Miłość nie potrzebuje świeczek

I w końcu doczekałam się dłuższych dni. Naprawdę! Wiosna już pachnie. Jeszcze nieśmiało, jeszcze trochę zza rogu, ale pachnie. W naszym ogrodzie kwitną już przebiśniegi – tacy mali, biali bohaterowie. A spod ziemi wychylają się zielone listki tulipanów. Sprawdzają, czy świat jest gotowy. Wiecie, kto czeka, ten się doczeka. A ja jestem specjalistką od czekania.

 ROZMOWY Z NINĄ 

 

Walentynki

Luty był ciekawy. Były walentynki, ale u nas w tym roku bez wielkiej pompy. Rodzice nigdzie nie byli, nikt mnie nie pilnował, nie było uroczystej kolacji w restauracji. Ale wiecie co? Pozwoliłam im obejrzeć kilka odcinków ich ulubionego serialu. To był mój prezent walentynkowy dla nich. Bo u nas miłość nie potrzebuje świeczek. Ona po prostu jest.

 

Urodziny babci Marieny

A potem przyszły urodziny mojej słowackiej babci. Babcia Mariena urodziła się 28 lutego. Tak samo jak mój polski dziadek, którego już niestety z nami nie ma. Wyobrażacie sobie, że gdyby luty w roku ich narodzin miał akurat 29 dni, mogliby obchodzić urodziny tylko co cztery lata? Na szczęście tak się nie stało, co gwarantuje coroczne świętowanie!

W tym roku babcia Mariena skończyła 80 lat. Podobno to dużo. Ona czasem mówi, że trochę jej żal młodości, ale ja widzę coś innego. Im jest starsza, tym bardziej młodnieje. Jest coraz bardziej uśmiechnięta, a jej oczy są ciągle żywe. Jej impreza urodzinowa odbyła się w domu cioci.

To oznaczało, że mogłam tam być też ja, bo przecież w restauracji nie dałabym rady. Tak więc w tym roku byłam i patrzyłam. Oczywiście tortu nie jem, ale to nie szkodzi. Widziałam oczy babci, które się śmiały, i to było najlepsze.

 

Żyły jak mapa

A skoro już jesteśmy przy lutym… Po ponad trzech miesiącach musiałam znowu iść do szpitala na pobranie krwi, żeby skontrolować swoją wątrobę. Było znowu nowocześnie. Pielęgniarki – tak jak ubiegłym razem – użyły specjalnej świecącej lampki, pod którą było widać moje żyły jak mapę. Oczywiście przy mnie nie wystarczy jedna pielęgniarka. To jest wydarzenie zespołowe. Jedna świeciła, druga oglądała, trzecia pobierała krew.

Tata mnie trzymał, mama śpiewała. A ja siedziałam jak królowa. I wyobraźcie sobie – udało się za pierwszym razem! Pielęgniarka trochę zamarła, kiedy krew od razu nie poleciała, ale tata spokojnie powiedział, że trzeba lekko poruszyć igłą, trochę pociągnąć… No i poleciała. Myślę, że tata mógłby zostać asystentem medycznym. Nawet jej to zaproponował!

Tata to superfacet. A w marcu też będzie miał urodziny. Podobno się starzeje, ale jakoś tego nie widać. W ogóle mam wrażenie, że wszyscy chcą dziś zostać wiecznie młodzi. A ja? Ja mam eliksir młodości. Mnie te sprawy nie dotyczą. Chociaż… moje życie trochę kręci się wokół lekarstw.

 

Trzymajcie kciuki

Ostatnio zrobiło się nieprzyjemnie, bo zaczęło brakować jednego z moich najważniejszych leków. Tego najdroższego. Dwa inne już i tak nie są dostępne na Słowacji i mama z tatą jeżdżą po nie do Czech albo do Austrii i płacą z własnej kieszeni. A ceny rosną. Ale ten trzeci… na niego już naprawdę nie mogliby sobie pozwolić. Mama bardzo się przestraszyła. Ja to czuję. Więc trzymajcie kciuki, żeby wszystko się ułożyło.

 

Pozwolić sobie pomóc

Bo oprócz lekarstw są też igły. I rany. Ostatnio w mojej ukochanej wannie dostałam ataku. Nie był groźny, ale wystarczyło kilka sekund. Dotknęłam ręką gorącego kurka i bardzo się oparzyłam. Mama prawie dostała zawału. Nie wiedziała, czy ratować mnie, czy moją rękę. Ręka została przez chwilę przyklejona do metalu, no i mam ranę po oparzeniu.

Ale wiecie co? Mama mówi, że jestem bardzo mądra. Kiedyś nie pozwoliłabym sobie nic na nią przyłożyć. Żadnej maści, żadnego plastra. Teraz trzymam rękę spokojnie i czekam, aż mama pomoże. Bo już wiem, że kiedy ktoś pomaga, boli mniej. Podobno to jest mądrość życiowa. Pozwolić sobie pomóc i dać opatrzyć ranę. A nie walczyć ze wszystkim samotnie. Nie wszyscy to potrafią, ale ja już się tego nauczyłam. Więc nie powiem: „Byle do wiosny!”, bo wiosna już tu jest. Miejcie oczy otwarte, uszy oraz nos też, żeby niczego nie przegapić.

Wasza Nina

Zdjęcia: Ewa Sipos

MP 3/2026