Dziwny ten świat i zagadki gadu-gadu

Jak powstawały teksty do najnowszej płyty Klubu Polskiego

W tym miesiącu trafi do słuchaczy kolejna, już czwarta autorska płyta Klubu Polskiego pt. „Muzyczne gadu-gadu“. Tym razem promujemy ją, pokazując od kuchni, jak do muzyki Stana Stehlika powstawały teksty. Ich autorkami (w większości) są Anna Porada i Małgorzata Wojcieszyńska, które przekonują, że połączenie fantazji, poczucia humoru, wiedzy przyrodniczej, umiejętności matematycznych i wyczucia rytmu daje szanse na powstanie ciekawych tekstów piosenek.

 WYWIAD MIESIĄCA 

Małgorzata Wojcieszyńska: Marzyłaś o tym, żeby pisać teksty piosenek?

Anna Porada: Nie przyszło mi to do głowy, ale zawsze miałam łatwość w rymowaniu. Cieszyło mnie to, kiedy czasami robiłyśmy to wspólnie z naszą mamą. To chyba po niej odziedziczyłyśmy talent – mama lubiła układać wiersze i rymowanki. Wychodzi nam to całkiem nieźle. To duża frajda coś fajnego zrymować, stworzyć, wymyślić. A Ty marzyłaś o pisaniu tekstów?

M: Nigdy nie sądziłam, że będę autorką tekstów do piosenek, ale wyszło to spontanicznie, kiedy mój mąż – Stano Stehlik – zaczął komponować muzykę. Pamiętam, jak podczas spaceru we Wrocławiu w 2016 r., Stano zanucił swoją wtedy najnowszą kompozycję, a ja dla żartu wymyśliłam fragment tekstu. Stano był zachwycony. I tak potem powstała piosenka „C’est la vie“. Stano, widząc potencjał, rzucił pomysł, by stworzyć płytę z polskimi tekstami, by śpiewali je Polacy mieszkający na Słowacji. Wtedy wiedzieliśmy o śpiewającej Ewie Sipos i Łukaszu Cupale. Potem, w miarę czasu, odkrywaliśmy kolejne talenty. Tak powstała pierwsza autorska płyta „Za górami, za lasami, za Tatrami“, a do tej tytułowej piosenki układałyśmy tekst razem z Ewą Sipos. Na drugiej płycie, „Tu i tam“, do niektórych piosenek dołączyłaś także Ty jako współautorka tekstów. Teraz, z płyty na płytę, coraz bardziej się włączasz.

A: Nie pamiętam tego pierwszego momentu, kiedy do Was dołączyłam, ale ważne jest to, że spróbowałam i wyszło!

M: Na tej najnowszej płycie jest 15 piosenek, z czego do 10 stworzyłyśmy teksty wspólnie. Pamiętasz, która była pierwsza?

A: Tą pierwszą była „Gra“. Jest to ciekawy utwór z udziałem rapera.

M: Po raz pierwszy w twórczości Klubu Polskiego pojawia się rap, co nawet ze zdziwieniem odnotował inżynier dźwięku Juraj Lehuta, który był przy powstawaniu wszystkich płyt i docenił nasze eksperymenty, polegające na mieszaniu różnych rodzajów wypowiedzi muzycznych. Był już przecież śpiew operowy, była recytacja, a teraz jest rap. Wykonuje go młody słowacki artysta Ján Kyselica, który wymyślił bardzo ciekawy tekst, mówiący o problemach nastolatka. My zaproponowałyśmy tekst dla Ewy Sipos w języku polskim, w którym życie przyrównałyśmy do gry w karty.

A: I sięgnęłyśmy też do „Wielkiego Szu“, czyli filmu w reżyserii  Sylwestra Chęcińskiego z udziałem Jana Nowickiego w roli szulera.

M: No właśnie, teraz możemy pokazać od kulis, jak wygląda tworzenie takiego tekstu.

A: To jest ciekawy moment, bo jak miałyśmy już pomysł, czego dotyczyć będzie tekst, to zaczęłyśmy sobie przypominać, jak oznaczone są karty, jakie znamy gry karciane itp. Czasami w Internecie wyszukiwałyśmy informacji, dotyczących właśnie takich detali. Ale to nie wszystko, bo przecież w tekście piosenki te detale muszą ładnie ze sobą współgrać i rymować się w odpowiedni sposób.

