Świat bez bohaterów

Zwykle piszę tu o książkach, które bardzo mi się spodobały lub które poleciłbym innym. Tym razem nastąpi jednak mała zmiana: książki, o której będzie mowa, prawdopodobnie bym nie doczytał, gdyby nie była tematem planowanego artykułu. Co to za książka? Nowa powieść Jakuba Żulczyka „Kandydat”.

 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI 

Autor już na okładce informuje czytelnika, że ​​interesuje go władza. „Kandydat” opowiada o polityce i politykach, ale także o ludziach, których życie zostało przez władzę i politykę złamane, rozbite w pył, który rozniósł wiatr.

Powieść opisuje jeden dzień z życia dwóch ludzi, Prezydenta i Reportera. To dzień drugiej tury wyborów prezydenckich. Prezydent idzie po zwycięstwo, a Reporter ma w teczce prawdziwą historię, mogącą zniszczyć dobre imię Prezydenta. Obaj są złamani, obaj nie mają ochoty żyć i kompletnie nie mają już siły ani motywacji, by kontynuować dotychczasowe życie. Obaj mają jednak kogoś, na kim im zależy i kto jest prawdopodobnie jedynym motorem ich działań.

Można powiedzieć, że „Kandydat” to thriller polityczny. Bohaterowie trafiają w wir przeróżnych zdarzeń, stają w obliczu niebezpieczeństw i ekstremalnych sytuacji. O obu stopniowo dowiadujemy się też nowych faktów, które stawiają ich w jeszcze gorszym świetle. Zakończenie książki to jedynie smutna kropka na końcu smutnej historii.

Zacznę od tego, co w tej książce odbieram pozytywnie. Żulczyk po prostu umie pisać. Dlatego, pomijając fabułę, szokujące momenty i sensację, dostrzegam, że autor potrafi opisać otaczający go świat bardzo plastycznie i wiarygodnie. Nie jest to wcale oczywiste: czasami mamy do czynienia z książkami, które skrywają wartościową historię, ale nawet bardzo surowy redaktor nie pomógłby ich autorowi.

A teraz to gorsze.

Po pierwsze, powieść jest całkowicie zanurzona w aktualnej rzeczywistości politycznej Polski. Postacie są tak czytelne, że można je bardzo łatwo powiązać z prawdziwymi polskimi politykami. Nie chcę tu nikomu tłumaczyć, kto kryje się za postacią Cara, starszego polityka, który rządzi swoją partią z tylnego siedzenia, mieszka na Żoliborzu, lubi koty, a jego brat zginął w katastrofie lotniczej. Podobnie rzecz się ma z pozostałymi postaciami. Może kogoś to rozbawi, mnie to jednak męczyło.

Po drugie, w książce nie ma ani jednej postaci, którą można by uznać za pozytywną. No, może jednak jedna by się znalazła, ale podejmowane przez nią działania naznaczone są raczej rozpaczą niż wewnętrznym nastawieniem.

Powiem otwarcie, że nie wierzę w świat, w którym żyją tylko źli i jeszcze gorsi ludzie, w którym każdy, kto ma okazję, kradnie, morduje lub gwałci. Jasne, są wśród nas ludzie – szczególnie widać to wśród polityków – dla których życie nie było łaskawe lub którzy nie doświadczyli wystarczająco dużo miłości i uwagi, a teraz nie znajdują w sobie tych własności. Nie wierzę jednak, że to większość. Śmiało możecie mnie nazwać naiwnym głupcem, ale ja naprawdę nie wierzę w taki świat.

Ziemowit Szczerek pisze w numerze „Tygodnika Powszechnego” z 11 listopada o tym, czym Polska może się pochwalić. Oczywiście wiele rzeczy należy do sektora prywatnego, do świata, który w pewnym sensie tworzymy samodzielnie, bez udziału władzy publicznej, ale wielu jego respondentów wspomina też o politykach publicznych, którzy zmieniają nasz świat na lepsze. Bądźmy krytyczni i wytykajmy czasem palcami, szukajmy też tego, co nie działa, ale nie zapominajmy o tym, co czyni nasze życie piękniejszym, a jeśli krytykujemy, to róbmy to konstruktywnie.

Powieść Żulczyka postrzegam nie tylko jako fikcję i thriller, ale także jako swoistą wypowiedź o stanie społeczeństwa, o stanie klasy politycznej. Mimo całego otaczającego nas marazmu nie mogę się z jego poglądem zgodzić. Chyba że celowo sięgnął on po hiperbolę, aby zmotywować nas wszystkich do szukania dobra wspólnego.

Marián Hamada

MP 12/2025