Echa przeszłości

 SŁOWACKIE PEREŁKI 

Jesienna mgła, unosząca się nad górą Zobor, otula nie tylko jego malownicze zbocza, lecz także skrywa ruiny dawnego opactwa. To właśnie tutaj ponad tysiąc lat temu benedyktyni założyli klasztor św. Hipolita, uważany za najstarszy na ziemiach dzisiejszej Słowacji. Choć jego mury dawno runęły, pozostały po nim legendy i zapiski, które opowiadają o początkach wiary i nauki na tych ziemiach.

Według przekazów historycznych w czasach, gdy kształtowało się biskupstwo nitrzańskie, ok. 880 r., zaledwie 3 km od Nitry, w ustronnej kotlinie powstał klasztor otoczony stromymi zboczami i lasem. Wśród miejscowych podań zachowała się opowieść o pochodzącym z Polski pustelniku o imieniu Świerad (Svorad), który otrzymał habit zakonny od opata Filipa, stojącego na czele opactwa Zobor nominatum, wzniesionego ku czci św. Hipolita.

Świerad, prowadzący życie w surowej ascezie, poniósł męczeńską śmierć, a pamięć o nim i jego uczniu Benedykcie stała się przedmiotem kultu. Zarówno klasztor, jak i mnisi zostali uwiecznieni w legendzie o św. Świeradzie i Benedykcie, spisanej przez biskupa Maura w drugiej połowie XI w. Przyjmuje się, że jest to najstarsza zachowana średniowieczna proza łacińska, pochodząca ze Słowacji. Inną ciekawą legendą związaną z tym miejscem jest zapis praskiego kronikarza Kosmasa, według którego to właśnie w klasztorze benedyktynów na Zoborze król Świętopełk zakończył swój żywot w 894 r.

Życie w klasztorze nie ograniczało się tylko do sfery duchowej. Mnisi kształcili przyszłych kapłanów, którzy służyli biskupstwu nitrzańskiemu i podejmowali misje na terenie królestwa. Przepisywali księgi, prowadzili szkoły i przechowywali ważne dokumenty.

To właśnie tutaj, w klasztornym skryptorium powstały sporządzone na zlecenie króla Kolomana „Listy zoborskie” z 1111 i 1113 r., które uważane są za najstarsze zachowane zabytki piśmiennicze na Słowacji. Benedyktyni zajmowali się także uprawą winorośli, sadownictwem i pszczelarstwem. Jednak o losach klasztoru decydowały nie tylko modlitwy mnichów, lecz także polityka.

W XV w. wspólnota opowiedziała się po stronie arcybiskupa Ostrzyhomia, który był w konflikcie z królem Węgier Maciejem Korwinem. Wierność arcybiskupowi okazała się zgubna, a konsekwencją było rozwiązanie opactwa w 1468 r. Zaledwie trzy lata później wojska polskiego króla Kazimierza Jagiellończyka splądrowały i doszczętnie zniszczyły klasztor. Dawny ośrodek wiedzy i duchowości popadł w ruinę, a jego majątek przejęło biskupstwo nitrzańskie.

Pod koniec XVII w. ruiny ożyły na nowo. Biskup Błażej Jaklin sprowadził tu kamedułów. Wzniesiono nowy klasztor i wybudowano kościół św. Józefa, którego mury częściowo przetrwały do dziś. Tu rozpoczął swoje życie zakonne znany botanik brat Cyprian.

Przez pewien czas pracował tu również Romuald Hadbavný – pierwszy tłumacz Pisma Świętego na język słowacki. Wspólnota przetrwała sto lat, aż w 1782 r. decyzją cesarza Józefa II klasztor kamedułów został rozwiązany, a jego bogaty inwentarz przewieziono do Budapesztu i seminarium w Nitrze.

Niestety, średniowieczny klasztor benedyktynów nie przetrwał do naszych czasów, ale pamięć o nim podtrzymują ruiny kamedulskiego klasztoru, który powstał na tych samych fundamentach.

Spacerując po tym miejscu, łatwo sobie wyobrazić, jak mnisi przechadzali się klasztornymi korytarzami oraz oddawali się modlitwie i nauce. Można niemal usłyszeć ich kroki, szelest kart pergaminów i brzęczenie pszczół w klasztornych ogrodach.

Choć klasztor zniknął z powierzchni ziemi, nie zniknął z pamięci. Pozostały po nim żywe opowieści o duchowej sile, pracy i kulturze, przez wieki kształtujących ten region. Warto odwiedzić to miejsce i poczuć atmosferę, w której niegdyś żyli i modlili się benedyktyni.

Magdalena Zawistowska-Olszewska

 

Zdjęcia: Magdalena Zawistowska-Olszewska

MP 11/2025