M: Trzeba jeszcze dodać, że my układamy tekst do muzyki, czyli to muzyka stanowi o długości wersów.

A: Muzyka, którą komponuje Stano, wcale nie jest łatwa. Ona, owszem, wpada w ucho, ale to nie są proste frazy muzyczne, gdzie liczba sylab zgadza się z linijki na  linijkę.

M: Niektóre utwory oprócz zwrotek i refrenów posiadają intro i outro. Czasami refreny mają dwie różne wersje, a to znaczy, że nie da się ich powtórzyć, że każdy z nich musi mieć inną wersję. To wszystko musiałyśmy uwzględnić, pisząc teksty, które są często opowieściami o czymś, jakimiś historiami, opisami zdarzeń. Poza tym ta praca, oprócz inwencji, polotu, wymaga dobrego wyczucia rytmu i – kto by się spodziewał! – znajomości matematyki, by liczba sylab zgadzała się z długością frazy.

A: Najtrudniejsze zadanie matematyczne miałyśmy w układaniu tekstu do refrenu piosenki „Dziwny ten świat“.

M: To było duże wyzwanie, ponieważ chciałyśmy użyć ważnych słów do ważnej piosenki, która jest manifestem na dzisiejsze czasy.

A: Podobnie jak manifestem czy wręcz krzykiem był utwór Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat“, do którego nawiązuje nasz tekst.

M: Od początku wiedziałam, że to będzie ważny utwór. Słuchając samej muzyki, czułyśmy ciarki na plecach.

A: Tak, a tej muzyki słuchałyśmy na okrągło, by dostała się nam pod skórę. Słuchałyśmy jej gotując, sprzątając, siedząc na tarasie czy spacerując. Pamiętam, jak Cię olśniło, żeby właśnie wykorzystać cytat z Niemena o dziwnym świecie.

M: Bo ten świat, niestety, nadal jest dziwny. Utwór Niemena się nie zestarzał. A ten nasz także zauważa to wszystko, co dzieje się wokół i dlatego tak bardzo zależało mi na tym, by do refrenu włożyć to, co jest niejako wskazówką, co zrobić, by dobro zwyciężyło nad złem, czyli by dobrzy ludzie przerwali milczenie, gdy dzieje się coś złego.

A: Gdy słucham tej piosenki, za każdym razem mam dreszcze, a kiedy Łukasz Cupał tę piosenkę zaśpiewał i zinterpretował w swoim stylu, stało się jasne, że to hit. Kończy on całą płytę i jest wyraźną kropką nad „i“.

M: Są jeszcze inne piosenki, które są cytatami znanych polskich utworów.

A: Tak, na przykład „Jadą wozy kolorowe“, którymi nawiązujemy do utworu z repertuaru Maryli Rodowicz. Te nasze „wozy kolorowe“ śpiewa małżeństwo Magda i Piotr Michnowie. Jest to utwór o beztrosce, którą się odczuwa w uniesieniach miłosnych. No i jest też utwór pod tytułem „Panie Janie“, do którego sama układałaś tekst. Jak powstawał?

M: Nie wiem, czy pamiętasz, ale gdy ten utwór zaprezentował nam Stano, uznałaś, że jest zbyt patetyczny i się nie nadaje.

A: Tak. A jednak Ty się podjęłaś wyzwania!

M: Ponieważ przyszło mi do głowy, by oprzeć się na znanym na całym świecie kanonie „Panie Janie“. W tym przypadku inspiracją stał się tylko wers „Panie Janie“, ponieważ ładnie wpasował się do muzyki, reszta to improwizacja z przymrużeniem oka, by nie było zbyt patetycznie właśnie. Ważny w tym przypadku był niesamowity dobór głosów: Natalii Konicz-Hamady, Ewy Sipos i Slávky Horváthovej.

A: Wszystkie te głosy współgrają fenomenalnie! I także jest to kanon!

