U nas święta wyglądają trochę inaczej niż u innych. Zwykle w Wigilię przyjeżdżają dwie babcie — polska i słowacka. W tym roku polska babcia przyjechała wcześniej, dwa dni przed świętami. Słowacka babcia przygotowała tort dla mojej mamy, bo mama ma urodziny właśnie w Wigilię.
ROZMOWY Z NINĄ

Najpierw święto mamy
Mama skończyła w tym roku 51 lat. Ten dzień co roku wygląda podobnie. Rano wszyscy składają mamie życzenia. Słowacka babcia przynosi tort, tata daje mamie piękne róże, Alex też składa życzenia. Ja się temu wszystkiemu przyglądam i mam wrażenie, że tego dnia to mama jest najważniejsza.

Koty nie tylko przy stole
A potem, kiedy robi się ciemno, siadamy do wigilijnego stołu. Nasza Wigilia jest trochę polska, a trochę słowacka. Jest dużo ryb – bardziej po polsku. Dzielimy się opłatkiem, chociaż mama mówi, że na Słowacji nie wszyscy tak robią. U nas w rodzinie to jest ważne.
Musimy też bardzo uważać na koty. Mamy ich cztery i wszystkie uważają, że święta są także dla nich. Ryb trzeba pilnować, bo koty potrafią pojawić się na stole szybciej niż mama zdąży nas ostrzec przed tym. Mama mówi, że w Polsce istnieje takie wierzenie, że w noc wigilijną zwierzęta mogą mówić ludzkim głosem. Dlatego staramy się ich za bardzo nie denerwować – bo jeszcze by się obraziły i mogłyby nam powiedzieć o nas więcej, niż byśmy chcieli usłyszeć.
Choinka też wymaga specjalnej strategii. Dolne gałęzie muszą być puste, bo koty skaczą właśnie tam. Bombki, które wiszą nisko, nie mają u nas łatwego życia. Niektóre znikają szybciej niż zdążymy się nimi nacieszyć.

Czas bombek, światełek i stukania
W domu zawsze są nowe ozdoby, ale są też i takie bardzo stare, które są z nami od wielu lat. Najważniejsze są ogromne bombki, które mama wiesza na ścianie. Kiedy je widzę, zawsze w nie stukam. Lubię ten dźwięk. I wtedy wiem, że to już ten czas — czas bombek, światełek i stukania.
Prezenty nie są dla mnie najważniejsze. Dostałam świecące zabawki, które wydają dźwięki, i książki – takie grube, kartonowe, które mogę oglądać i dotykać. Podoba mi się choinka, bo są na niej światełka. Ale światełka mamy w domu przez cały rok, więc święta dla mnie nie bardzo się różnią od innych dni. Jest po prostu więcej ludzi i mama ma urodziny.

Czas czekania
Najtrudniejsze w tym czasie jest to, że ośrodek, do którego chodzę na co dzień, jest zamknięty. Wszyscy jesteśmy w domu. Na dwór wychodzi się rzadko, bo jest zimno, a ja nie lubię podróżować. To raczej czas czekania niż świętowania.
W pierwsze święto słowacka babcia zaprosiła całą rodzinę na świąteczny obiad. Była kaczka i duży stół. Nie bardzo to lubię, bo jest głośno i długo, ale to jedyny taki dzień w roku. Kiedyś bywałam u babci częściej, teraz jest to dla mnie trudniejsze.
Krok w nowy rok
Sylwestra spędziliśmy z polską babcią w domu. Alex pojechał do słowackiej babci – to ich tradycja, robią razem sushi i witają nowy rok. Ja zostałam w domu. Lubię być tam, gdzie wszystko znam. Po sylwestrze polska babcia wróciła do swojego domu. Moi rodzice po raz pierwszy od bardzo dawna pojechali na jedną noc odpocząć. Zostałam z moją opiekunką z ośrodka. Spała ze mną w domu. To był pierwszy raz od dawna, kiedy nie spałam z rodzicami. Było trochę stresu, ale wszystko się udało.
A potem naprawdę zaczął się nowy rok. Znów chodzę do ośrodka. Wszystko wróciło na swoje miejsce. Odetchnęliśmy z ulgą – i ja, i rodzice. Rok jest nowy, ale świat ten sam.
Nina

Zdjęcia: Ewa Sipos





