Rozważania nad urodzinowym tortem

No i znów miałam urodziny. Było świętowanie w ośrodku i niedzielny obiad rodzinny, jak zwykle. Tylko że „jak zwykle” nie oznacza, że wszystko było dokładnie tak samo.

 ROZMOWY Z NINĄ 

Przy stole była babcia Marysia, która przyleciała z Polski, ale zabrakło babki Marieny. Ona w tym czasie była w podróży. Zdążyła mi jeszcze zrobić tort, a potem ruszyła w swoją stronę. Tak więc tort od babki był, tylko babki przy tym torcie nie było!

Podczas urodzin często liczy się lata, ale ja uważam, że ważniejsze od nich są wspólne chwile. Niektórzy ludzie przy takiej okazji robią podsumowania – tak jak moja mama. Ja zwykle robię je rzadziej, ale tym razem też się zastanawiałam, co udało mi się osiągnąć przez ostatni rok i jakie mam plany na następny.

Moje osiągnięcia

Być może moje życie nie mieści się w zwyczajnych ramach, ale to nie znaczy, że nic się w nim nie dzieje. Wiecie, mam swoje upodobania i coraz wyraźniej pokazuję, czego chcę, a czego nie. Mama dobrze o tym wie. Jednym z moich dużych osiągnięć jest to, że potrafię sama wyrazić swój gust. Jeżeli mama wybierze mi bluzkę, która mi się nie podoba, po prostu jej nie założę. A jeśli już ją na mnie założy, ściągam ją z siebie i rzucam na ziemię. Tak, potrafię wyrazić swoje zdanie. I to jest chyba jedno z moich największych ostatnich osiągnięć.

 

Co mi się nie udało

Nie udało mi się natomiast stać się niezależną od innych. Nadal potrzebuję dużo pomocy, chociaż chciałabym mieć większą kontrolę nad własnym życiem. Bliscy pomagają mi w codziennych czynnościach i kolejne urodziny tego niestety nie zmieniły. Zmieniają się jednak moje reakcje, upodobania i sposób, w jaki daję o sobie znać. Zmieniają się też ludzie wokół mnie. Na przykład moi rodzice się starzeją. Pewnie nie są zachwyceni, że tak otwarcie o tym mówię, ale przecież nie tylko mnie przybywa lat!

 

Mama w konkursie

Obiecałam wam też wrócić do wyjazdu mamy do Brukseli, gdzie wystąpiła w konkursie śpiewania dla Polonii. Mama nie przeszła do finału. Wiem, że jej na tym zależało i było jej przykro. Z Brukseli przywiozła jednak coś ważnego, czego nie da się zmierzyć wynikiem konkursu. Spotkała się ze swoją przyjaciółką, której nie widziała od trzydziestu lat. Ludzie często mówią o tak długim czasie, jakby to było zaledwie kilka dni. A potem spotykają kogoś i okazuje się, ile życia wydarzyło się po drodze. Mama pojechała tam śpiewać, a przy okazji odnalazła kawałek swojej dawnej historii.

 

Mama w telewizji

Ostatnio pojawiła się też w słowackiej telewizji. Tym razem mówiła o mnie, o życiu ze mną i o potrzebach rodzin takich jak nasza. Nie jest to łatwy temat, bo nasza codzienność to przede wszystkim opieka, zmęczenie i organizowanie życia tak, żeby moje potrzeby nie zostały pominięte. Mama i tata robią bardzo dużo, ale rodzina też potrzebuje wsparcia. Mama opowiadała nie tylko o naszej sytuacji, lecz także o innych rodzinach. O tych, które potrzebują pomocy dziś, a nie dopiero wtedy, kiedy zabraknie im sił. Mówiła również o przyszłości.

Dla rodziców takich jak moi to trudny temat, bo nadal nie wiemy, gdzie będę mieszkała i kto się mną zaopiekuje, kiedy ich już tutaj nie będzie. Moje urodziny przypomniały rodzicom, że jestem coraz starsza. Oni także. To ważne, choć przy torcie wcale nie trzeba było o tym mówić przez cały czas, bo trzeba było przecież znaleźć chwilę, żeby go zjeść!

 

Chryzantemy

Dziś zrobiło się trochę sentymentalnie. Ale wiecie, zaczynają się długie wieczory, a słońca jest coraz mniej. Człowiek ma więcej czasu na takie myśli. Nie znaczy to jednak, że musimy być smutni. Życie ma różne kolory, a te jesienne są przepiękne. Ja najbardziej kocham pomarańczowy i bordowy.

Jest w nich dla mnie coś ciepłego, co przypomina mi lato. Kiedyś myślałam, że jesienią nie ma już kwiatów. Dziś wiem, że są. Choćby chryzantemy, te w dużych donicach, które w listopadzie widzimy także na cmentarzach. Kwitną, kiedy wiele innych kwiatów już przekwitło. Babcia mówi, że swoimi kolorami przypominają nam o życiu naszych bliskich, których już z nami nie ma.

Życzę wam więc jeszcze pięknej, kolorowej jesieni. Takiej z zapachem opadłych liści, z promykami słońca i czasem na spotkania. Nie trzeba przecież czekać na urodziny, żeby usiąść razem przy stole i tak po prostu pobyć razem.

Wasza Nina

Zdjęcia: Ewa Sipos

MP 11/2026