M: Pole do popisu w przypadku tego utworu dostał też Zenon Kuraś-Polak, który wyrabia słowackie fujary. Brzmienie fujary w jego wykonaniu nadaje temu utworowi charakter.

A: Warto też dodać, że Slávka Horváthová to świetna słowacka wokalistka, która musiała nauczyć się śpiewać po polsku. Podobnie zresztą jak Silvia Josifoská, śpiewająca duet razem z Łukaszem Cupałem. Owszem, Silvia śpiewa swoje zwrotki po słowacku, ale są refreny, które śpiewa razem z Łukaszem po polsku i trzeba przyznać, że idzie jej to bardzo dobrze.

M: Pomagałaś Slávce w opanowaniu polskiego tekstu, zanim weszła do studia nagrań, więc to także trochę Twoja zasługa.

A: Opiszesz, jak powstał tekst do tej bluesowej piosenki? Bo to jeden z pięciu utworów, w którego powstawaniu nie brałam udziału.

M: „Bluesowy manifest“ to piosenka, której temat narzucił nie tylko kompozytor, ale i drugi z autorów tekstu – słowacki dziennikarz i poeta Juraj Mravec. Spotkaliśmy się latem i on tworzył tekst dla Silvii, ja dla Łukasza. Dotyczy on – jakże inaczej – bluesa, którym oboje są zafascynowani. Dla mnie to było ciekawe wyzwanie, by wymyślić tekst polskiego refrenu tak, by korespondował on ze słowacką wersją, ale nie jest on tłumaczeniem słowo w słowo.

A: Wyszło świetnie! Ale wiesz, czego mi najbardziej szkoda? Że nie było mnie podczas tworzenia tekstu do piosenki „Przytul mnie“, którą wykonują Ewa Sipos i Dennis Lacho. Tego wokalistę zobaczyłam pierwszy raz latem ubiegłego roku na koncercie w Bratysławie i zauroczył mnie do tego stopnia, że zostałam jego fanką. A piosenka „Przytul mnie“ wywołuje we mnie dreszcze!

M: To jedna z pięciu piosenek duetów polsko-słowackich. Kiedy usłyszałam muzykę, a Stano zasugerował, że to będzie duet Ewy i Dennisa, wiedziałam, że to będzie piosenka o miłości, którą sobie wyznają w piękny sposób dwie osoby. I wykonawcy wcielili się w te role wyśmienicie, choć – jak się okazuje – Ewa zna Dennisa od dziecka, ponieważ przyjaźni się z jego mamą! I też jest jego fanką, kibicowała mu, gdy brał udział w pierwszym talent show, czesko-słowackim SuperStar.

A: A jak powstał tekst do utworu „Trzej muszkieterowie“, który także tworzyłaś sama?

M: W tym przypadku kierunkowskazem dla mnie było to, że mieliśmy do zagospodarowania trzy głosy chłopięce: Antoniego Michnę oraz Daniela i Janka Hamadów. Poszłam więc tropem skojarzeń: trzej chłopcy jak trzej muszkieterowie. Trzeba było sobie odświeżyć historię D’Artagnana i muszkieterów, ale to dobrze, bo być może będzie to także impuls dla innych, by sięgnęli po powieść Aleksandra Dumasa. Tekst powstał na urlopie, kiedy bez stresu, będąc na plaży, mogłam sobie słuchać muzyki i robić notatki. Zresztą mam taki specjalny zeszyt, do którego wszystkie teksty zapisuję. Ten notatnik jest w ładnej oprawie, więc chętnie po niego sięgam. Kiedy najpierw próbowałam zapisywać teksty do zwykłego zeszytu, to nie było to – w ogóle mi nie szło, nie miałam weny twórczej. Może więc walory wizualne też tu mają znaczenie?

A: Pewnie tak. Kiedy ten notatnik szedł w ruch, widziałam, jak Stano z zaciekawieniem patrzył, co z tego notesu wyczytamy.

M: Tak, to takie niepowtarzalne chwile, kiedy prezentowałyśmy teksty powstałe do jego muzyki. Jest wśród nich jakiś Twój ulubiony?

