W Klubie Polskim poznała wspaniałych ludzi

W rubryce poświęconej jubileuszowi Klubu Polskiego rozmawiamy z Renatą Strakovą, która powołała do życia oddział tegoż klubu na Środkowym Poważu i od ponad 20 lat stoi na czele regionalnej organizacji w Trenczynie.

 PIĘKNY TRZYDZIESTOLATEK 

 

Jak się znalazłaś na Słowacji?

Pochodzę z Polski, z Szamotuł koło Poznania, ale do Trenczyna trafiłam drogą okrężną – z Bułgarii. Najpierw z malutką córeczką przyjechałam do Nowego Miasta nad Wagiem.

 

Dlaczego obrałaś taką nietypową trasę – z Polski przez Bułgarię do Czechosłowacji?

Studiowałam w Bułgarii i tam poznałam mojego przyszłego męża, też studenta. Zdecydowaliśmy się, że zamieszkamy w kraju męża – nie dało się wybrać niczego pomiędzy, na granicy. Trzeba było podjąć decyzję: tu albo tu. W 1984 r. przyjechałam do Czechosłowacji.

 

Miałaś tu przyjaciół Polaków?

Tak, jedną koleżankę, Polkę, ale prawie 20 lat trwało zanim zdecydowałyśmy się zaprosić naszych rodaków na polską kawkę. Dałyśmy ogłoszenie do prasy lokalnej, wyznaczając czas spotkania w kawiarni. Nie miałyśmy pojęcia, czy ktokolwiek przyjdzie, czy na Poważu mieszkają jacyś inni Polacy. Byłyśmy bardzo zdziwione, kiedy na pierwszym spotkaniu pojawiło się 10 osób.

 

To dało początek kolejnym spotkaniom?

Tak, to był zalążek naszego przyszłego Klubu Polskiego, bo potem weszliśmy w szeregi istniejącego już Klubu Polskiego jako najmłodszy członek: Klub Polski Środkowe Poważe.

 

Piękny początek!

Tak się zaczęła moja polonijna historia, za co jestem wdzięczna. Klub umożliwił mi spotkanie bardzo wielu ciekawych, mądrych, ofiarnych ludzi, z niesamowitymi życiorysami. Przykładem może być pani Maria Holoubková Urbasiówna, którą poznałam, gdy miała 103 lata! Mieszkała już wtedy w domu opieki społecznej.

 

Jak do niej dotarłaś?

Dzięki Joli Grali Bednarčik, która wtedy była prezesem całego Klubu Polskiego – to ona mi powiedziała, że taka osoba tu mieszka.

 

Jak wyglądały spotkania z panią Marią?

Po pierwszych odwiedzinach byłam tak nią oczarowana, że przez kolejne trzy lata stała się częścią mojego życia, a ja jej. Pani Maria żyła 106 lat, co jest niesamowite. Dowiedziałam się od niej różnych rzeczy, ponieważ ona żyła w trzech stuleciach, więc warto było pytać o wszystko. Ja z kolei czytałam jej polskie artykuły z „Monitora Polonijnego“, które ją bardzo interesowały.

 

Byłaś pod jej wrażeniem?

Klasa kobieta! Mając sto lat udzielała jeszcze studentom korepetycji z języka francuskiego! Znała Masaryka i wiele innych osobistości dzięki temu, że była pierwszą kobietą fotografem na Słowacji, a jednocześnie Polką!

 

Który moment ze spotkań z panią Marią utkwił Ci najbardziej w pamięci?

Dla mnie najbardziej wzruszającym momentem było jej spotkanie z ambasadorem Janem Komornickim, który odwiedził ją na święta Bożego Narodzenia.

Wówczas na moje pytanie, jak się modli, odpowiedziała, że całe życie modli się tak, jak ją nauczyła mamusia. Wtedy popłynęły mi łzy po policzkach.

 

Co Ci dał Klub Polski?

Jestem bardzo wdzięczna naszej organizacji, bo dzięki niej poznałam wspaniałych ludzi. Większość z nich należy właśnie do naszego Klubu, co mnie bardzo cieszy. Znalazłam tu takich przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć, którzy mnie wspierają w życiu i w działaniach na rzecz Polonii. Klub wypełnił znaczną część mojego życia, dzięki niemu mogłam się realizować choćby jako organizatorka 20 edycji wielkiej imprezy kulturalnej pod hasłem „Przyjaźń bez granic“. Podczas tych wszystkich edycji prezentowaliśmy polską kulturę nie tylko mieszkańcom Poważa, ale i całej Słowacji. To dało mi dużo satysfakcji. Teraz mam nadzieję, że przyciągniemy do nas młodszych, tak samo aktywnych, którzy będą kontynuować moją pracę.

Małgorzata Wojcieszyńska

Zdjęcia: Stano Stehlik

MP 5/2025