Od juniora do seniora, czyli cudowne dzieci sportu

 ROZMOWY NA TEMAT SPORTOWY 

Ile godzin dziennie trzeba ćwiczyć, by grać jak Iga Świątek?  To pytanie zadaje sobie wiele dzieci. Droga na szczyt rzadko jednak usłana jest różami. O tytanicznej pracy od najmłodszych lat, dramatycznych momentach przejścia do dorosłego sportu oraz o nowej generacji polskich talentów dyskutują mama Ania oraz jej 13-letni syn Benio.

Benio: Mamo, dziś po treningu tenisa zacząłem się zastanawiać… Czy nasi najlepsi sportowcy, jak Kamil Stoch albo Iga Świątek, będąc w moim wieku, musieli się ścigać z nauką i treningami? Byli w ogóle dobrzy jako dzieci?

Ania: Mało powiedziane „dobrzy”. Większość z nich to były prawdziwe cudowne dzieci!  Kamil Stoch, kiedy miał 12 lat, skoczył na Wielkiej Krokwi w Zakopanem jako przedskoczek. I wiesz co zrobił? Huknął 128 m! Całe środowisko narciarskie złapało się za głowy. Od tamtego momentu wszyscy powtarzali, że to następca Małysza.

B: O matko, 128 m w moim wieku?! Przecież to gigantyczna presja… A Iga Świątek?

A: Iga jako dziecko seryjnie wygrywała turnieje ogólnopolskie i europejskie dla dzieci do lat 14. Swoją karierę juniorską zamknęła zresztą spektakularnie, wygrywając juniorski Wimbledon oraz zdobywając złoto na Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskich. Ale za tym stała katorżnicza praca. W Twoim wieku Iga spędzała na korcie i treningu ogólnorozwojowym od 3 do 4 godzin dziennie. A to i tak nic w porównaniu z naszą mistrzynią pływania, Otylią Jędrzejczak.

B: Trenowała jeszcze więcej?

A: Otylia jako 12-latka miała pobudkę o 5.00 rano. Od 6.00 do 8.00 pierwszy trening w lodowatej wodzie, potem była szkoła, a po lekcjach kolejne 3 godziny na basenie i sali gimnastycznej. Wychodziło blisko 30 godzin twardego treningu w tygodniu!

B: Niewiarygodne. A w sportach zimowych też tak ostro trenowali? Słyszałem, że Justyna Kowalczyk to była tytanka pracy. Jak to wyglądało, gdy była dzieckiem?

A: Justyna to idealny przykład, że sukces rodzi się w bólach. Dorastała w Kasinie Wielkiej i choć na biegówki trafiła dopiero jako 10-latka, od razu zaszokowała trenerów. Miała taką rzadką, nieludzką wręcz wydolność organizmu – lekarze mierzyli u niej kosmiczne parametry płuc i serca. Ale sam talent by nie wystarczył. Jako nastolatka trenowała od 3 do 5 godzin dziennie. Najgorsze były sezony bezśnieżne. Kiedy inne dzieciaki szły nad wodę, młoda Justyna w pełnym słońcu biegała kilometrami po górach albo wiele godzin spędzała na nartorolkach, ciągnąc za sobą opony dla oporu. Zimą z kolei potrafiła spędzić na śniegu do 5 godzin dziennie!

B: Kosmos… Przecież to jak praca na pełen etat dla dziecka! A co się dzieje, kiedy taki nastolatek nagle wyrasta z wieku juniora i musi rywalizować z dorosłymi? To chyba trudny moment?

A: Najtrudniejszy. Wielu genialnych juniorów wtedy przepada, bo zderzają się ze ścianą. U Kamila Stocha ten moment trwał kilka lat. Musiał nabrać masy mięśniowej, zmienić technikę, a przede wszystkim poradzić sobie psychicznie z łatką cudownego dziecka. W Pucharze Świata seniorów często nie wchodził nawet do drugiej serii. Pierwsze dorosłe zawody wygrał dopiero w wieku 24 lat!

B: A Justyna Kowalczyk też miała pod górkę na starcie?

