O macie z kolcami

Mam wrażenie, że w naszej rodzinie prawie w każdym miesiącu ktoś ma urodziny. Tym razem świętował mój tata, a już niedługo osiemnaste urodziny będzie miał mój brat Alex. Czyli oficjalnie stanie się dorosły. Chociaż ja czasem mam wrażenie, że dorosłość to trochę dziwna sprawa, bo im dłużej obserwuję dorosłych, tym mniej jestem pewna, czy oni naprawdę wiedzą, co robią

 ROZMOWY Z NINĄ 

Na przykład mój tata nie chciał w tym roku żadnej wielkiej imprezy. Wystarczyło mu, żebyśmy byli razem: mama, ja, Alex, on i jego mama, czyli babcia Mariena. Zamiast tortu zamówił swoją ulubioną struclę z migdałami i wiśniami. Babcia Mariena oczywiście przygotowała ją najlepiej na świecie.

Nie rozumiem dorosłych

Najciekawszy był jednak prezent. Mama długo się zastanawiała, co kupić tacie, bo on właściwie wszystko już ma. Nawet poradziła się swojego znajomego – Chata GPT. Problem polegał na tym, że wszystkie rzeczy, które Chat proponował… tata już posiadał. Oprócz jednej. Była to mata akupresurowa. Jeśli ktoś nie wie, co to jest, to informuję, że to mata pełna małych kolców. Ludzie kładą się na niej, żeby się zrelaksować. Ja naprawdę nie rozumiem dorosłych. Najpierw całe życie unikają bólu, a potem specjalnie kupują matę z kolcami… żeby odpocząć.

 

Jęki na macie

Najśmieszniejsze było to, że prawie wszyscy członkowie rodziny postanowili wypróbować tę matę. Tata położył się na niej i trochę jęczał, ale podobno tak właśnie ma być. Następnego dnia powiedział, że leżał już trzy minuty i było to bardzo relaksujące. Ja spróbowałam tylko stanąć na niej gołymi stopami i natychmiast uciekłam. Uważam, że trzy sekundy to zupełnie wystarczający czas relaksu na macie z kolcami.

 

Gilgotki

Muszę jednak przyznać, że trochę mnie fascynuje ta sprawa z bólem i relaksem. Bo coś podobnego zdarza się też w moim ciele. Niektóre moje ataki epilepsji wcale nie są bolesne. Czasami czuję wtedy takie lekkie gilgotki w całym ciele i zaczynam się śmiać. Ludzie, którzy tego nie znają, myślą, że mam po prostu bardzo dobry humor. Ale mama i tata poznają to po moich oczach i wiedzą, że to właśnie atak. Mój mózg po prostu wysyła takie sygnały do ciała.

 

Dmuchana piłka

Oczywiście nie wszystkie dni są takie lekkie. Niedawno miałam też dwa trudniejsze,  z mocniejszymi atakami. Raz stałam na środku pokoju i nagle poleciałam do tyłu. Tata był obok, ale akurat spojrzał w inną stronę. Na szczęście za mną była duża dmuchana piłka. To ona mnie zatrzymała. Czasem naprawdę można mieć szczęście w bardzo dziwnych momentach.

Screenshot

Wielkanoc

Ale nie mogę też zapomnieć o świętach Wielkanocy. Mama mówi, że Wielkanoc jest dlatego, że tej nocy wydarzyło się coś naprawdę wielkiego. Światło zwyciężyło nad ciemnością. Mama mówi, że wtedy stał się cud, bo Bóg po trzech dniach zmartwychwstał. Ja tego wszystkiego jeszcze do końca nie rozumiem, ale bardzo się cieszę, że tak się stało.

W tym roku mama chciała, żebym też pomagała w przygotowaniach do świąt. Na stole pojawiły się ugotowane jajka – oczywiście w skorupkach – i dużo kolorowych farbek. Mama maczała moje palce w farbie, a ja robiłam na skorupkach swoje pieczątki. Wyglądało to naprawdę pięknie. Następnego dnia zobaczyłam jednak coś bardzo dziwnego. Moja rodzina zaczęła… obierać te jajka i je jeść. Trochę mnie to zaskoczyło. W końcu tyle pracy włożyłam w ich ozdabianie.

Ale czego się nie robi dla rodziny. Czyli kolejne święta już za nami.

 

Na materacu bez kolców

A ja bardzo lubię leżeć w naszym ogrodzie. Kiedy robi się ciepło, tata przynosi mi materac i kładzie go na trawie, żebym nie zmarzła. Więc właściwie nie leżę bezpośrednio na trawie, ale mogę rękami głaskać zielone źdźbła i słuchać ptaków. I wtedy myślę sobie, że świat potrafi być naprawdę piękny. Bo czasem do szczęścia wystarczy trochę słońca, śpiew ptaków i ktoś, kto przyniesie ci materac, żebyś mogła spokojnie leżeć na trawie.

A wy jak spędzacie swoje dni? Z czego najbardziej cieszycie się tej wiosny?

Wasza Nina

Zdjęcia: Ewa Sipos

MP 4/2026