A: To bardzo trudne pytanie i nie potrafię na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Nie wiem też, w jakiej kolejności powinnam wymienić te piosenki, które mnie bardzo dotykają. Bo oprócz wcześniej wymienionej „Przytul mnie“ bardzo lubię „Zagadkę 13. piętra“ i „Sen kapitana“.

M: Och, to są świetne piosenki z bardzo dużą dozą humoru.

A: Kiedy pisałyśmy do nich słowa, bardzo dobrze się bawiłyśmy! No i ta muzyka! W pierwszej z nich to muzyka z dreszczykiem, z motywem z filmu „Mission: Impossible“.

M: Nic dziwnego, że w tekście zawarłyśmy strach, grozę, ucieczkę, napięcie. I pomyśleć, że Stano początkowo, jeszcze zanim powstał tekst, nadał temu utworowi roboczy tytuł „Jeleń“!

A: To ciekawe, jakie skojarzenia w każdym z nas wywołuje muzyka. Dobrze, że nie znałyśmy tego roboczego tytułu przed tworzeniem tekstu.

M: Wydaje mi się, że sugestia Stana i tak nie miałaby wpływu na naszą koncepcję. Już kiedyś była podobna sytuacja – przed laty, kiedy pisałam teksty do piosenek na pierwszą płytę, Stano dał mi utwór z roboczym tytułem „Sankovačka“ (‘jazda na saneczkach’), a mnie z tego wyszła „Piosenka kulinarna“. No, ale wracając do „Zagadki 13. piętra“ – na koniec uważny słuchacz się dowie, co było przyczyną opisanego przez nas szaleństwa, które miało miejsce na hotelowych korytarzach. Mimo że to piosenka z przymrużeniem oka, to jest w niej na koniec rozwiązanie tej zagadki. Podobnie zresztą, jak w piosence „Sen kapitana“, która także jest żartem.

A: Żeby rozsupłać te zagadki, trzeba się wsłuchać dobrze w słowa, wtedy nasze poczucie humoru staje się zrozumiałe.

M: Co ciekawe, obie piosenki śpiewa Ewa Sipos, ale w pierwszej z nich towarzyszy jej Tomek Olszewski, który idealnie pasuje do tej roli, a w drugiej Ján Morávek, który świetnie wcielił się w postać kapitana.

A: Piosenka o kapitanie przenosi nas muzycznie w klimat lat 30. ubiegłego wieku.  Jest w niej bardzo ładne solo na skrzypcach w wykonaniu Sandry Haniszewskiej-Kubasik.

M: Plus fenomenalna gra na fortepianie w wykonaniu jednego z najlepszych pianistów na Słowacji Gabriela Jonáša!

A: Od chwili, gdy usłyszałam go na koncercie jazzowym w Bratysławie, jestem jego wielbicielką.

M: Tego muzyka można usłyszeć też w utworze „Tatry są w nas“, wykonywanym przez Natalię Konicz-Hamadę i Viktora Vlasáka, do którego sami napisali tekst.

A: To ciekawy utwór. Myślę, że temat Tatr i tego, co łączy Słowację i Polskę, ma szansę chwycić za serca słuchaczy. Poza tym pojawiający się tam fortepian nadaje piosence piękny jazzujący charakter, co także zapewne miało wpływ na wokal, zarówno w przypadku Natalii, jak i Viktora.

M: Widziałam ich zadowolenie, kiedy wychodzili ze studia nagrań! Natalia ma też ciekawy duet ze swoją nastoletnią córką, Manią.

A: „Sobie śpiewam“ to dialog mamy i córki, które nie zawsze się rozumieją. Wiem, jak to jest, bo sama mam w domu dwóch nastolatków.

M: Głosy mamy i córki ładnie brzmią razem, a z tekstu wynika, że jednak da się pogodzić dwa światy: rodzica i nastolatka. Zauważyłaś, że te nasze miniopowieści mają w sobie coś pozytywnego?

A: Zdecydowanie lubimy happy end! Bardzo pogodną piosenką jest też utwór „Dziecięce lata“.

M: O tak! Tu sięgnęłyśmy pamięcią wstecz, do lat dzieciństwa, by przywołać sceny ze szkoły, z podwórka, z trzepaka, a nawet ze szkolnej stołówki.