A: I to jak! Jej moment przejścia od juniorów do seniorów był pełen dramatyzmu. Miała 22 lata, stawiała pierwsze poważne kroki wśród dorosłych i nagle dostała dyskwalifikację za nieświadome przyjęcie leku na zapalenie ścięgna Achillesa. Taki cios potrafi złamać młodego sportowca i zakończyć karierę. Ale Justyna i jej trener Aleksander Wierietielny się nie poddali. Wykorzystali ten czas na jeszcze cięższy, wręcz morderczy trening w górach. Justyna wróciła po karze z taką furią i motywacją, że w 2006 r. na igrzyskach w Turynie wyszarpała swój pierwszy, historyczny brązowy medal olimpijski wśród seniorek.

B: Czyli sam talent nie wystarczy, trzeba przetrwać ten kryzys. Mamo, a kierowcy wyścigowi? Taki Robert Kubica też musiał tak ciężko trenować jako dziecko?

A: Historia Roberta to czyste szaleństwo. Jako 10-latek wsiadł za kierownicę gokarta i w trzy lata zdobył… sześć tytułów mistrza Polski! W kraju nie miał już z kim się ścigać. Mając 13 lat, wyjechał z ojcem do Włoch – do jaskini lwa światowego sportu motorowego. Ścigał się tam z Lewisem Hamiltonem i Nico Rosbergiem. Choć nie miał pieniędzy i jeździł na zużytych oponach, jako pierwszy obcokrajowiec w historii został mistrzem Włoch juniorów. Sam Kubica mówił po latach, że technicznie nigdy w życiu nie jeździł tak perfekcyjnie, jak właśnie w wieku 14 lat w kartingu.

B: A czy dzisiaj w Polsce mamy takie dzieciaki, które teraz mają po kilkanaście lat i zaraz będą mistrzami świata?

A: Rośnie nam genialna generacja, o której mało się mówi w mediach, bo… to jeszcze dzieci. Słyszałeś o Michale Szubarczyku?

B: Coś mi świta. To ten od snookera?

A: Właśnie! Ma dopiero 15 lat, a jako 13-latek został mistrzem świata do lat 21, ogrywając facetów o dekadę starszych. Niedawno został mistrzem świata amatorów, a w kwalifikacjach dorosłych mistrzostw świata został najmłodszym graczem w historii, który wygrał mecz! W tenisie mamy 16-letnią Barbarę Kostecką, córkę świetnej tenisistki Joanny Sakowicz- Kosteckiej, obecnie komentatorki tenisa. Basia właśnie wbiła się do TOP 100 światowego rankingu juniorek i idzie drogą Igi Świątek. W pływaniu 14-letnia Blanka Strap bije juniorskie rekordy kraju w stylu klasycznym. No i jest jeszcze jeden chłopak, o którym z pewnością będzie głośno na Słowacji. To Patryk Zubek.

B: O, a kto to taki?

A: To genialny 17-letni obrońca, który urodził się w polskim Nowym Targu i tam stawiał pierwsze hokejowe kroki. Był tak niesamowitym dzieckiem na lodzie, że jako nastolatek przeniósł się do słowackiego systemu szkolenia, żeby grać z najlepszymi. Żeby w pełni rozwinąć skrzydła i walczyć o występy w elitarnej światowej dywizji hokeja, przyjął słowackie obywatelstwo. Dziś gra dla reprezentacji Słowacji, debiutuje w dorosłej ekstralidze, a skauci z samej amerykańskiej ligi NHL już wysyłają do niego ankiety!

B: Czyli oni teraz, w moim wieku, przechodzą przez to samo, co kiedyś Świątek, Stoch, Kowalczyk czy Kubica. Szkoła w chmurze, życie na walizkach i godziny treningów.

A: Droga każdego amatora, który później zostaje mistrzem olimpijskim, zaczyna się od porzucenia normalnego dzieciństwa. Dlatego pamiętaj – niezależnie od tego, jak pójdzie ci trening – sam fakt, że potrafisz połączyć szkołę z pasją i ciężko pracujesz na treningach, robi z ciebie mistrza w moich oczach.

Ania i Benio Poradowie

MP 6/2026