BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI
Pierwsza Rzeczpospolita, przełom XVI i XVII w. Po kraju błąka się dziwna para: ślepy szlachcic i jego niemal niemy towarzysz. Pozornie losowo przemierzają miasta i szlacheckie dwory, a ślepiec od czasu do czasu opowiada niezwykle wciągające historie.
Krzywda Pawła Rzewuskiego to gawęda szlachecka. Ślepy szlachcic i jego towarzysz znajdują się raz na Litwie, raz na Pomorzu, innym razem w pobliżu granicy z Węgrami. Historie, które opowiadają słuchaczom, mrożą krew w żyłach i stopniowo odsłaniają losy Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda i jego towarzysza Wróbelka.

Na tle opowiadań autor kreśli obraz Polski sprzed czasów sienkiewiczowskich. Patrzymy na kraj targany wewnętrznymi konfliktami, na wyniosłą szlachtę i biednych chamów, przyglądamy się naturze ludzkiej pod lupą – rozmaitym namiętnościom, które kierują ludźmi i prowadzą ich ku nie zawsze szczęśliwej doli. Jedno z opowiadań przedstawia np. wydarzenia mające miejsce podczas sejmiku i absolutne pierwszeństwo własnych interesów nad interesami ojczyzny. W innych główną rolę odgrywają pycha, zazdrość lub zdrada.
Opowiadania ślepca to mieszanka słowiańskich legend i prozy realizmu magicznego. Prawdziwym ludzkim namiętnościom i słabościom towarzyszą również zjawiska i istoty nadprzyrodzone: strzyga, wilkołak czy czarna magia. Jeszcze ciekawsze są obrazy szlachty i epoki początku XVII w. Widzimy katolików, ale także prawosławnych, luteranów i arian.
Miasta zamieszkują nie tylko Polacy, ale także Ormianie, Kozacy, mignie nawet szlachcic ze Słowacji, z Humennego (nie skończy zbyt dobrze). Oczywiście nie można zapomnieć o Żydach. To za ich pośrednictwem toczy się handel i płynie trunek, który rozwiązuje języki i stanowi ważną część gawędy. Nowożytna Polska ukazana jest jako kraj wielokulturowy, wielowyznaniowy i wielobarwny.
Co pcha imć Wróblewskiego do wędrówki po Rzeczypospolitej? Cóż, początkowo nawet on sam tego nie wie. Kieruje nim wyraźnie coś silniejszego, czego nie potrafi nazwać, a co każe mu zmierzać w konkretne miejsca. Stopniowo, dzięki narracji ślepca, zaczynamy razem z nim rozumieć coraz więcej. Waćpan Wróblewski szuka swojego brata Gedeona, który zrujnował mu życie.
Szuka brata, do którego, oprócz więzów krwi, przyciąga go również głęboka krzywda (nomen omen). Na początku jest bowiem jeden z grzechów głównych – zazdrość. A owocem zazdrości jest nienawiść, nieskończona nienawiść do brata, rodziców, a ostatecznie do całego kraju. Więcej nie zdradzę, zachęcam do lektury.
Rzewuski ma znakomity styl, widać, że jest historykiem. Z wielką przyjemnością analizowałem nieznane lub nieużywane dziś słowa, każde „waćpanna”, „waszmość” czy „imć” wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Niektórych wyrazów musiałem szukać w słownikach, bo naprawdę nie miałem pojęcia, jakie jest ich znaczenie czy pochodzenie. Historie opowiadane przez ślepca są niezwykle wciągające, choć już po pierwszej z nich staje się jasne, że nie przyniosą czytelnikowi radości ani pociechy.
O co jednak tak naprawdę chodzi? Dlaczego czytamy stare opowieści, dlaczego nawet w nowych historiach sięgamy do przeszłości, do królów, waszmościów i waćpanien?
Moim zdaniem dlatego, że człowiek wcale aż tak bardzo się nie zmienia. Mamy dziś wprawdzie w rękach inne narzędzia, sztuczną inteligencję, inteligentne telefony, ale nasz charakter pozostał niezmieniony. Generalnie jest nam lepiej, nie musimy na każdym kroku drżeć o własne życie, ale wciąż szukamy równowagi między rozumem a sercem, między tym, co obiektywnie dobre, a tym, co służy tylko naszemu dobru. W końcu często nieraz tylko szepniemy słowo „Misericordia” jak towarzysz waćpana Wróblewskiego.
Historia jest nauczycielką, my jednak bywamy słabymi uczniami.
Marián Hamada





