W związku ze świętowaniem jubileuszu 30-lecia „Monitora Polonijnego” zapytałam osoby, które przybyły na to koncert, czym jest dla nich ten miesięcznik, od kiedy go czytają, kiedy i w jaki sposób dowiedziały się o jego istnieniu, a także jak oceniają to rocznicowe wydarzenie.
ANKIETA

Piotr Samerek, charge d’affaires Ambasady RP w Bratysławie
Cieszę się, że mogłem wziąć udział w uroczystym koncercie z okazji 30-lecia „Monitora Polonijnego” i prezentacji czwartej już płyty Klubu Polskiego „Muzyczne gadu-gadu”. To było bardzo sympatyczne wydarzenie, pełne radości, zabawy, emanujące przyjaźnią, poczuciem wspólnoty i wzajemnego zrozumienia. Sam zacząłem się zastanawiać nad tym, czym jest i jaką rolę pełni ten wspaniały miesięcznik.
„Monitor Polonijny” wziąłem po raz pierwszy do rąk, kiedy w 2013 r. przyjechałem do pracy w Ambasadzie RP w Bratysławie jako zastępca ówczesnego ambasadora Tomasza Chłonia. Moją uwagę zwróciła elegancka szata graficzna, która przyciągała do lektury. Nie będę zmyślał, że każdy numer czytałem od deski do deski, ale prawie każdy starałem się wziąć do rąk i przejrzeć.
Czasami zatrzymałem się dłużej na wywiadzie z interesującym gościem, innym razem na nowościach z życia słowackiej Polonii, a kiedy indziej na sugestiach dotyczących ciekawych wycieczek po Słowacji.
Kiedy wróciłem do Bratysławy w 2024 r. „Monitor Polonijny” znowu stał się moją lekturą, tym razem już niezastąpioną. To z niego dowiaduję się o nowościach kulturalnych czy Polakach żyjących i pracujących na Słowacji.
Dzięki lekturze miesięcznika weryfikuję, czy mam pełny przegląd w relacjach polsko-słowackich, czy też coś mi umknęło. „Monitor Polonijny” to bowiem nie tylko niezastąpione źródło wiedzy o tym, co dzieje się w naszych wzajemnych stosunkach i życiu słowackiej Polonii, ale także inspiracja do nowych pomysłów oraz inicjatyw.
Wszystkim, którzy tworzyli i tworzą „Monitor Polonijny”, pragnę podziękować za ich pracę i pomysłowość, bo dzięki Wam powstaje wyjątkowe czasopismo, które jest czymś więcej niż tylko polonijnym miesięcznikiem, ale też swoistą przestrzenią, w której my – Polacy żyjący na Słowacji – jesteśmy wspólnotą.

Monika Marcinka, Bratysława
„Monitor Polonijny” jest dla mnie źródłem informacji o wydarzeniach kulturalnych, głównie dotyczących Polaków na Słowacji. Jest takim powiewem polskości za granicą. Po raz pierwszy spotkałam się z „Monitorem Polonijnym” w Instytucie Polskim, jakieś 10 lat temu, a w późniejszym czasie również w Szkole Polskiej w Bratysławie.
Ponieważ moja córka nie uczęszcza już do Szkoły Polskiej, mam mniejszy kontakt z czasopismem, a o różnych wydarzeniach kulturalnych dowiaduje się najczęściej drogą mailową, poprzez Facebook bądź od znajomych. Impreza jubileuszowa bardzo mi się podobała.
Uważam, że tego typu spotkania powinny być organizowane częściej. Jest to świetna okazja, żeby nawiązać nowe znajomości, podzielić się doświadczeniami oraz poczuć się przez chwilę jak we własnym kraju.

Henryk Feliks, Bratysława
Na Słowację przeprowadziłem się 13 grudnia 1978 r. Muszę wspomnieć, że moim towarzyszem niedoli na obczyźnie był wówczas Ryszard Zwiewka, który podobnie jak ja w tym samym czasie odwiedzał urzędy w związku z legalizacją pobytu w nieprzychylnej cudzoziemcom Czechosłowackiej Republice Socjalistycznej.
W utrzymaniu bliskiej więzi z krajem ojczystym pomagały mi częste wizyty w Polskim Ośrodku Kulturalno-Informacyjnym w Bratysławie, gdzie kupowałem polskie gazety i czasopisma. Chodziłem tam w piątki, a później zabierałem też syna, który uczył się języka polskiego i brał udział w imprezach dla dzieci polonijnych.
Właśnie tam dowiedziałem się o „Monitorze Polonijnym”, który wówczas ukazywał się w czarno-białej szacie graficznej. Od razu przypadł mi do serca, ponieważ stanowił więź między Polonią i Polską. Czytam go do dziś. Na początku każdego miesiąca z niecierpliwością zaglądam do skrzynki pocztowej, sprawdzając, czy już dotarł. Dla mnie stanowi on dużą dawkę ciekawych informacji i artykułów, dotyczących zarówno Polski, jak i Słowacji, a także wydarzeń kulturalnych.
Podziwiam to, że zawarte w nim artykuły zawsze przynoszą coś nowego i interesującego, a przy tym nigdy się nie powtarzają! Jeśli chodzi o koncert z okazji 30-lecia „Monitora”, to bardzo chętnie wziąłem w nim udział. Zaskoczyła mnie spora liczba występujących artystów i muzyków, a także bogactwo wykonanych utworów! Dziękuje wszystkim uczestnikom, których scena z trudem mogła pomieścić.
Było to wielkie muzyczne widowisko. Do domu wracałem z poczuciem uczestnictwa w wyjątkowym koncercie jubileuszowym. W imieniu swoim oraz żony Emilii chciałbym złożyć serdeczne podziękowania wieloletniej redaktor naczelnej „Monitora Polonijnego” Małgorzacie Wojcieszyńskiej oraz jej współpracownikom za wspaniały miesięcznik.

Ivan Jarina, Marianka
Bardzo lubię czytać po polsku, więc jak tylko „Monitor” pojawi się u mnie w domu, od razu po niego sięgam. Po raz pierwszy zetknąłem się z nim, gdy moje dzieci były jeszcze małe, jakieś 20 lat temu. Do domu przyniosła go wówczas moja żona Ania, która wtedy pisała do „Monitora”, a ja byłem jej pierwszym czytelnikiem i recenzentem.
Bardzo lubię czytać wywiady, a kiedyś szczególnie lubiłem rubrykę „Rozsiani po świecie”. Czasami zaglądam też do działu kulinarnego, gdyż to ja głównie gotuję w domu. A jak oceniam jubileusz? Jestem pod wrażeniem, ile osób zostało zaproszonych i jak to wszystko zostało zorganizowane. To jest niesamowite. Gratulacje!

Hubert Matwij, Bratysława
Mój kolega, z którym studiowałem w Bratysławie, pracował po studiach przez rok w Instytucie Polskim. To właśnie tam po raz pierwszy spotkałem się z „Monitorem Polonijnym”. Przyszedłem odwiedzić znajomego, a na jego biurku leżały egzemplarze pisma słowackiej Polonii. I tak dowiedziałem się, że ono istnieje. Co miesiąc otrzymuję je pocztą i zawsze przeglądam.
Zaczynam od końca, od przepisów. Staram się gotować różne ciekawe potrawy, a zamieszczane tam recepty są zwykle bardzo interesujące. Jeśli chodzi o imprezę jubileuszową, to podobało mi się to, jak została zorganizowana. Utwory były bardzo dobre zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym.
MZO





