Na stację w Liptowskim Mikulaszu wjeżdża stara lokomotywa, co zwiastuje, że już niebawem rozpocznie się nasza wycieczka. Wycieczka nietypowa, bo połączona z imprezą jubileuszową naszego współpracownika Andreja Ivaniča, który w „Monitorze“ redaguje rubrykę „Retrohity”. Nic dziwnego, że za chwilę wsiądziemy do pociągu retro.
„Klub Kolejowy Tatran z Litpowskiego Mikulasza dysponuje historycznym taborem kolejowym, którego już nie spotkamy na trasach, i dzięki temu przenosimy się w lata 70. i 80. ubiegłego wieku. A ponieważ przez długie lata byłem maszynistą, więc uznałem, że to dobry pomysł, by w takim pociągu świętować 50. urodziny“ – informuje Andrej Ivanič, który na dworcu wypatruje zaproszonych gości, wśród których byliśmy i my, wita ich i kieruje do pociągu.
Tu na nas czekają przedziały z imienną rezerwacją, opisem trasy oraz drobne przekąski. Nam przypadł przedział, który dzielimy z sąsiadem jubilata oraz tłumaczką z języka chorwackiego, z którą Andrej – jako tłumacz z języka polskiego – często spotyka się na tłumaczeniach.
Czeka nas trasa Liptowski Mikulasz – Svit. I to nie zwykła trasa, ale – jak się za chwilę okaże – trasa z wieloma przystankami dla pasjonatów kolei i fotografii. Pociąg retro będzie bowiem „pozować“ w różnych miejscach z Tatrami w tle: tak na stacjach, jak i w szczerym polu. Jubilat jako były długoletni pracownik kolei może sobie pozwolić na taki nietypowy grafik jazdy.

Kiedy pojawia się w naszym przedziale, z entuzjazmem opowiada o pociągach. „To, czym jedziemy, to wierne odtworzenie tego, co było codziennością w czasach mojego dzieciństwa“ – wspomina i dodaje, że lokomotywa, która ciągnie wagony, powstała w 1978 r. dla ekspresów na trasie Praga – Čierna nad Tisą. „Kiedyś nie było elektroniki, nie było sterowania komputerowego, wszystko było w rękach maszynisty“ – dodaje, wspominając własne doświadczenia z czasów, gdy prowadził podobne lokomotywy. Gdy pytam, ile kilometrów przejechał jako maszynista, po chwili zastanowienia odpowiada, że w ciągu 10 lat pokonał ok. 250 – 300 tysięcy kilometrów.
Dojeżdżamy do Svitu. Zanim dotrzemy do zamówionego lokalu, do którego jubilat zaprosił swoich gości, obejrzymy unikatową halę dworcową, którą zdobi piękna kopuła i witraże. Unikatem jest też jej akustyka – echo powtarza tu dźwięk kilkukrotnie, co nie omieszkamy wypróbować. Obiekt wpisany jest na listę słowackich zabytków, szkoda jedynie, że po odnowieniu został zamknięty – halę można zwiedzać jedynie po uprzednim umówieniu się z zarządem dworca.

Kiedy ponownie docieramy na dworzec w Svicie, słyszymy specjalną zapowiedź jubileuszowego pociągu. Przed nami podróż powrotna. Dopytuję Andreja, czy każdy może zarezerwować taki pociąg. „Należy złożyć wniosek do klubów kolejowych, które posiadają składy historyczne i jeśli ktoś ma pomysł na tego typu imprezę dla większej liczby osób, to za opłatą jest to możliwe“ – wyjaśnia.
To cofnięcie się w czasie jest ciekawym doświadczeniem. Trzeba przyznać, że Andrejowi udało się tym ciekawym, nietypowym sposobem świętowania „teleportować“ zaproszonych gości do czasów swojego dzieciństwa.
Jubilatowi życzymy sto lat!
Małgorzata Wojcieszyńska, Liptowski Mikulasz – Svit

Zdjęcia: Stano Stehlik







