy, inspirując się gazetą sportową, próbowałem różnych sztuk obronnych.
Na swojej drodze spotkałeś wielu mistrzów. Który wywarł na Tobie największy wpływ i czego Cię nauczył poza samą techniką?
Pierwszym i jedynym na początku drogi był japoński mistrz, który mieszkał w Szwecji. Nazywa się Ichimura Toshikazu. Kiedy przyjeżdżał do Polski, posiadał 6 dan, czyli stopień mistrzowski, który dla mnie był czymś magicznym. Miałem wrażenie, że spotkałem kogoś z innej planety i nie mam tu na myśli jedynie jego kraju pochodzenia, czyli Japonii. To były trudne czasy komunizmu, ale udawało mu się odwiedzać Polskę w miarę regularnie.

Co Cię tak zachwyciło?
Zachwycał precyzją i mistrzostwem wykonywania ćwiczeń. Umiał połączyć efektywność i skuteczność z kreacją szermierza.
Osiągnąłeś tytuł shihan. Co on oznacza dla Ciebie?
W hierarchii dydaktycznej, związanej ze sztukami walk, są trzy podstawowe tytuły instruktorskie. Shihan jest tytułem profesora. Oznacza osobę, która potrafi pewne rzeczy nie tyle wykonać, ale potrafi je w sposób efektywny stosować i przekazywać w formie pewnych formuł, zasad. Tytuł ten jest nadawany na wniosek organizacji, ale jest przyznawany wyłącznie przez stronę japońską i zatwierdzany przez Hombu Dojo w Japonii.
Co ten tytuł daje?
Nie tyle daje, co zobowiązuje – do skromnego podejścia do swojej wiedzy oraz skromnego podejścia do swoich podopiecznych. To nie jest tytuł, który cię wywyższa, wręcz przeciwnie – zobowiązuje do dokładniejszej pracy dydaktycznej. To jest tytuł, który umacnia, utwierdza twoje powołanie nauczyciela. Cudowne połączenie następuje, kiedy bycie shihanem łączy się z uznaniem podopiecznych.
Co chciałbyś przekazać swoim uczniom na ich drodze?
Nigdy nie chciałem nikomu nic przekazywać, bo obecność kogoś na treningu to jest jego wybór, a nie mój. Jeśli ktoś ma do mnie pytania, to mi je zadaje. Ja niczego nikomu nie narzucam, nie mówię, jak ma żyć, to jest jego wybór. Nigdy nie pouczam. Nie chcę swoim światem zastąpić czyjegoś świata. Jeżeli nasze światy się spotykają, to jest to cudowne i możemy wzbogacić się wzajemnie, bo ja też chętnie słucham i uczę się czegoś od innych.
Czy żeby trenować aikido, są jakieś ograniczenia wiekowe?
To sport dla wszystkich wiekowych kategorii, choć każdy wiek rządzi się swoimi prawami. Dla dzieci to zabawa, dla młodzieży pasja i zwiększanie wydolności, a dla starszych to przygoda i próba własnych możliwości, że jeszcze potrafią, że jeszcze im się chce.

W których krajach prowadziłeś staże?
Jeżdżę do Rygi, na Łotwę. Prowadzę zajęcia na Słowacji i w Czechach. Miałem też okazję kilka razy prowadzić staże dla Japończyków. To się rzadko zdarza obcokrajowcom, ponieważ środowisko japońskie jest dość zamknięte. Sposób przekazu musi być niemalże japoński, trzeba to robić delikatnie, żeby nikogo nie urazić kulturowo. A to jest dla nas niezwykle trudna sztuka. To, że ktoś z Zachodu prowadzi staż w Japonii, jest naprawdę zobowiązujące.
Prowadzisz Centrum Aikido Aikikai Polska. Jaki jest jego zasięg?
Początkowo była to tylko grupa 5–6 dynamicznych klubów polskich, ok. 800–1000 osób. W zamyśle nigdy nie miała wyjść poza kraj, ale nazwa jest już trochę nieaktualna. Dołączyły do nas na zasadzie dobrowolności trzy, cztery kluby z Czech i trzy kluby słowackie: z Trnawy, Galanty i Bardejova. Współpracujemy też ze stroną ukraińską.
Jak zawodnik aikido powinien zachować się w obliczu wojny?
Odpowiedź o wojenne odczucia jest oczywiście proste – jestem przeciwny jakiejkolwiek agresji. A odruch obronny ma każdy człowiek. Jednak decyzja o udziale w wojnie bądź nie jest osobistą decyzją każdego człowieka.
Wszyscy w obecnych czasach życzymy sobie pokoju, bez względu na wyznanie, pochodzenie czy filozofię, którą się kierujemy. Jak przeżywasz święta Bożego Narodzenia? Czy aikido ma na nie wpływ?
Dobroć i stan pokoju to podstawowa potrzeba człowieka, realizacja tej potrzeby nie wynika z religii, a ze stanu świadomości. Jeżeli świadomość jest niska, to religie nie zapobiegną agresji, wręcz odwrotnie. Zatem dni wolne i święta to czas refleksji.
Barbara Guttman, Trnawa

Zdjęcia: Barbara Guttman, archiwum R.H.





