Dwa spektakle – atrakcyjne lekcje historii

Zbliżamy się do Bańskiej Szczawnicy, a ja czuję podekscytowanie – tyle o TYM słyszałam, tyle o TYM czytałam i wreszcie będę mogła TO obejrzeć! Mowa o wyjątkowym przedstawieniu teatralnym, którego widz staje się częścią, które nie odgrywa się na scenie, ale w różnych pomieszczeniach pewnego budynku, właśnie w Bańskiej Szczawnicy.

Przygotowując w ubiegłym roku dwa odcinki podcastów Destynacja Słowacja, wybrałam się do Bańskiej Szczawnicy, gdzie po mieście oprowadzała mnie przewodniczka Tatiana Drimaj Recka. Nie pierwszy raz. Pamiętam, że już kilka lat temu pokazywała mnie i moim znajomym zakamarki miasta. I wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że w mieście jest specyficzny teatr. Poczytałam sobie o nim i zapragnęłam go odwiedzić. O który teatr chodzi?

 

„Kosmopol“

Teatr Kosmopol założyły trzy artystki: Klára Jakubová, Mila Dromovich i Veronika Hajdučíková, które zamieszkały w Bańskiej Szczawnicy. Ich pierwsze przedstawienie pod tytułem „Kosmopol“ powstało w 2019 r. To historia rodziny stomatologa z Bańskiej Szczawnicy, rozgrywająca się na przestrzeni lat 1918 – 1989.

Akcja odbywa się jednocześnie w kilku pomieszczeniach, a widz wybiera, którą linię opowieści właśnie obserwuje. Cały dom z ogrodem jest sceną, po której można się przemieszczać od gabinetu stomatologicznego, przez salon, zakład pogrzebowy, sklep, ciemnię fotograficzną, po karczmę. Przedstawienie trwa trzy godziny!

Polowanie na bilety

Posiadając tę wiedzę, zaczęłam poszukiwać możliwości obejrzenia tego przedstawienia, ale doczytałam się, że kolejne zaplanowane są dopiero na rok 2026. Aż tu nagle we wrześniu pojawiła się informacja, że w październiku teatr zaprezentuje kilka spektakli, ponieważ udało mu się pozyskać ich finansowanie. Podano też, kiedy i w jaki sposób będzie można kupić bilety online.

Zgodnie z wskazówkami, pewnej soboty, punktualnie o godz. 10.00 udało mi się zdobyć wymarzone bilety. Niecałą godzinę później w mediach społecznościowych obserwowałam wpisy rozczarowanych, którym się to nie udało.

 

Widzowie gośćmi weselnymi

Dlaczego tak trudno dostać się na to przedstawienie? Jeden spektakl może oglądać maksymalnie 40 osób, a w ciągu roku jest ich zaledwie kilkanaście. O tym, że wieści o atrakcyjności wydarzenia niosą się szybko i przekraczają granice Bańskiej Szczawnicy, przekonałam się przed przedstawieniem, kiedy spotkałam znajomych z Bratysławy – oni również przyjechali tu specjalnie po to, by obejrzeć „Kosmopol“.

Staliśmy więc przed wejściem do ogrodu w oczekiwaniu na spektakl, ubrani tak, by pasować do mody lat 30. i 50. ubiegłego wieku, czyli według wskazówek, które otrzymaliśmy po zakupieniu biletów. Przy bramie witała nas miła pani, która wręczała kieliszki i nalewała wino. Bo jak się okazało, chwilę później, gdy zaproszono nas do ogrodu, staliśmy się gośćmi wspaniałego ślubu i wesela!

Nawet stanęliśmy wszyscy do zdjęcia ślubnego, które potem nam przysłano. Przenieśliśmy się w czasie do roku 1918. A potem proszono nas do środka.

 

Ze łzami w oczach

W pomieszczeniach budynku staliśmy się świadkami losów młodej pary, czyli dentysty i jego rodziny. Początkowo żyją w dobrobycie, potem świat zaczyna się zmieniać, społeczeństwo się radykalizuje, przyjaciele przestają być przyjaciółmi. Przychodzi wojna…

Nie będę Państwu streszczać fabuły przedstawienia, chcę tylko nakreślić problemy, którymi żyła rodzina bohatera. Po trzech godzinach wychodziłam ze łzami w oczach. Nie ja jedna – moi przypadkowo spotkani znajomi również. Wszyscy byliśmy świadkami poruszającej opowieść o losach bańskoszczwnickiej rodziny. Autentycznej.

 

„Pozsony dance club“

Tak się złożyło, że dzień wcześniej wybrałam się do bratysławskiego teatru DPOH (Divadlo P. O. Hviezdoslava) na spektakl pod tytułem „Pozsony dance club“ w reżyserii Valerii Schulczovej, który jest opisywany jako historia bratysławskiej kawiarni. I tu, podobnie jak w „Kosmopolu“, stajemy się świadkami przemian na przestrzeni wieków (od XIX wieku po upadek komunizmu), które odgrywają się w kultowej kawiarni.

Poznajemy ludzkie charaktery, które hartują się lub łamią pod wpływem wydarzeń. Całość przeplatana jest wspaniałą muzyką. Im bliżej współczesności, tym więcej hitów, które znamy, a to znaczy, że i my przeżyliśmy zmiany, o których była mowa na scenie.

Historia zawarta w dwóch spektaklach

I choć bratysławskie przedstawienie rozgrywa się w normalnym układzie, gdzie widz siedzi na widowni, a aktorzy, muzycy i tancerze występują na scenie, to jednak oba spektakle mają coś wspólnego. Nie tylko długość (bratysławski trwa 160 min, bańskoszczawnicki 180 min), ale też to, iż oba bardzo mocno oddziałują na widzów, uświadamiając im, że historia się powtarza, przyjaźnie poddawane są próbom, a ludzkiej godności nie da się kupić.

I – niestety – niektóre problemy, którymi żyli mieszkańcy Bańskiej Szczawnicy czy Bratysławy przed kilkudziesięcioma laty, dziś znów powracają i wydają się bardzo aktualne. Myślę, że warto poznać historię kraju, w którym przyszło nam żyć. Można to zrobić, choćby wybierając się do teatru. Bardzo polecam.

Małgorzata Wojcieszyńska, Bańska Szczawnica – Bratysława

Zdjęcia: Ľuboš Kotlár, źródło: DPOH

MP 2/2026