Kto by pomyślał, że Janusz – tak, TEN Janusz – bezczelnie skradnie Andrzejowi jego własne imieniny? A jednak! Jak to mówią, Janusze tak mają… Nie bez powodu przecież Janusz i Grażynka to najbardziej rozpoznawalna polska para, symbol zawadiackiego uroku i narodowego folkloru w wersji premium.
Ale, ale – zanim ogłosimy w Koszycach stan wyjątkowy – wrzućmy ten cały skandal w kontekst, bo – jak wiemy – perspektywa to klucz, a bez niej każdy może sobie dopisać własną teorię spiskową.
Otóż pod batutą konsula honorowego w Koszycach, czyli pod bystrym okiem Konrada, sztab organizacyjny Klubu Polskiego w składzie: Kasia, Justyna i Magdalena stwierdził, że… my się po prostu musimy wybawić. Wytańczyć. Wygadać. Posiedzieć przy jednym stole, wypić wspólnego drinka i – jak tradycja każe – powróżyć sobie na dobre czasy. No bo gdzie wcisnąć te wszystkie marzenia i pragnienia, jeśli nie w andrzejki?
W Polsce andrzejkowe wieczorki są niemal dobrem narodowym – lubiane, pielęgnowane i celebrowane z rozmachem. Ustaliliśmy więc: 29 listopada 2025 r., sobota, koniec listopada, zanim wpadniemy w świąteczny amok i zanim ktokolwiek zacznie na poważnie udawać, że lubi pierogi z kapustą bardziej niż bigos. Data idealna.
I rzeczywiście! Trzydzieści osób, członków i przyjaciół Klubu Polskiego w Koszycach, stawiło się jak jeden mąż (i jedna żona) gotowych na magiczną noc andrzejkową. DJ Bogdan przygotował playlistę marzeń: hity lat 80., 90., trochę współczesnych smaczków z polskiej sceny muzycznej – tak, żeby każdy znalazł coś dla siebie i mógł poczuć się młodo albo przynajmniej młodziej.
A z kuchni… O, z kuchni dochodziła czysta poezja zapachów. Bigos, pierogi, śledzik, sałatka jarzynowa – wszystko przygotowane przez Konrada. I choć dania smakowały wybitnie, to bezapelacyjnym królem stołu okazały się… zimne nóżki z octem, czyli wygrała klasyka!
Pomiędzy jednym a drugim kęsem przelewaliśmy wosk przez klucz, analizując z przymrużeniem oka figurkę, która z tego powstawała. Była zabawa „pies czy kot”, „kawa czy herbata”, gra z tykającą bombą, a nawet wbijanie gwoździ w pieniek – pełen wachlarz atrakcji, od wyrafinowanej sztuki po czysty survival.
I właśnie gdzieś między tym wszystkim pojawił się ON. Janusz.
Nie taki zwykły, nie taki sztampowy, ale prawdziwy Janusz – w skarpetkach i sandałkach, cały… gumowy. Służył jako główny rekwizyt do kalamburów, a finalnie stał się mega gwiazdą wieczoru. Śmialiśmy się do łez, gdy przy jego użyciu trzeba było pokazać np. narodziny dzidziusia. Dawno nie było takiej zabawy. A zdjęcia nie kłamią! Dziewczyny brały Janusza w obroty również na parkiecie. I wyglądał, jakby mu się podobało.
Hitem imprezy okazał się „King Bruce Lee Karate Mistrz” Franka Kimono. Tego się nie da opisać. To trzeba było przeżyć. Kasia i Peter okazali się bezapelacyjnie najlepszą parą karate tancerzy, jakich znamy!!! Wszyscy właściwie tańczyliśmy jak zawodowcy, jakby jutra miało nie być… aż do drugiej rano, kiedy DJ Bogdan z pełną elegancją puścił „To już jest koniec” Elektrycznych Gitar, sugerując subtelnie, że naprawdę możemy już iść do domu.
I tak oto „Andrzejki 2025” w Klubie Polskim w Koszycach stały się nie tylko wydarzeniem roku, ale i… początkiem nowej tradycji. Skoro pierwsze były tak udane, to strach pomyśleć, co wymyślimy za rok.
Jedno jest pewne: Andrzej niech się nie martwi. Janusz mu niczego nie zabrał. On tylko dodał imprezie charakteru!
Magdalena Smolińska

Zdjęcia: Magdalena Smolińska
Projekt zrealizowany z finansowym wsparcie Funduszu wspierającego kulturę mniejszości narodowych











