Tak! Nareszcie! W końcu nadszedł grudzień! A dla czytelników niniejszej rubryki oznacza to tylko jedno – powrót do corocznej podróży bożonarodzeniowej po kuli ziemskiej. Dwa lata temu odwiedziliśmy Australię, w ubiegłym roku zajrzeliśmy na Filipiny, a w tym roku pora podejrzeć, jak Boże Narodzenie spędzają mieszkańcy Islandii.
MIĘDZI NAMI DZIECIAKAMI

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że w grudniu na Islandii dzień trwa zaledwie ok. 4 godzin! Dlatego właśnie Islandczycy tak chętnie dekorują swoje domy i ulice świątecznymi światełkami, chcąc rozświetlić ciemności i ocieplić panującą wokół zimową atmosferę.
Jak jeszcze dbają o budowanie świątecznego nastroju? Organizując świąteczne koncerty, jarmarki bożonarodzeniowe i otwierając lodowiska. O te ostatnie nie trzeba się martwić, bo Islandia to jedno z najbardziej wysuniętych na północ państw europejskich, dlatego można się tam spodziewać białych i mroźnych świąt.

Dodatkowo w grudniu istnieje spora szansa, że uda się zobaczyć zorzę polarną, która jest wyjątkowo pięknym zjawiskiem świetlnym, spotykanym najczęściej w krajach położonych blisko biegunów.

A ile według tradycji trwa okres świąteczny na Islandii? Aż 26 dni – od 11 grudnia do 6 stycznia. W tym czasie do miast i wsi przybywają Jólasveinar, czyli bożonarodzeniowi chłopcy. Są to synowie groźnej trollicy Grýli i leniwego trolla Leppalúði. Sami są bardzo psotnymi trollami w ludzkiej postaci. Uwielbiają płatać ludziom figle, choć czasem przynoszą też drobne upominki. Przychodzą pojedynczo, każdej nocy aż do Bożego Narodzenia. Następnie wracają stopniowo w góry. Ostatni z nich powraca w swoje strony 6 stycznia.

Chłopcy nie są już tak niebezpieczni, jak bywali kiedyś. Wciąż jednak trzeba uważać na ich kota – Jólakötturinn – który miał kiedyś w zwyczaju zjadać tych, którzy wkładali w święta stare ubrania. Stąd popularnym islandzkim zwyczajem jest właśnie obdarowywanie bliskich odzieżą. Lepiej nie ryzykować!
A wy? Macie już upominki dla swoich bliskich i przyjaciół?
Natalia Konicz-Hamada





