CO U NICH SŁYCHAĆ?
Przybył na Słowację z posługą duszpasterską na 3, 4 lata, które wydłużyły się… aż do lat 34! Właśnie odebrał nagrodę Račianské srdce za pracę w Szkole de la Salle. Brat Maciej Dziambor z energią i poczuciem humoru uczy i wychowuje kolejne pokolenia w bratysławskiej dzielnicy Rača.

400 wychowanków
Ilu uczniów wypuścił w świat brat Maciej? „Jeśli weźmiemy pod uwagę klasy, których byłem wychowawcą, to będzie ich ok. 300, może 400“ – zastanawia się mój rozmówca. Podczas 34 lat pracy zdążył wychować kilka pokoleń mieszkańców Račy. Kiedy zaczynają się zapisy do klas pierwszych szkoły podstawowej, zgłaszają się byli uczniowie, którzy chcą zapisać tu swoje dzieci, by poszły ich śladami. „Co roku otwieramy dwie pierwsze klasy, a dzieci naszych byłych uczniów tworzą jedną z nich“ – mówi Maciej.
Gala w Račy
Jednym z byłych podopiecznych naszego rodaka jest Michal Drotován, starosta Račy, który 30 marca podczas ceremonii wręczania nagród z wielką serdecznością wspominał swojego nauczyciela. Tych wspomnień podczas gali było zresztą dużo więcej, ponieważ pracownicy urzędu dzielnicowego zadbali o to, by goście zobaczyli krótki film o laureacie, w którym opowiadają o nim jego uczniowie.
Wszyscy wspominają wycieczki szkolne i podziwiają swojego nauczyciela za kondycję i poczucie humoru. „Poczułem, że Rača to moje miejsce, gdzie się realizuję, ucząc religii, ale także poprzez sport, wycieczki, wyjazdy turystyczne, sportowe, kolonie letnie, obozy narciarskie“ – opowiada nasz bohater, podkreślając, że jest szczęśliwym człowiekiem, któremu praca daje mnóstwo satysfakcji.

Mniej więcej trzy, cztery razy w roku jest zapraszany na spotkania klasowe absolwentów szkoły. „Podczas tych spotkań wszyscy najczęściej wspominają nasze wspólne wyjazdy i przygody z nimi związane“ – mówi i dodaje, że kluczem do sukcesu jest otwartość i humor. „Myślę, że mam dobrą relację z dziećmi i młodzieżą, ale także z nauczycielami i rodzicami, choć przecież nauczanie i wychowywanie innych to wcale nie jest łatwe zadanie, wymaga dużej uwagi i serca“ – ocenia.

Pierwszy wyjazd zagraniczny
Jak to się stało, że Maciej Dziambor trafił na Słowację? „Kiedy w 1990 r. złożyłem śluby wieczyste, brat prowincjał zaproponował mi i moim dwóm współbraciom wyjazd na Słowację“ – wspomina i dodaje, że po dwóch tygodniach modlitwy, zdecydował się podjąć wyzwanie. Co ciekawe, był to jego pierwszy zagraniczny wyjazd – wtedy jeszcze do Czechosłowacji, która zaczynała się zmieniać po upadku komuny.
Wcześniej, do 1950 r. na terenie tego kraju działali bracia szkolni, ale potem wszystkie zgromadzenia zakonne zostały zlikwidowane. Na początku lat 90. poprzedniego wieku, po mrocznych czasach komuny przyszedł czas odbudowywania i odradzania się katolicyzmu, w czym pomagali wysłannicy z Polski. „Pamiętam, jak po trudnej podróży dotarliśmy do dzielnicy Rusovce, gdzie czekali na nas bracia słowaccy, którzy właśnie wrócili z misji z Libanu, Sri Lanki i Egiptu“ – wspomina serdeczne przyjęcie.
Przez pierwsze dni Polacy poznawali miasto, potem podjęli naukę języka słowackiego, która zakończyła się egzaminem państwowym. Okazało się też, że w Račy powstała szkoła, w której Maciej rozpoczął swoją misję.
Narciarz katecheta
„Niby język zrozumiały, ale nie od razu mogłem uczyć. Najpierw pracowałem w świetlicy szkolnej i prowadziłem kilka lekcji religii tygodniowo“ – wspomina swoje początki w szkole, otwartej w 1991 r. Potem przybyły mu także zajęcia z wychowania fizycznego. Okazało się, że młody Maciej, dorastający w rodzinnym Dzierżoniowie, trafił do Dusznik Zdroju, by rozpocząć karierę sportową w biegach narciarskich. Nie dziwi zatem fakt, że zamiłowanie do sportu i turystyki stara się zaszczepić także u swoich wychowanków.

Duchowny, co mszy nie odprawia
Jak zatem ze sportowca stał się duchowny? „Kariera sportowa nie trwała długo, a potem ukończyłem liceum pedagogiczne. Podczas wycieczki do Częstochowy mnie i moich kolegów przyjęli bracia szkolni. Dostrzegłem, że to fajna praca“ – opisuje. To spotkanie pomogło mu w podjęciu decyzji, co dalej po maturze. „Zdecydowałem się, że wstąpię w szeregi braci szkolnych, mimo że nie przyjmują oni święceń kapłańskich“ – wyjawia i dodaje, że święty Jan de la Salle założył to zgromadzenie, by katechizować biedne dzieci.
Potem dostrzegł potrzebę nauczania ich w normalnym procesie edukacji. „Jako ksiądz nauczał i odprawiał msze, ale wiedząc, ile to obowiązków, wyszedł z założenie, że Zgromadzenie Braci Szkolnych powinno zajmować się tylko nauczaniem“ – mówi duchowny.
Dom
W sierpniu 1982 r. Maciej wstąpił do Zgromadzenia Braci Szkolnych. Po nowicjacie pracował w Częstochowie, później w Gowarczowie, niedaleko Końskich, gdzie rozpoczął pracę katechety. Potem został przeniesiony na trzy lata do Warszawy, a następnie do Łodzi. Od 34 lat pracuje w Bratysławie. Kiedy pytam go, gdzie jest jego dom, jednoznacznie odpowiada, że w Polsce!
„Zawsze, kiedy wjeżdżam do Kotliny Kłodzkiej i Bystrzyckiej, serce się raduje!“ – wyjawia. Chętnie odwiedza rodzinę i przyjaciół, jeździ na spotkania klasowe z podstawówki i szkoły średniej. Koledzy odwiedzają go czasami, jadąc na południe Europy. „Mój dom to Polska, ale Słowację pokochałem! Te widoki, Tatry, Słowacki Raj!“ – wymienia.
Serce z Račy
Kiedy na koniec pytam brata Macieja, czym jest dla niego Račianské srdce, otrzymane z rąk starosty dzielnicy, mówi o wdzięczności. „Byłem zaskoczony, gdy dostałem pismo. Przemyślałem jego treść i zdecydowałem, że nagrodę przyjmę, bo traktuję ją jako podziękowanie za 34 lata pracy i zachętę na kolejne“ – podsumowuje.
Małgorzata Wojcieszyńska
Zdjęcia: MČ Rača, Natália Porvazníková, archiwum Macieja Dziambora

Nagroda Račianské srdce przyznawana jest od 1999 r. Nominowani są do niej mieszkańcy dzielnicy Rača za wkład w życie społeczności. W tym roku wręczono pięć takich wyróżnień. Naszemu rodakowi gratulujemy i życzymy powodzenia!









