Na początku nowego roku wszystko, co wydarzyło się wcześniej, szybko zamienia się w zamknięty rozdział. Święta stawiają grubą kreskę, a kultura – jak co roku – musi udowodnić, że potrafi iść dalej. Gdy „Denník N” podsumowywał 2025 rok słowami, że jego najważniejszym wydarzeniem kulturalnym była umiejętność przetrwania, nie chodziło o efektowną metaforę. Raczej o trzeźwą diagnozę.
Minione miesiące pokazały, że słowacka kultura funkcjonuje dziś nie dzięki sprzyjającym warunkom, lecz dzięki uporowi, wyobraźni i konsekwencji twórców. Teatr, sztuki wizualne i kino udowodniły to na różne sposoby – a ich doświadczenia wiele mówią o wyzwaniach, z którymi sektor kultury wchodzi w kolejny rok.
SOS czyli Sympatycznie o Słowacji
Teatr silniejszy niż przeciwności
Nagrody teatralne Dosky, przyznane pod koniec minionego roku, stały się symbolicznym podsumowaniem sezonu tworzonego pod presją politycznych napięć i finansowej niepewności. Najważniejsze wyróżnienia trafiły do artystek i artystów odważnych, konsekwentnych i bezkompromisowych. Inscenizacją sezonu został spektakl Outcast niezależnego teatru Slzy Janka Borodáča z Preszowa w reżyserii Júlii Rázusovej, który doceniono za jakość artystyczną, aktualność i silną reakcję publiczności także poza Słowacją.
Sukces odniosła również opera Příhody lišky Bystroušky w reżyserii Slávy Daubnerovej – przedstawienie, które zdjęto z repertuaru Słowackiego Teatru Narodowego zdobyło trzy Dosky i potwierdziło międzynarodową klasę słowackiej sceny operowej. Gala w Spišskiej Novej Vsi była z kolei wyraźnym gestem wobec kultury regionalnej i sygnałem, że żywotność teatru nie kończy się na Bratysławie. To doświadczenie minionego roku: słowacki teatr przetrwał nie dzięki systemowi, lecz dzięki ludziom – i właśnie z takim kapitałem wchodzi w kolejny sezon.

Tożsamość bez patosu
Podobną strategię przyjęła wystawa Múzeum hodnôt – Obrazová správa o Slovensku, otwarta w Stredoslovenskej galérii w Bańskiej Bystrzycy przez Alexandrę Kusą (byłą dyrektor Słowackiej Galerii Narodowej) i jej dawny zespół kuratorski. Projekt powstał jako reakcja na ministerialne hasła o „prawdziwie słowackiej sztuce”, ale jego znaczenie wykracza poza bieżący spór.
Wystawa pokazuje tożsamość jako proces – pełen sprzeczności, napięć i pytań, a nie gotowy zestaw symbolów do politycznego wykorzystania. Zamiast patosu i muzealnej sztywności proponuje dialog o wartościach, które realnie kształtowały słowackie doświadczenie: od odwagi i solidarności po upór, humor i umiejętność przetrwania.
Połączenie klasyków (M. Benka, M.A. Bazovský, L. Fulla) ze sztuką współczesną (I. Šáteková, R. Čerevka) oraz interaktywna część Dejiny Slovenska s profesorom Škrečkom pokazują, że o historii można mówić mądrze, przystępnie i z dystansem. To jedna z tych inicjatyw, które w nowym roku mogą stać się punktem odniesienia do dalszej rozmowy o kulturze i tożsamości – bez krzyku, ale z treścią.

Horror, który powstaje wbrew wszystkiemu
Z kolei film Matka noci zamyka miniony rok jako przykład długodystansowego myślenia o kinie. Scenariusz Petra Balka dojrzewał przez pięć lat, a projekt musiał mierzyć się z nieufnością wobec horroru jako gatunku i problemami finansowymi. Mimo to produkcja weszła w końcową fazę przygotowań, a zdjęcia są coraz bliżej.
Tworzony przez duet Petra Czikraia i Petra Balka film łączy folkowy horror z dramatem społecznym i refleksją nad strachem, fanatyzmem oraz odpowiedzialnością. Matka noci nie celuje w tanią grozę, lecz w autorską mitologię i uniwersalny język opowiadania o lokalnych lękach. To ważny sygnał na przyszłość: nawet w trudnych warunkach słowackie kino potrafi myśleć ambitnie i konsekwentnie. Premiera planowana jest na przełom roku.
Te trzy historie nie brzmią jak podsumowanie minionego roku, lecz raczej jak ostrzeżenie i obietnica jednocześnie – że kultura nadal będzie musiała walczyć o przestrzeń dla siebie, ale też że ma już sprawdzone narzędzia, by tę walkę podejmować.
Aleksandra Pyka






