To wydarzyło się 14 stycznia 1993 r. Podczas gwałtownego sztormu – 12 stopni w skali Beauforta – na Bałtyku, nieopodal wyspy Rugi o godz. 5.12 zatonął prom „Jan Heweliusz”. Podróżowały nim z 64 osoby.
KINO OKO
To dramatyczne zdarzenie stało się kanwą serialu, zrealizowanego na zamówienie Netfliksa, którego reżyserem jest Jan Holoubek. Pięcioodcinkowy serial nie jest dokumentem. To film fabularny, zrealizowany z dużą dawką emocji, z bardzo dobrymi, pełnymi grozy zdjęciami Bartłomieja Kaczmarka z akcji ratowniczej i zatonięcia promu. Scenariusz jest dziełem Kaspra Bajona, który zainspirował reżysera i producentkę Annę Kępińską. Ta trójka pracowała już razem przy serialu o wrocławskiej powodzi „Wielka Woda” z roku 2022. Tamten serial zdobył wiele nagród, podobnie – jak sądzę – będzie z „Heweliuszem”.
W katastrofie promu zginęło 56 osób, w tym dwudziestu członków załogi wraz z kapitanem Andrzejem Ułasiewiczem. W serialu w tę ważną rolę, choć nie pierwszoplanową, wcielił się Borys Szyc. Z katastrofy promu uratowało się tylko dziewięć osób. Rozpraw sądowych, w których analizowano przyczyny zdarzenia, odbyło się kilka, ale do dzisiaj nie wyjaśniły one wszystkich przyczyn tej tragedii. Nadal pozostało wiele pytań i niejednoznacznych opinii. Wrak promu leży na dnie Bałtyku na głębokości 26 metrów. Jeszcze żyją ludzie, którzy tę katastrofę przeżyli. O MF „Jan Heweliusz” napisano kilka książek, zrealizowano reportaże i film dokumentalny, ale po raz pierwszy echa tej tragedii pojawiają się w serialu.
„Heweliusz” jest opowieścią filmową wielowymiarową, dramatyczną i bolesną. Bo to największa katastrofa polskiej cywilnej floty. Przygotowania do produkcji serialu trwały dwa lata. Precyzyjny plan, który stworzył Jan Holoubek, stał się kluczem do sukcesu serialu. Bo niezależnie od napięć i opinii żyjących uczestników katastrofy lub ich rodzin, serial „Heweliusz” porusza problemy, które dotyczą czegoś więcej niż tylko fabularyzowanego zapisu wydarzeń. Główną osią opowieści jest tragedia promu, której z równą siłą towarzyszą opowieści o losach i dramacie rodzin nią dotkniętych.
Siłą serialu jest też pokazanie prowadzonej na morzu akcji ratunkowej. Jej filmowe ujęcia hipnotyzują. Reżyser nie epatuje efektami, ale odtwarza sceny morderczej walki człowieka z żywiołem. Ważnym elementem fabuły są losy ocalałego oficera ze statku Witolda Skirmuntta (w tej roli świetny Konrad Eleryk), który trafia na leczenie do niemieckiego szpitala. To jego postawa, jego traumy i lęki mówią najwięcej o odpowiedzialności tych, którzy się przed nią uchylają.

W fabularyzowanej opowieści są to służby specjalne, wojsko, służby ratownicze i przedstawiciele armatora. Ważna w serialu jest też rozprawa w Izbie Morskiej, podczas której fałszowano przebieg zdarzeń tych przed katastrofą i w jej trakcie. To pokazuje ówczesne mechanizmy działań, które okazały się najbardziej dotkliwe dla tych, którzy się uratowali.
Reżyser zastosował w serialu narrację retrospektywną. Przez gąszcz zdarzeń i trudnych sytuacji przeprowadza widzów przyjaciel kapitana Ułasiewicza (to jedyne prawdziwe nazwisko związane z tą katastrofą) kapitan Piotr Binter Jest on filmowym zmiennikiem Ułasiewicza. To postać fikcyjna, ale niesłychanie ważna, zagrana przekonująco przez Michała Żurawskiego. Dla kapitana Bintera fakty są najważniejsze.
Obsada aktorska w serialu „Heweliusz” jest doborowa. Żonę kapitana Ułasiewicza gra Magdalena Różczka, która z ogromnym wyczuciem wpisała się w klimat pierwszej połowy lat 90. ubiegłego wieku i w psychologiczną warstwę opowieści. Jej rozpacz porusza. Walkę o dobre imię męża prowadzi z godnością, a relacje z nastoletnią córką są wiarygodne. Przejmujące są sceny w Izbie Morskiej, kiedy to mecenas Ignacy Budzisz – w tej roli bardzo dobry Jacek Koman – podważa argumenty o rzekomej winie kapitana „Heweliusza”.
Warto także zwrócić uwagę na Justynę Wasilewską i Tomasza Schuchardta, którzy grają małżeństwo Kaczkowskich. To dobre role, prowadzone konsekwentnie i z precyzją. Reżyser zadbał też o postacie epizodyczne. Magdalena Zawadzka i Jan Englert są serialowymi rodzicami kapitana Bintera.
Dobrze ogląda się ten serial, emocji nie brakuje. Nic dziwnego, że „Heweliusz” znalazł się w wielu krajach, a prezentowany był już w siedemdziesięciu, na top liście Netfliksa.
Alina Kietrys








