Jedną nogą w Polsce, drugą na Słowacji…

Spotkanie z aktorskim rodzeństwem:  Ľubomírą Dušaničovą i Milanem Ondríkiem

Już po raz piętnasty w Instytucie Polskim w Bratysławie odbyło się spotkanie w ramach cyklu Klubu Polskiego “Poznajmy się, proszę”. Tym razem, 27 października, gośćmi dziennikarki Małgorzaty Wojcieszyńskiej byli słowaccy aktorzy o polskich korzeniach: Ľubomíra Dušaničová, aktorka teatralna,  i jej młodszy brat  Milan Ondrík, z zawodu rzeźbiarz, wieloletni aktor teatru DAB w Nitrze, obecnie związany z SND w Bratysławie, który na swoim koncie ma sporo ról filmowych, m.in. w takich filmach, jak  Miki (2024), Ema a smrtihlav (2024) czy Otec (2025) – ten ostatni został słowackim kandydatem do Oscara.

Wieczór zgromadził licznie przybyłych gości, którzy z pasją przysłuchiwali się opowieściom rodzeństwa o polskiej babci goralce, życiu na pograniczu polsko-słowackim (oboje pochodzą z wioski Liesek, leżącej na Orawie ul, tuż przy granicy z Polską), dziecięcych zabawach, polegających na przeskakiwaniu linii wyznaczającej granicę między oboma państwami, kontaktach zawodowych z polskimi twórcami na planach filmowych (Ondrík współpracował m.in. z polskimi kamerzystami: Adamem Suzinem i Tomaszem Wierzbickim), fascynacji polskim teatrem Grotowskiego czy polskich elementach życia codziennego.

Ľubomíra żartowała nawet, że swój niski głos odziedziczyła właśnie po polskich przodkach, ale zawdzięcza im też empatię, reagowanie na krzywdę ludzką, społecznikostwo.

Spotkanie było też świetną okazją do poznania warsztatu aktorów, ich aktorskich doświadczeń zdobytych w pracy przy spektaklach teatralnych, filmach pełnometrażowych, serialach czy reklamach. Była też mowa o najtrudniejszych rolach, niełatwym procesie wchodzenia i wychodzenia z ról, pracy z emocjami.

Milan Ondrík, zapytany m.in. o kwestię odgrywania intymnych scen przed kamerą odpowiedział, że samo rozebranie się przed ekipą filmową nie jest niczym wielkim i zapewne każdy potrafiłby to zrobić, najtrudniejszą jednak rzeczą jest „wyjęcie” z siebie duszy i wszystkich niełatwych emocji, by dla widza być najbardziej wiarygodnym i uczciwym.

Zaznaczył, że odgrywani przez niego bohaterowie, zwłaszcza ci negatywni, pozwalają mu na co dzień stawać się lepszym człowiekiem i dostrzegać jak najwięcej dobrych stron w innych. Podsumował całą rozmowę zdaniem: „Szukajmy w każdym człowieku czegoś pięknego!”.

Na koniec aktorskie rodzeństwo, przy skrzypcowym akompaniamencie Marka Berky’ego, zaśpiewało poruszającą pieśń goralską z Orawy.

Małgorzata Dambek

Zdjęcia: Stano Stehlik

MP 11/2026