LISTY DO W.
Wnusie Moje,
te krowy, o których już kiedyś wspominałem, to wcale nie takie głupie zwierzęta! Przeciwnie, ich obserwacja może doprowadzić do bardzo ciekawych wniosków.
Kiedy staremu znudzi się siedzenie na ławeczce przed domem, zaś widok stada skubiącego trawę na zboczu góry, a po chwili kroczącego po linii horyzontu, jakby zdążało wprost do niebiańskich obór, spowszednieje i nie wywołuje już zachwytu, trzeba poszukać innej perspektywy.
Wtedy z babcią zakładamy ciężkie buciory, jakich dziś się już nie nosi, ale my z sentymentu nie potrafimy się z nimi rozstać, i wyruszamy drogą poza zagrodami, a potem stromym podejściem w kierunku spodziewanych niebiańskich obór. Już po kilkunastu minutach jesteśmy wysoko ponad wsią.
Za nami zostają nawoływania, krzyki dzieci, ujadanie psów. Teren otwiera się szeroko, a my z lubością łapiemy podmuchy wiatru. Po oborach oczywiście ani śladu, ale babcia nie traci dobrego humoru i dokucza mi, twierdząc, że wyglądam jak stary wiatrak z potarganymi resztkami włosów na głowie.
I tak było tamtego dnia, na krótko przed zachodem słońca, które już dotykało dobrze widocznego stąd łańcucha Tatr. Babcia stanęła nagle jak wryta i wpatrywała się w stok po drugiej stronie doliny, gdzie również rozciągają się pastwiska z pasącymi się krowami. Tam, w pewnej odległości od stada, bliżej linii lasu nieśpiesznie poruszało się coś wielkiego.
– Wilk? – zastanawiała się babcia, a w jej głosie pobrzmiewała nutka lęku – Ach nie, wczoraj czytałam w internecie, że w okolicy widziano niedźwiedzia!
I to był koniec przechadzki, pomimo iż podejrzany zwierz oddalony był od nas o kilkaset metrów lotem ptaka, a około dwóch kilometrów drogi krokiem niedźwiedzia. Albo krowy. Po powrocie do domu kontynuowaliśmy dyskusję na temat wydarzenia. Babcia były przekonana, że spotkaliśmy niedźwiedzia. No, prawie spotkaliśmy.
Dowodem miał być fakt, że zwierzę wychodziło, zdaniem babki, z lasu, a poza tym jakby różniło się od pasących się krów. No i przecież w informatorze stało jak wół, że w pobliżu wsi szwenda się niedźwiedź. Dla mnie z kolei bliskość lasu nie była żadnym argumentem, inny kształt mógł być złudzeniem w mizernym świetle zachodu, a dowodem tego, że nie chodziło o niedźwiedzia, a o krowę, miał być fakt, że zwierzę, zdaje się, skubało trawkę.
Poszliśmy spać, każde przekonane o swojej racji. Mnie śniły się krowie dzwonki i wesołe porykiwania, w babcinej głowie coś mruczało po niedźwiedziemu.
Moi kochani, w życiu spotykamy wiele zjawisk i sytuacji, dla których wyjaśnienia nie mamy dostatecznej liczby danych. Wtedy otwiera się pole do domysłów, a mózg każdego z nas dotwarza obrazy i historie do sensownej całości, wykorzystując całą swoją wiedzę, niepowtarzalne doświadczenie, fantazję i, czasami, zasłyszane kiedyś i bezrefleksyjnie powielane mity.
Teraz już łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego dorośli tak często spierają się o politykę i inne tematy, jak kodeks etyczny, religia… Wszystkie wymienione zagadnienia są bowiem płynne, my zaś brakujące elementy dotwarzamy według własnego widzimisię.
W ten sposób powstaje w naszych głowach jakiś spójny schemat, który daje nam potrzebne poczucie pewności. I bardzo nie lubimy, jeśli ktoś stawia tę naszą „pewność” pod znakiem zapytania. Bo to tak, jakby jakiś nieproszony gość złośliwie poprzestawiał w naszym pokoju książki i zabawki.
Nieład, zwłaszcza spowodowany przez kogoś innego, zawsze wprawia nas w stan podrażnienia i dlatego staramy się intruza wyprosić i zorganizować (nie)porządek na swój sposób. Dorośli też się denerwują, kiedy ktoś w ich głowach podważa ustalony system.
Na koniec więc, Kochani, chcę podkreślić, że chociaż ważna jest wierność sobie, własnym przekonaniom, to gdzieś w podświadomości nieustannie musi brzęczeć sygnał ostrzegający, iż te nasze przekonania nie zawsze muszą wychodzić ze słusznych założeń. I trzeba być przygotowanym do ich rewizji.
Całuje Dziadek





