Z wizytą wśród lalek

W samym centrum Bratysławy, przy ulicy Dunajskiej, znajduje się bardzo ważny budynek dla bardzo ważnych ludzi – dla dzieci! Zapraszamy do świata lalek i kukiełek, po którym oprowadzi nas pracująca tam nasza rodaczka Beata Westrych Zázrivcová.

 CO U NICH SŁYCHAĆ? 

Teatr Lalek przez kilka lat był w remoncie, dlatego z nieskrywanym zainteresowaniem wkraczałam do świata bajek i lalek w nowej odsłonie.

Już przy samym wejściu witają nas bajkowe postaci i barwne dekoracje. Beata Westrych Zazrivcová już na nas czeka i pokazuje, jak działają niektóre atrakcje, którymi dzieci mogą się pobawić już w szatni. Pokazuje salę, gdzie odbywają się przedstawienia, zaglądamy też do toalet, w których urządzenia sanitarne dostosowane są do małego widza. My udajemy się na piętro, gdzie mieści się pracownia naszej rodaczki.

 

W pracowni

Pracuje tu kilka osób, ale to Beata Westrych Zázrivcová zarządza tym zespołem. „Jako kierownik produkcji jestem odpowiedzialna za zorganizowanie całości spektaklu – od sceny, dekoracji, lalek po kostiumy. Mam nadzór nad każdą z tych części“ – wyjaśnia. Kiedy teatr przygotowuje nowe przedstawienie, na pierwszym spotkaniu obecni są reżyser, scenograf, dyrektor artystyczny i kierownik produkcji, czyli nasza rodaczka.

Omawiane są wtedy wszystkie ważne elementy, które złożą się na przedstawienie. „Decydujemy wówczas, z czego takie przedstawienie się będzie składać, co trzeba wyprodukować. I to spada na moje barki, a ja muszę gospodarnie zarządzać budżetem“ – mówi Beata. Dopytuję ją, jak powstają lalki czy kukiełki, a ona wyjaśnia, że projekt lalki otrzymuje od scenografa i dopiero wtedy przystępuje do działania. „To, co narysuje scenograf, my realizujemy u nas w pracowni.

Oczywiście, jest nas więcej, ale ja muszę dopilnować, żeby wszystkie elementy były zgodne z zamówieniem“ – wyjawia. Rozglądam się po pracowni, widzę maszynę do szycia, miejsce pracy w drewnie i kilka lalek, które trafiły tu do reparacji.

Lalki przed lustrem

Proces twórczy to wyzwanie. „Ile razy wracam wieczorem do domu, myślę, jak wykonać daną lalkę, jak sprawić, by jej wyraz twarzy był odpowiedni, jak to zrobić, by lalka, która nie porusza nosem, ani ustami, robiła wrażenie ruchomej“ – zdradza Beata i wyjaśnia, że tak naprawdę musi przewidzieć, jak lalka będzie się zachowywać w rękach aktora, jak się będą układały elementy jej twarzy, gdy na przykład się zaśmieje, czy jak się będzie poruszać.

Ważna jest waga lalki, by aktor miał łatwość nią poruszać. Nic dziwnego, że na jednej ze ścian pracowni znajduje się olbrzymie lustro, w którym lalki „się przeglądają“. Beata pokazuje, jak ćwiczy z lalką kroki, obserwuje, jak się zachowuje i czy będzie łatwa w obsłudze w rękach aktora. To oczywiste, że Beata także musi umieć poruszać lalkami, w przeciwnym razie nie umiałaby przewidzieć, jak się taka lalka sprawdzi na scenie.

Lalki z bliska

Wygląda to jak praca marzeń. Przynajmniej w mniemaniu dzieci, bo który mały człowiek nie marzy o tym, by poruszać lalkami? Okazuje się, że w teatrze lalek po renowacji stworzono specjalne pomieszczenia, gdzie dzieci mogą bajkowych bohaterów obejrzeć z bliska – znajdują się one na kolejnym piętrze, dokąd docieramy windą. To nowość, która powstała po remoncie budynku. „Kiedy lalki występują na scenie, dzieci nie zawsze są w stanie dostrzec różne detale, a tu mają okazję, by się im przyjrzeć, dotknąć.

Trzeba powiedzieć, że wszyscy, którzy tu docierają – czy dzieci, czy dorośli – są oczarowani!“ – podkreśla Beata, którą cieszy zainteresowanie tymi barwnymi bohaterami różnych wielkości. W jednym z pomieszczeń organizowane są przez teatr warsztaty plastyczne dla dzieci, w trakcie których pod okiem specjalistów najmłodsi mogą spróbować swoich sił w tworzeniu lalek.

Skrzat przepustką do teatru

Kiedy pytam Beatę, jak się znalazła w teatrze, z uśmiechem wspomina swoje pierwsze kroki w Bratysławie. „Przyjechałam tu w latach 80. ubiegłego wieku, z Krosna, niewielkiego miasteczka, więc Bratysława wydawała mi się duża“ – wspomina absolwentka Liceum Plastycznego im. Antoniego Kenara w Zakopanem.

„Gdybym wcześniej obcowała z teatrem, pewnie wybrałabym się na scenografię“ – zastanawia się na głos. Do Czechosłowacji przyjechała na chwilę, do pracy, jak wielu innych młodych Polaków, którzy w tamtych czasach szukali możliwości dorobienia sobie podczas wakacji. Tu poznała swojego przyszłego męża. Bratysława stała się jej nowym domem. Tu przyszła na świat córka, a kiedy po urlopie macierzyńskim szukała pracy, natknęła się na ogłoszenie Teatru Lalek. „Stanęłam do konkursu.

Moim zadaniem było wyrzeźbić głowę skrzata w formacie 3D i na podstawie tej pracy dostałam się do teatru“ – wspomina. Dodaje też, że obecnie to ona przyjmuje ludzi do pracy i zadaje im to samo zadanie, bo wie, że w ten sposób jest w stanie sprawdzić, czy dany pracownik nadaje się do pracy z lalkami.

Kuko i Puko

Lalki to niemalże całe jej życie. „Wykonuję lalki i tu, i w domu“ – zdradza Beata. Z miłością do sztuki wychowała także córkę, która też ma smykałkę artystyczną. Nie ma się co dziwić – wyrastała przecież w otoczeniu lalek, jej mama przecież nierzadko pracowała z lalkami i kukiełkami także w domu, wykonując prace na zlecenie.

Do dziś zresztą jej lalki grają w różnych teatrach po świecie, niektóre występowały w zagranicznych filmach. Czasami też dostawała zlecenia naprawy lalek, które grały w bajkach telewizyjnych. „Kiedy przyniosłam do domu najbardziej znane postaci słowackich bajek, czyli Kuka i Puka, córka miała wtedy 8 lat, w każdą niedzielę oglądała tych bohaterów w telewizji, a tu nagle były u nas w domu! To spowodowało, że każdego dnia przychodziły do nas dzieci z osiedla, by zobaczyć na własne oczy tych małych bohaterów“ – wspomina z uśmiechem.

Beata jak mało kto rozumie świat małego widza. „W Teatrze Lalek jestem jednym z najstarszych pracowników, pracuję tu prawie 40 lat, ale nie straciłam energii, bo kocham tę pracę!“ – podsumowuje.

Małgorzata Wojcieszyńska

Zdjęcia: Małgorzata Wojcieszyńska, Milan Drozd, Stano Stehlik

MP 2/2026