Wystawa „G. Petras” w Wieży Miejskiej w Trenczynie

Całokształt twórczości i przegląd wybranych dzieł Gabriela Petráša, które niedawno prezentowano w Instytucie Polskim w Bratysławie, obecnie obejrzeć można w centrum Trenczyna, miasta, w którym artysta mieszka i tworzy, a od wielu lat jest aktywnym członkiem Klubu Polskiego.

Jubileuszową wystawę autora planowano na rok ubiegły, ale z powodu rekonstrukcji centrum, związaną z przyznanym miastu tytułu „Europejska Stolica Kultury”, przesunięto uroczyste otwarcie na 30 kwietnia br.

Początki pracy twórczej Gabriela sięgają do jego dzieciństwa i wakacji w Polsce, spędzanych z dziadkiem, malarzem amatorem, który odkrył u wnuka talent artystyczny i był jego pierwszym nauczycielem malarstwa w plenerze. O kolejnych etapach życia i twórczości artysty opowiadał na wernisażu znany artysta plastyk z Poważa i długoletni przyjaciel autora, Jozef Vydrnák, kustosz wystawy.

Wernisaż, na wstępie którego zaśpiewała uczennica Artystycznej Szkoły Podstawowej w Trenczynie, a potem przepięknie zarecytowała poezję nasza przyjaciółka z klubu – Janka Poláková, przyciągnął licznych gości z grona znajomych, rodziny i sympatyków twórczości Gabriela Petráša.

W ciekawym otoczeniu wnętrz starej kamiennej wieży, idąc po schodach w górę można podziwiać ekspozycję tematycznie różnorodnych prac autora, szczególnie znane kręgi z recyklowanego materiału, na których przedstawia motywy świeckie i sakralne.

Moją uwagę najbardziej przyciągnął akrylowy obraz, zatytułowany „Anioł z Trenczyńskich Biskupic”,  zawieszony nad starymi, malowanymi krzesłami i uzupełniony krótkim opowiadaniem autora. Tak więc możemy być świadkami nie tylko rekapitulacji życiowego dzieła artysty, ale również jego literackiego debiutu.

Po obejrzeniu wystawy można się udać na taras widokowy, z którego podziwiać można piękny rynek miasta i dominujący zamek.

Gabrielowi gratulujemy udanego wernisażu, życząc mu jeszcze długich lat życia, owocnej twórczości i kolejnych, ciekawych wystaw tak w kraju, jak i za granicą.

Renata Straková

Zdjęcia: Renata Straková

MP 6/2026

 

Opowiadanie o namalowanym obrazie „Anioł z Trenczyńskich Biskupic”, które Gabriel Petráš napisał na wernisaż wystawy w Trenczynie

Anioł z Trenczyńskich Biskupic

Opowiadanie o malowanym obrazie

Autor obrazu i opowiadania: Gabriel Petráš
Na wernisażi obrazów 30 kwietnia 2024 roku w Trenczynie

Prolog: Każdy z nas ma swojego anioła stróża, a może nawet dwóch. Kościół św. Kosmy i Damiana w Trenczyńskich Biskupicach również ma swoich aniołów stróżów. Stoją i strzegą ołtarza z majestatycznie uniesionymi skrzydłami.

W Trenczynie, w Trenczyńskich Biskupicach, nad rzeką Wag, żył rybak, który codziennie skarżył się Bogu na trudne życie. Prosił Go o pomoc. Zobaczył łabędzie przelatujące nisko nad głową i głośno westchnął: „Gdybym tylko miał skrzydła”. Wtedy pomyślał: „Będę łapał łabędzie, będę zbierał z nich pióra”.

Ponieważ był rybakiem, znalazł w domu wszystkie sieci, jakie miał, i zaczął je wieszać na najbliższym wysokim drzewie. Miał małą drabinkę, na której mógł niżej wieszać sieci. Ale kiedy zaczął wieszać sieci wyżej, spadł z drabiny. Kiedy upadł, wszystkie drzazgi z podwórza wbiły się w niego i był cały potłuczony. „Boże, przynajmniej w tym możesz mi pomóc” – błagał i jęczał: „Jak mam zawiesić sieci na tym wysokim drzewie?”.