A: Ja się w niej doskonale odnalazłam, bo sama byłam trochę łobuziarą. Zresztą śpiewające ją dziewczyny – Ewa Sipos i Magda Michna – też się do tego przyznały. Gosiu, a Ty masz jakąś piosenkę faworytkę?

M: Podobnie jak Tobie, mnie także trudno wskazać tę jedną jedyną. Do tych wymienionych przez Ciebie jeszcze dorzucę „Leśną bajkę“. To jest fenomenalny utwór! Kiedy go usłyszałam, od razu zobaczyłam baśniowy las.

A: Pamiętam, jak chodziłaś w kółko po kuchni, a my oboje ze Stano wiedzieliśmy, że coś się w Twojej głowie rodzi. No i potem to przyszło!

M: Tak, ja to wszystko widziałam oczami wyobraźni – mnie do tego baśniowego lasu przeniosła muzyka. To piękny walc, a jego powtarzalność podpowiedziała mi, że może opowiadać o przedstawieniu baletowym z towarzyszeniem orkiestry. W wyobraźni widziałam podnoszoną kurtynę i wchodzących na scenę tancerzy i muzyków, którymi są leśne zwierzęta.

A: To świetny pomysł, który także nas zmobilizował do zgłębienia wiedzy przyrodniczej, bowiem musiałyśmy sprawdzić, kiedy które zwierzęta budzą się ze snu zimowego, kiedy są najbardziej aktywne i kiedy zasypiają.

M: Na scenę tych bohaterów wspaniale wprowadzają swoimi głosami Natalia Konicz-Hamada i Łukasz Cupał! Aż nie chce się wierzyć, że Łukasz obawiał się tego utworu.

A: Tak, nawet podczas nagrań w studio zostawił go sobie na koniec, jakby w obawie, że będzie musiał wielokrotnie powtarzać nagranie. A tym czasem wyszło od razu świetnie!

M: Podobna tekstowo, bo nawiązująca do przyrody, jest też piosenka „Marzeń kiść“, do której wymyśliłaś oryginalny tytuł. Tu Łukaszowi towarzyszy jego żona Andrea, co bardzo pasuje do piosenki o miłości.

A: Na koniec, żebyśmy nie zapomniały, jest jeszcze piosenka, która powstała jako ostatnia, a która otwiera cały album. To też moja faworytka!

M: Tak, to skoczna, rytmiczna „Muza czyha wszędzie“, którą wykonują Ewa Sipos i Łukasz Cupał. Ależ to jest piosenka! Kiedy powstawały pierwsze wersy, Ty wpadłaś na pomysł, że to może być opowieść o kompozytorze!

A: Tak, bo obie znamy Stana i wiemy, w jaki sposób przychodzą mu do głowy muzyczne inspiracje, więc zawarłyśmy to w tekście. Potem czekałyśmy na to, jak Stano zareaguje.

M: Był bardzo zmieszany.

A: Tak, ale przekonałyśmy go, że tak być musi, że jako autorki tekstu podpisujemy się pod tym.

M: Zauważyłaś, że na tej płycie nie ma piosenki, która by stanowiła nazwę tej płyty? Poprzednie płyty zawierały jedną piosenkę zatytułowaną tak, jak cały album.

A: Rzeczywiście! Dlaczego?

M: Składając wnioski o dotacje, najpierw wymyślamy ze Stano tytuł płyty. Tym razem od początku było jasne, że kompozytor stawia na duety, stąd ten tytuł. Potem dopiero powstało 15 tekstów z konkretną treścią. „Muzyczne gadu-gadu“ jest klamrą spinającą je wszystkie. Jak myślisz, z jakim przyjęciem spotka się ta płyta?

A: Według mnie jest najlepsza z tych wszystkich, które powstały do tej pory pod szyldem Klubu Polskiego. Chociaż… Chyba o każdej tak mówię?

M: I ja tak mówię. Ale chyba już teraz czujemy, że sporo jest na niej piosenek łatwo wpadających w ucho.

A: My je nucimy już od lata. Teraz czas na innych!

Małgorzata Wojcieszyńska, Anna Porada

Zdjęcia: Małgorzata Wojcieszyńska, Anna Porada

MP 2/2026