Przyznaję, że podczas lektury tej książki towarzyszyły mi różne emocje, ściślej rzecz biorąc, różne negatywne emocje: złość, bezradność, gniew, zdziwienie. Być może ktoś zapyta: „Po co to sobie robić? Czy nie lepiej sięgnąć po coś lekkiego i przyjemnego?”. Cóż, może po to, by nie odwracać głowy od kraju, z którego się pochodzi, o którego stan powinno się troszczyć i który jest trwale zapisany w sercu. Nawet jeśli nie zawsze widok, który rysuje się przed naszymi oczami, jest miły.
BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI
Powyższe refleksje wzbudziła we mnie książka pt. „Patopaństwo” autorstwa Jana Śpiewaka. Jej podtytuł brzmi: „O tym, jak elity pustoszą nasz kraj”. Sam autor już we wstępie musiał zająć stanowisko w tej sprawie, ponieważ pochodzi z rodziny inteligenckiej, czyli z elit. Pamiętam felietony jego ojca Pawła, dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego, które regularnie czytałem w „Tygodniku Powszechnym”. Poza tym Jan Śpiewak jest również znanym, a wręcz kontrowersyjnym działaczem obywatelskim i byłym radnym Warszawy. Zasłynął sprzeciwem wobec eksmisji bezbronnych mieszkańców Warszawy w trakcie tzw. afery reprywatyzacyjnej.
W książce „Patopaństwo” Śpiewak pokazuje szczegółowo, sięgając po wiele przykładów i opierając się na wielu źródłach, jak szkodliwe są idee neoliberalne i do czego doprowadziły Polskę. Już na samym początku oferuje wgląd w historię, wyjaśniając powstanie folwarczności, oddzielenie się elit od ludu i rozwój tego rozwarstwienia aż do czasów PRL-u. Precyzyjnie omawia powstanie Solidarności i późniejszą przemianę ruchu robotniczego w siłę, kierowaną przez intelektualistów.
Dla mnie jako Słowaka szczególnie wartościowy jest opis polskiej transformacji, tego, jak do niej doszło i jak elity, zamiast zdecydować się na stopniowy rozwój z wykorzystaniem mocnych stron poprzedniego reżimu, podjęły się radykalnego cięcia, które kosztowało wielu ludzi utratę pracy, majątku, a często i życia. W tym kontekście po raz pierwszy pojawia się też nazwisko Leszka Balcerowicza, który na kartach książki dość często występuje w roli czarnego charakteru.

Śpiewak identyfikuje zjawiska patologiczne w społeczeństwie polskim, dlatego też rozpoczyna poszczególne rozdziały przedrostkiem pato-. Mamy więc patomedia, patosprawiedliwość, patopodatki, patokierowców i tak dalej. Na zakończenie autor przyznaje, że nie udało mu się przedstawić wszystkich dziedzin, które powinny znaleźć się w tym zestawieniu, rysuje jednak przed czytelnikami obraz kraju, który na pierwszy rzut oka odniósł sukces (np. w porównaniu do swojego południowego sąsiada), ale którego dotyczy ogromna liczba błędów systemowych.
Rozważając poszczególne zjawiska, autor występuje w roli obrońcy słabszych, jako ich adwokat w obliczu bezwzględnych korporacji, banków i deweloperów. Jednocześnie wyjaśnia, co państwo mogłoby robić lepiej, gdyby było silniejsze i bardziej asertywne wobec graczy, którzy raczej nie dbają o dobro obywateli. Doskonałym przykładem jest to, jak politycy i eksperci bronią niesamowitej dostępności alkoholu (w samej Bydgoszczy jest więcej punktów sprzedaży alkoholu niż w całej Norwegii), ale jednocześnie hamują wzrost cen za akcyzy, mimo że państwo musi wydawać ogromne środki na przeciwdziałanie skutkom alkoholizmu.
Podobnie jaskrawym przykładem jest brak dostępu do mieszkań w obliczu tzw. flippingu, ogromnej liczby pustostanów inwestycyjnych, a zwłaszcza całkowitej rezygnacji państwa z budownictwa z wykorzystaniem środków publicznych. Ten brak planowania przestrzennego mnie zszokował, a sam autor chyba jedyny raz zauważa, że nawet na Słowacji sytuacja jest w tym aspekcie lepsza.
Na koniec chciałbym podzielić się myślą, która najbardziej utkwiła mi w pamięci po przeczytaniu książki. Musimy sobie uświadomić, czy chcemy być grupą luźno powiązanych jednostek, które przez czysty przypadek mówią tym samym językiem i mają wspólną historię, czy też chcemy być empatycznym i solidarnym społeczeństwem, które cieszy się z sukcesów najbardziej utalentowanych, nie zapominając jednocześnie o najsłabszych, o ludziach, którzy mieli inną pozycję startową. I zamiast ich wykluczać, stara się ich w jak największym stopniu ciągnąć w górę. Dla mnie odpowiedź jest jasna.
Marián Hamada





