SŁOWACKIE PEREŁKI
Gdzieś pomiędzy Spišským Hrušovem a Jamníkiem, pośród cichych, rozległych pól, wznosi się zapomniana kamienna wieża. Wielu ją widziało, lecz niewielu się przy niej zatrzymało. Ci, którzy jednak podeszli bliżej, mogli doświadczyć czegoś niezwykłego – spotkania z duchem przeszłości zaklętym w kamieniu, który przetrwał wieki. Poznajcie opowieść, która zaczyna się w szczerym polu.
Pewnego wrześniowego popołudnia jechałam do Koszyc. Około kilometra na zachód od wsi Spišský Hrušov, wśród pól dostrzegłam samotną kamienną wieżę. Zatrzymałam się, zaintrygowana. Co tu robi? Kto ją postawił? Zaintrygowanapostanowiłam przyjrzeć się jej z bliska. Pola były suche, słońce grzało, a wiatr niósł ze sobą ciszę przeszłości.

Z oddali wieża wyglądała jak strażnik. Z bliska dostrzegłam precyzję obróbki kamienia oraz dwa portale: jeden z gotyckim, a drugi z romańskim półkolistym łukiem. Zachowało się też kilka okien. W dolnej części wieży były wąskie otwory przypominające okienka strzelnicze, na najwyższej kondygnacji mieściło się duże okno. Starannie obrobione kamienie wciąż trzymały formę budowli, która przetrwała kilka stuleci.
Dużą część murów rozebrali mieszkańcy pobliskich wsi, część została wykorzystana do budowy renesansowego dworu Csáky w Spišskim Hrušovie. Wieża, która ocalała, trwa w milczeniu jak echo dawnych dni i jest jedynym śladem po średniowiecznej wiosce Miloj, wzmiankowanej w dokumentach z 1255 r. Wieś przetrwała wieki, by w XVI stuleciu zniknąć z powierzchni ziemi, zostawiając po sobie jedynie tę cichą strażniczkę czasu.

Niegdyś w tym miejscu stał wczesnogotycki jednonawowy kościół św. Stanisława, o którym pierwsza wzmianka pochodzi z 1402 r. Do dziś przetrwała tylko wieża. Niby zwykły kamień, a jednak coś w niej przyciąga wzrok, jakby cień minionych epok i szept zapomnianej historii. Uzmysłowiłam sobie, że każdy zachowany kamień był świadkiem historii ust, które się tu modliły, i stóp, które odeszły stąd na zawsze.
Być może dlatego miejsce to ma w sobie coś niezwykłego, a może to mroczna legenda sprawia, że jest ono tak intrygujące. Otóż według legendy mieszkańcy Miloja prowadzili grzeszne życie, za co Bóg zesłał na nich karę i jednej nocy cała wioska zapadła się do piekła. Rano nie było po niej śladu. Pozostała tylko wieża jak wyrzut sumienia.

Badania historyczne i archeologiczne, prowadzone w latach 60. XX w., dostarczyły wielu informacji o dawnej wsi, która odgrywała znaczącą rolę w regionie. Przyniosły też sporo wiedzy na temat kościoła św. Stanisława, pozwoliły na poznanie techniki budowlanej tamtego okresu oraz odtworzenie życia i kultury ówczesnego ludu.
Eksperci uważają, że wioska mogła zaniknąć w wyniku najazdu Tatarów lub Turków, którzy ją splądrowali i spalili lub epidemii dżumy. Najbardziej jednak skłaniają się ku teorii, że mieszkańcy Miloja opuścili go na skutek zmian klimatu tzw. małej epoki lodowcowej, która miała miejsce w XV i XVI w.

Panujące wówczas surowe zimy, jałowe lata, brak wody i głód zmusiły wiele społeczności do opuszczenia domów i poszukiwania lepszych warunków życia. Podobno w tym czasie na Górnym Spiszu zniknęło wiele wsi. Czyżby zatem Miloj zniknął nie z hukiem, a z cichym jękiem wędrówki?
Być może nigdy nie dowiemy się, co naprawdę stało się z wioską i nigdy nie poznamy imion jej ostatnich mieszkańców, ale choć ich domy zniknęły na zawsze, zostawili po sobie historię wartą odkrycia. A jeśli posłuchamy uważnie, może usłyszymy szept zaginionej wioski Miloj.
Magdalena Zawistowska-Olszewska

Zdjęcia: Magdalena Zawistowska-Olszewska





