No i stało się! Ot, co! Największa Polsko-Słowacka Orkiestra Świata po raz kolejny zwarła swoje szyki pod batutą Stana Stehlika i pokazała, na co ją stać! Wydawać by się mogło, że formuła tego projektu może szybko się wyczerpać, ale nic bardziej mylnego, bo rozśpiewana słowacka Polonia rośnie w siłę i ma się dobrze. Muzyczne gadu-gadu jest już na świecie!
CZUŁYM UCHEM
Nową płytę charakteryzuje rozmach. Zaproszono wielu wybitnych gości, przez co ciężar odpowiedzialności za zawartość instrumentalną w znaczącym stopniu spadł na ich barki. Dość powiedzieć, że zespół JaBlCo w pełnym składzie: Stano Stehlik, Ján Morávek, Miroslav Kyselica, Tomáš Letenay i Viktor Vlásak, pojawia się, o ile dobrze liczę, tylko w czterech piosenkach.
Album rozpoczyna się od funkującego utworu Muza czyha wszędzie. To wyraźne nawiązanie do Gdy sukces zagości alias Funky Monkey z pierwszej polonijnej płyty. Przecież to ten sam bezbłędny skład wzmocniony tutaj o Csabę Csendesa na instrumentach perkusyjnych. Utwór zdobi obłędny refren, który raz chwyciwszy za gardło, już nie puszcza. No i Juraj Griglák na basie, który na tej płycie nie poskąpił nam swych dźwięków i słychać go bardzo często.
Romantyczna bossa nova Przytul mnie to uroczy duet na dwa aksamitne głosy, zaśpiewany z dużym feelingiem przez Ewę Sipos oraz Denisa Lachę, którym wtórują na saksofonie Adrian Harvan i gitarze Stanislav Počaji. W tym utworze pojawia się po raz pierwszy Laugaricio Quartet w składzie: Sandra Haniszewska-Kubasik, Marek Berky, Radovan Blahunka i Robert Kováč.
Jednym z moich ulubionych momentów na płycie jest utwór Tatry są w nas. To idealnie dobrany duet. Wspaniała Natalia Konicz-Hamada oraz Viktor Vlásak, którzy są także autorami tekstu tej piosenki, na falach jazzującej bossa novy snują opowieść o relacji między dwoma narodami. Brzmi surrealistycznie, ale sprawdza się świetnie. Poza tym uwielbiam słuchać, jak Viktor scatuje, tym bardziej, że na pianinie Fendera akompaniuje mu wybitny Gabriel Jonáš.
Jedyna i niepowtarzalna Ewa Sipos oraz człowiek od muzycznych zadań specjalnych Tomasz Olszewski swingują w Zagadce 13. piętra niczym wytrawni jazzmani, do tego na okrasę basowe solo Juraja Grigláka i saksofon Mariana Jaslovskiego – czego można chcieć więcej! Perełka!
Z kolei Bluesowy manifest, to powrót do korzeni Orkiestry, czyli JaBLCo w pełnym składzie i pierwsza dama słowackiej sceny bluesowej Silvia Josifoska ze swoim charakterystycznym brzmieniem i godną pozazdroszczenia bigbitową frazą. Oprócz niej stary znajomy Christian Deeters na harmonijce, dynamiczne, rasowe solo Emila Szajewskiego na gitarze i Csaba Csendes na perkusjach, spinający to wszystko w całość. Autorem słowackiej części tekstu jest Juraj Mravec. Sam też dorzuciłem kilka dźwięków od siebie. Swoje trzy grosze wtrąciłem też do Leśnej bajki, uroczej kompozycji, w której partnerowałem Natalii Konicz-Hamadzie.
Kolejny cukierek w bombonierce to humorystyczny, wodewilowy Sen kapitana, opowiedziany przez Ewę Sipos i Jána Morávka. Gdy Janko pięknie śpiewa, na pianinie zastępuje go Gabriel Jonáš. Trzej muszkieterowie, jak przystało na bohaterski rapsod, pompowany jest uroczystym akompaniamentem kwartetu smyczkowego i odśpiewany przez mistrzów fechtunku: Antka Michnę oraz Daniela i Janka Hamadów.
Szczególnie ciepły mam stosunek do Sobie śpiewam, duetu mamy i córki, czyli Natalii Konicz-Hamady i Manii Hamady. Rodzinnie jest też w rozmarzonej piosence Marzeń kiść, ponieważ po raz kolejny miałem okazję zaśpiewać ze swoją małżonką Andreą.

Za to Gra to prawdziwy sztos i coś, czego jeszcze nie było. Ewa Sipos w refrenach, Mania Hamada i Helenka Guttman w chórkach, ale prawdziwym gwiazdorem jest tu Ján Kyselica, który detonuje ten utwór swoim rapem. Podobno to jego debiut! Trudno w to uwierzyć! Charakter piosenki podkreśla wyśmienicie Marián Jaslovský na swoim syntezatorze Akai EWI.
Aż się łezka w oku kręci, gdy o Dziecięcych latach nam śpiewają Magdalena Michna oraz Ewa Sipos. Tak właśnie było, pamiętam doskonale! Album kończą trzy utwory, które swoimi tytułami nawiązują do powszechnie znanych piosenek, ale z nowymi, autorskimi tekstami i melodiami.
Panie Janie otwiera Zenon Kuraś dźwiękiem fujary, której brzmienie pojawiło się już na pierwszym albumie Orkiestry, następnie utwór zmienia się w klasyczny, pięknie zaśpiewany przez Ewę Sipos, Natalię Konicz-Hamadę i Slávkę Horváthovą kanon.
Kolejną wariacją są Jadą wozy kolorowe w wykonaniu Piotra i Magdaleny Michnów. Optymistyczny bujający kawałek i świetny saksofon Mariána Jaslovskiego.
Dziwny ten świat wieńczy album i robi to po królewsku. JaBlCo w pełnym składzie, Laugaricio Quartet, mnie przypadło zaszczytne zadanie zaśpiewania prowadzącej partii wokalnej, a towarzyszył mi chór kontestatorów, czyli Ewa, Natalia, Magda i Piotr. Ciężar gatunkowy tego protest songu porusza do głębi. Nie wiem, czy to za sprawą tekstu, melodii, partii smyczków, jęczącej w tle gitary, tykającej perkusji czy otaczającej nas rzeczywistości, ta niosąca nadzieję piosenka brzmi tak przejmująco smutno.
Styl Stana Stehlika jest nam wszystkim już dobrze znany i wiemy czego się spodziewać. Mimo to zostałem zaskoczony po raz kolejny. Słychać, że te klocki do siebie pasują, że ludzie tworzący płytę są świadomi swojej pracy. Stenia Gajdošová stworzyła w charakterystycznym dla całego projektu stylu pastelową oprawę graficzną. Teksty Małgorzaty Wojcieszyńskiej i Anny Porady są dojrzalsze, bardziej poetyckie, aranżacje Jána Morávka trafione w punkt, aranżacje smyczków Adriana Harvana porywają obrazowością, a produkcja Juraja Lehuty mimo skromnych warunków stoi na wysokim, profesjonalnym poziomie.
Jakość kompozycji, dobór gości i umiejętne „dysponowanie” nimi w ramach utworów sprawiły, że tym albumem Orkiestra wkroczyła na zupełnie nowy poziom.
Łukasz Cupał





