Pierwsza naczelna „Monitora Polonijnego“

była bardzo wymagająca, zdyscyplinowana i odpowiedzialna

Trzydzieści lat temu w nowo powstałym Klubie Polskim trwały przygotowania do powołania do życia miesięcznika „Monitor Polonijny“, którego redagowaniem zajęła się Danuta Meyza Marušiaková. Jak czas tych przygotowań wspomina ówczesny prezes organizacji Ryszard Zwiewka?

 PIĘKNY TRZYDZIESTOLATEK 

 

Mógłbyś nam przybliżyć atmosferę i działania związane z powoływaniem do życia „Monitora Polonijnego“?

Klub Polski miał za sobą prawie rok swojej obecności w polskiej społeczności mieszkającej między Tatrami a Dunajem, więc trochę okrzepł. Wiedzieliśmy, czego możemy od siebie oczekiwać, w czym jest nasza siła, jakie mamy słabości. Wiedzieliśmy, że Polonia słowacka jest bardzo rozproszona.

W każdym powiecie, w każdym mieście, prawie w każdej miejscowości można było spotkać kogoś, kto miał polskie korzenie. Zastanawialiśmy się, jak do tych osób dotrzeć. Takie też zadanie zostało przyjęte na I Kongresie Klubu Polskiego, ale podobne debaty prowadziliśmy jeszcze przed sformalizowaniem się naszej organizacji.

Po decyzji wydawania czasopisma polonijnego musieliśmy ustalić zakres tematów, strukturę, częstotliwość wydawania, a także to, kto będzie wydawcą, a kto redaktorem odpowiedzialnym. W przygotowaniu wydania pierwszego, a właściwie zerowego numeru, brało udział wiele osób. Ktoś znalazł drukarnię, ktoś inny kolportera i po rejestracji w słowackich urzędach ruszyła żmudna, ale jakże ciekawa praca redakcyjna, którą kierowała pani Danuta Meyza Marušiakova.

 

Dlaczego redaktor naczelną została właśnie ona?

Dla mnie to była sprawa oczywista. Poznałem panią Danutę w Ośrodku Kultury Polskiej, dokąd chodziłem czytać polskie czasopisma. To właśnie tam spotykałem panią, wtedy wydawało mi się, że dużo starszą ode mnie, która w sposób szczególny opiekowała się czytelnią i biblioteką ośrodka. Wydawała mi się taka wymagająca, nie tylko wobec gości, ale też wobec siebie. Wymagała kultury, była zdyscyplinowana wewnętrznie.

Najczęściej siadywała w czytelni za swoim biurkiem, coś tam robiła, pisała, pomagała wyszukiwać czasopisma, książki. Była bardzo poważna i precyzyjna we wszystkim. I bardzo odpowiedzialna. Wszystkie te moje spostrzeżenia potwierdziły się później. Taka osoba dawała gwarancję, że nasze czasopismo polonijne nie zejdzie na manowce. Mój pogląd podzieliła Rada Klubu Polskiego. I tak oto pani Danuty zgodziła się przyjąć odpowiedzialność za „Monitor Polonijny“.

Nie pamiętam już, czy zgodziła się od razu, czy też musieliśmy jej tę propozycję ponawiać, wspomagając się ważnymi dla niej autorytetami i argumentami. Bardzo poważny tytuł – „Monitor Polonijny” – nawiązujący do okresu oświecenia i króla Stanisława, zaproponowała właśnie ona. Wtedy nie ośmieliłem się oponować. A nazwa istnieje już 30 lat i niech taka będzie przez następne trzydzieści.

 

W latach 90. ubiegłego wieku w Tarnowie zainicjowano spotkania dziennikarzy polonijnych, które odbywały się najpierw pod nazwą Forum Prasy Polonijnej, później jako Światowe Forum Medów Polonijnych. Czy „Monitor Polonijny“ od początku był zapraszany?

Tak, takie zaproszenie dostaliśmy. Miała tam jechać redaktor naczelna, ale nie czuła się na siłach, więc ja, reprezentujący wydawcę, czyli Klub Polski, razem z prezesem Klubu Polskiego w Koszycach Tadeuszem Błońskim wzięliśmy udział w tym spotkaniu. Wtedy po raz pierwszy mogliśmy zaprezentować nasz „Monitor Polonijny” na forum światowym. I chyba zostaliśmy zauważeni, bowiem zostałem zaproszony do Telewizji Polskiej w Krakowie na dyskusję o Polonii. W następnych latach „Monitor Polonijny“ i jego autorzy byli wielokrotnie nagradzani.

 

Trzydzieści lat to dużo. W tym okresie powstawały i upadały inne czasopisma polonijne, dlaczego nasze stale jest zauważane i doceniane?

Mógłbym samochwalczo odpowiedzieć, że dzięki podwalinom, które przed 30 laty położyliśmy. Ale to nie jest cała prawda. Początek był ważny, ale – używając sportowej metafory –   to były tylko pierwsze metry biegu. Nie wiedzieliśmy, czy to będzie sprint czy maraton. Dziś wiemy, że sprint to nie jest. „Monitor Polonijny” okrzepł, zmieniała się jego szata graficzna, zmieniali się redaktorzy, a raczej redaktorki, które stały i stoją za sukcesem pisma, zmieniały się składy redakcji, treść, rubryki, tematy artykułów, choć niektóre pozycje są stałe od wielu lat. Praca redakcyjna jest trudna, ale przynosi olbrzymie zadowolenie.

Dlatego dziękujmy wszystkim, którzy przez 30 lat byli i są z „Monitorem” związani i życzmy im satysfakcji w zaznaczaniu naszej obecności na Słowacji.

red.

MP 9/2025