Kochane Wnusie!
Spacery z czworonogiem przynoszą staremu człowiekowi nie tylko korzyści zdrowotne, ale mogą okazać się inspiracją do wielu przemyśleń. Tak było pewnego poranka, jednego z tych, kiedy zima nie daje jeszcze za wygraną, ale jej determinacja słabnie, łamie się jak wiosenne lody w promieniach coraz wyżej wspinającego się słońca i cieplejszych wiatrów z południa.
LISTY DO W.
Po dobrze utrzymanej szutrówce na brzegu Dunajca nadchodził z naprzeciwka młody mężczyzna, na pozór jeden z miłośników przyrody, którzy chcą wykorzystać spokój tego miejsca i napawać się jego pięknem jeszcze przed sezonem, zanim zaroi się ono od turystów. W miarę jak się zbliżał, coraz wyraźniej dostrzegałem na jego twarzy wahanie, jakby chciał o coś zapytać, ale miał trudności z pozbieraniem myśli…
W końcu wybąkał: „Przepraszam, czy nie mógłby mnie pan poczęstować papierosem?”. Zdębiałem. Ostatni raz coś podobnego zdarzyło mi się z sześćdziesiąt lat temu, kiedy na przystanku jakiś pryszczaty, wyższy o głowę debil „poprosił” o pięćdziesiąt halerzy. I zaraz potem trzasnął mnie w gębę. Ale ten tutaj nie wyglądał na jakiegoś harnasia, ot, biedak na głodzie nikotynowym, który, być może, źle ocenił swoje zapotrzebowanie i nie zrobił zapasów albo dzień lub dwa temu postanowił rzucić palenie, a teraz objawy zespołu odstawiennego rozkładają jego wolę…
Nie miałem dla niego dobrych wieści. W niedzielę o poranku wszystko tu jeszcze jest pozamykane, a do najbliższej stacji benzynowej trzeba iść ze dwie godziny piechotą. Odchodził wyraźnie przybity, a ja zastanawiałem się, jak to możliwe, że od wieków ludzie wpadają w te same sidła. Czy dlatego, że ich nikt nie ostrzegł? I zrobiło mi się go żal, nie tylko dlatego, że się teraz męczy, ale z perspektywy możliwych jego przyszłych losów. Bo choć uzależnienie nikotynowe nie prowadzi do takich szkód psychicznych, jak ma to miejsce w przypadku alkoholu i narkotyków, to jednak jego negatywny wpływ na zdrowie bywa ogromny.
Ogólnie, psychoaktywne związki chemiczne, które w zależności od typu wywołują albo krótkotrwałe podniecenie, albo spokój i błogość czy na dodatek niezwykle żywe, fantastyczne wyobrażenia, kryją w sobie koszmarną pułapkę uzależnienia, tak że po jakimś czasie ich wymuszony brak w miejsce euforii przynosi przygnębienie, zaś w miejsce błogiego spokoju trudne do zniesienia napięcie, bezsenność i zaburzenia neurologiczne. W końcu stają się one centralnym punktem, wokół którego obraca się życie osoby uzależnionej, rujnują stopniowo jej zdrowie, status społeczny i więzi rodzinne.
Kochani, jestem przekonany, że nie ma rodzica, który by nie przestrzegał swojego dziecka przed tymi ryzykami. A jednak czasami te ostrzeżenia mijają się z celem. Dlaczego?
Po pierwsze, może zaistnieć sytuacja – jak w świetnej słowackiej maksymie – vodu káže, víno pije. Słowa: „Uważaj stary, bo to straszne świństwo, i jak raz zaczniesz, to trudno będzie ci skończyć” – wypowiadane przez ojca, który paraduje po domu z papierosem albo szklanicą alkoholu, nie brzmią wiarygodnie. Bo gdyby to było aż takie szkodliwe, myśli dorastający syn, to sam by tego unikał. Widocznie to jego straszenie ma inne, ukryte cele.
Bywa i tak, że z jakiegoś powodu rodzice przestają być dla dziecka autorytetem. Być może uporczywie powtarzają jakiś bijący w oczy błąd, uparcie forsują nieżyciowy system wartości, inny niż ten, który w dojrzewającym umyśle młodego człowieka kształtuje się pod wpływem środowiska. Może to być też trudny do przyjęcia dla dziecka ich stosunek do innych ludzi, do spraw materialnych, do religii albo to, jak odnoszą się do siebie wzajemnie…
Dezaprobata i pogłębiający się rozdźwięk prowadzą stopniowo do odrzucenia rodzica „jako całości” i z przekory celowego ignorowania większości jego rad, zgodnie z porzekadłem – na złość tacie odmrożę sobie uszy. Ale tych odmrożonych uszu młody człowiek ze swojej perspektywy jeszcze nie dostrzega.
Moi Kochani, trudne i nudne? Może więc odłożycie do szuflady i wrócicie do tego za kilka lat? A na razie dajcie przeczytać rodzicom.
Z wiośniejących Pienin pozdrawia
Dziadek





