Ja i AI

Ostatnio jest trochę jaśniej. Nie tak, żeby od razu robiło się wiosennie i żeby ptaki zaczęły śpiewać, ale na tyle, że kiedy wracamy z mamą samochodem do domu, nie jest już całkiem ciemno. A to naprawdę robi różnicę.

 ROZMOWY Z NINĄ 

Świecące guziczki

Bo kiedy jest ciemno i świeci radio, wszystkie guziki w samochodzie nagle zaczynają mieć osobowość — mrugają, przyciągają wzrok i wyglądają tak, jakby bardzo chciały, żeby je naciskać. Teraz, kiedy światło jeszcze trochę trzyma się dnia, guziki są grzeczniejsze. Albo to ja jestem grzeczniejsza? W każdym razie w głowie robi się spokojniej, a podróż mija ciszej i bez koncertu na desce rozdzielczej.

 

Polka z obrazka

W ostatnim czasie mama ma też nową zabawę, pokazując mi różne wersje mnie. Używa do tego sztucznej inteligencji, ale nie robi mi żadnych sesji zdjęciowych. Wystarczają jej moje zwykłe, naturalne zdjęcia z życia, bez pozowania. Resztę robi już aplikacja, który przerabia mnie na różne postacie, a mama tylko podsuwa mi gotowe obrazki.

Najbardziej lubię te, na których jestem w polskim stroju ludowym — mam wianek, wstążki i wyglądam jak prawdziwa Polka z obrazka. Czasem jednak bywam też leśną wróżką albo dziewczyną ze świata wikingów. Mama wysyła te obrazki ludziom, a oni potem piszą, że jestem piękna i wysyłają serduszka – dla kobiety nigdy przecież nie ma za dużo komplementów, nawet jeśli nie do końca rozumie, jak działa Internet.

Leki

Są jednak też sprawy bardziej przyziemne, takie, które nie zmieniają się od światła ani od obrazków. Na przykład lekarstwa. Niektórych z tych, które ja muszę zażywać, nie da się kupić na Słowacji, więc najpierw trzeba zdobyć papierową receptę — prawdziwą, do ręki — a potem pojechać do Czech, do Brna. Tam leki są, ale za to płaci się za nie sto procent. To nie są tysiące euro, raczej setki. Niby to nie aż tak strasznie dużo, ale kiedy trzeba za nie regularnie płacić, wtedy zaczyna to być uciążliwe. Mama opowiada o tym z humorem, ale ja wiem, że to jest ten humor, który trochę śmieszy, a trochę boli.

 

„Muzyczne gadu-gadu“

W ostatnim czasie była też muzyka. Mama szykuje się na premierę nowej płyty „Muzyczne gadu-gadu”, dużego wydarzenia dla Polonii na Słowacji. Będzie wielu artystów, gości, światła reflektorów i bardzo dobry dźwięk, a mama już dziś jest podekscytowana i będzie bardzo ładnie ubrana. Ja tam nie pójdę, bo za dużo ludzi jak dla mnie. I za dużo świata naraz. Ale kiedy płyta została wydana i do nas dotarła, najlepszy koncert odbył się w samochodzie — mama włączyła CD, a ja słuchałam i śpiewałam razem z nią, bo muzyka najlepiej brzmi tam, gdzie jest bezpiecznie i nie trzeba się spieszyć.

Codzienny taniec

Ostatnio było też bardzo biało — dużo śniegu, dużo lodu – więc trzeba było uważać na każdym kroku. Raz się potknęłam i przewróciłam, ale na szczęście nic się nie stało. Częściej jeżdżę teraz w wózku, bo chodniki są śliskie, nawet tam, gdzie powinny być bezpieczne. Mama pcha wózek, wózek się ślizga, mama się ślizga, ale to i tak najlepsze rozwiązanie. To jest taki codzienny taniec: ja, mama, wózek i grawitacja.

Nie wszystko jest łatwe, ale wiele rzeczy stało się spokojniejszych. Jest więcej światła w drodze do domu, są obrazki, na których mogę być kim chcę, i jest muzyka w samochodzie. A są też takie dni, które kończą się ciszej, niż się zaczęły — i to jest naprawdę dobra wiadomość.

Nina

Zdjęcia: Ewa Sipos, AI

MP 2/2026