Więc Pan Bóg, ponieważ tak bardzo  prosił, wysłał anioła, aby pomógł rybakowi. Rybak przygotowywał i rozplątywał sieci leżące na ziemi, a anioł bardzo ostrożnie i dokładnie powiesił je na drzewie. Po pracy siadali na krzesłach pod drzewem, a rybak marzył o skrzydłach, które zrobi z piór złowionych łabędzi. W ciągu kilku dni całe drzewo było pokryte sieciami. Rybak czekał, aż łabędzie przylecą. Kiedy łabędzie leciały nad rzeką Wag, zręcznie przelatywały nad drzewem. Ale żaden łabędź nie został złapany w sieci. W sieciach nie pozostało ani jedno pióro.

Pewnego dnia wędrowiec obserwował rybaka i anioła. Sprzedawał guziki – zielone, brązowe, czerwone. Nie był to jednak zwykły wędrowiec, a mały diabełek w przebraniu. Kiedy rybak i anioł nie siedzieli na swoich krzesłach, podkradał się do krzesła rybaka i położył na nim czerwone guziki. Dwa czy cztery? Guziki od razu spodobały się siedzeniu krzesła tak, że ​​wyglądało to, jakby dawno temu przyszył je tapicer.

Rybak, siadając na krześle naprzeciwko anioła, wpadł na diabelski pomysł.

„Aniołku, skoro nie złowiliśmy żadnych łabędzi, pożycz mi  twoje skrzydła”.

Po długich namowach anioł zgodził się , bo  już dawno temu spodobał mu się rybak. „Pożyczę ci je dzisiaj, polataj tochę, ale musisz mi je oddać przed zachodem słońca, bo inaczej zamienię się w kamień”. „Oczywiście, obiecuję ci to!” – wykrzyknął z entuzjazmem.

Rybak pożyczył sobie skrzydła anioła. Najpierw okrążył drzewo z sieciami, w które nie złapał się żaden łabędź. Potem przeleciał nad Trenczynem i zamkiem w Trenczynie. „Wspaniale, co za latanie, co za widowisko!” – krzyknął z entuzjazmem rybak. Rozejrzał się po całej okolicy. Zatoczył małe kółko nad rzeką Wag, duże nad wzgórzami wokół Trenczyna. „Niesamowite!” – już  sobie podśpiewywał.

Słońce powoli zaczynało zachodzić, a on podekscytowany wrócił do drzewa z siatką i chciał wylądować. Wtedy diabeł szepnął mu do ucha: „Jeszcze nie widziałeś Bratysławy, Tatr, Preszowa”. Rybak otrząsnął się, zapomniał o obietnicy złożonej aniołowi, jego oczy rozbłysły niesłychanym ogniem i krzyknął: „Lecę dalej! Cały świat należy do mnie, nie wrócę, dopóki nie zobaczę wszystkiego!”. Zapomniał o obietnicy, zapomniał o przyjacielu i z energicznym trzepotem skrzydeł skierował się w stronę szarego horyzontu.

Anioł wołał go, ale tracił głos. Ponieważ nie miał skrzydeł, przebiegł wszystkie ulice i zaułki, ale nie mógł znaleźć rybaka. Robiło się szaro. Wspiął się na dach kościoła w Biskupicach, aby złapać ostatnie promienie słońca. Spojrzał w dal, na ciemne niebo z pierwszymi gwiazdami. Z ostatnimi słowami: „Wracaj, wracaj”, powoli, powoli zamieniał się w kamień, w beton na dachu kościoła. Aniołowie Stróże od ołtarza wylecieli z kościoła, ale nie byli już w stanie pomóc swojemu bezskrzydłemu przyjacielowi.

Rybak nie wrócił.

Rano mieszkańcy  Trenczyńskich Biskupic znalazli na dachu kościoła betonową figurę. Figurę anioła bez skrzydeł. Tylko wiatr, pieszcząc ją, szepcze: „Oddaj mi pożyczone skrzydła, proszę”.

Nawet dziś zdarzają się ludzie, którzy coś  pożyczyli i zapominają to zwrócić, bo siedzieli na czerwonym guziku. Zapominają też podziękować. A kiedy patrzą na kamienną figurę anioła, najchętniej by ją zburzyli, bo przypomina im trzy słowa: „Oddaj mi, proszę, dziękuję”.

Epilog: „Jaki niestosowny dodatek do tego starego kościoła w Trenczyńskich Biskupicach!” – krzyczą wszyscy, tylko jeden młody mężczyzna zauważa: „Dawno temu Francuzi nie chcieli  Wieży Eiffla w Paryżu, a jak się dziś nią chwalą.”

Ilu aniołów jest w twoim kościele? Porozmawiaj z nimi.