Choć moje refleksje dotyczą periodyku, oddawanego od 30 lat do rąk czytelnikom w Republice Słowackiej – Polakom, ale też Słowakom, dla których Polska jest ważna – piszę o nim jak o bliskiej mi OSOBIE, bo jak inaczej wyrazić uczucia do niego.
PIĘKNY TRZYDZIESTOLATEK
Zawsze byłem sentymentalny, choć nie zawsze mogłem to okazywać. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, to on miał dwa latka i wcale nie było wiadomo, co z niego wyrośnie. Narodził się w Klubie Polskim, w Bratysławie i jak każde powołane do życia stworzenie potrzebował mądrych opiekunów, którzy potrafią zadbać o środki na jego utrzymanie i wypełnienie jego łam treścią na odpowiednim poziomie.
Filary i motory to Klub Polski i jego pierwszy prezes Ryszard Zwiewka, ale też ówczesny ambasador RP w RS, a wcześniej konsul generalny – Jerzy Korolec, który musiał inicjatywę „pobłogosławić” i doradzić, skąd brać środki. Działał też w Bratysławie niezwykle prężny Ośrodek Informacji i Kultury Polskiej (przekształcony później w Instytut Polski), zatrudniający m.in. śp. Danutę Meyzę-Maruśiakovą (1936-2013), która została pierwszą redaktor naczelną „Monitora”.
Początki nie były proste, co w części znałem z relacji Pani Danuty, o czym już kiedyś pisałem. Pismo wychodziło w dużym formacie (A-3), potem pomniejszonym (A-4) – jedynie w wersji czarno-białej. Tematy i autorzy to był i pewnie jest problem kolejnych „szefredaktorek”. Nie zawsze „Monitor Polonijny” był miesięcznikiem, głównie z braku środków finansowych, ale też być może z braku piszących autorów, w tamtym czasie prawie zawsze wykonujących tę pracę społecznie.
Kolejną naczelną „Monitora” została Pani Joanna Matloňová – w tamtym czasie nauczycielka w Słowiańskim Gimnazjum, po dziś dzień związana odpowiedzialną pracą z naszą ambasadą w Bratysławie. Nie lubię, a także nie wypada liczyć lat kobietom, więc nie napiszę – niech sama się przyzna! – ile już lat „Monitor” wychodzi pod redakcją Małgosi Wojcieszyńskiej przy ogromnym wsparciu jej małżonka Stana Stehlika. Oni razem dochowali się trzydziestolatka, który ciągle pięknieje i w swojej kolorowej, zmiennej szacie jest coraz atrakcyjniejszy.
„Monitor Polonijny” przez całe swoje trzydziestoletnie istnienie stanowił też narzędzie komunikacji kolejnych ambasadorów i konsulów ze słowacką Polonią. Zawsze był w nim obecny Klub Polski i jego oddziały. Na jego łamach dochodziło do radosnych powitań i smutnych pożegnań. Niektórzy dyplomaci, do których sam się zaliczam, pisywali do niego teksty i to nie tylko okolicznościowe, ale także całe cykle artykulików, których oczekiwali czytelnicy „Monitora”.
Ponieważ od 28 lat jestem stałym czytelnikiem pisma, to pamiętam szczególną aktywność w tym względzie panów Andrzeja Krawczyka i Andrzeja Kalinowskiego (konsula). Cieszę się, że sam przez te lata wielokrotnie gościłem na łamach tego specyficznego trzydziestolatka, za co kolejnym redaktorkom i cierpliwym czytelnikom dziękuję.
Przed trzydziestolatkiem kolejne lata, w czasach nowych technologii być może rewolucyjne. Jestem jednak przekonany, że zarówno Klub Polski, jak i Polonus z Żyliny oraz cała słowacka Polonia przyczynią się do tego, aby dzisiejszy jubilat przez następne lata nadal przekazywał dobrą energię swoim czytelnikom.
Jan Komornicki
Ambasador RP w RS w l. 1997-2003






