Renesansowa miłość w cieniu wielkiego nazwiska

O najsłynniejszych postaciach różnych narodów można przeczytać naprawdę sporo. Równie dużo znajdziemy romantycznych opowieści historycznych o pięknych pannach i rycerzach oraz baśni o królach, którzy pragną znaleźć idealnych książąt dla swoich córek.

 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI 

Dziś jednak przyjrzymy się historii sprzed pięciu wieków, w której słynna postać jest ważna, ale nie centralna. A główną bohaterką jest kobieta, matka, z pewnością nie żadna księżniczka.

 

Maja Wolny, polska pisarka i dziennikarka znana m.in. z reportaży o Rosji, napisała powieść pt. „Ciała niebieskie“ o Annie Schilling i Niklasie Koppernigku. Można jednak spojrzeć na nią zupełnie inaczej – jako na powieść o życiu nieszczęśliwie zamężnej mieszczanki w okresie poreformacyjnym i jej pragnieniu czułości i uwagi ze strony drugiego człowieka. Oczywiście, rzecz dotyczy postaci historycznych (w przypadku Kopernika nie ma potrzeby tego podkreślać), ale Wolny stworzyła wokół nich opowieść o stopniowym i bolesnym wyzwalaniu się kobiety spod ciężkiego jarzma i wytrwałej walce o miłość, szacunek i partnerstwo.

Anna Schilling żyje w małżeństwie z porywczym i brutalnym Arendem w Gdańsku. Sama lokalizacja ich domu przy ulicy Mariackiej wskazuje, że są zamożnymi mieszczanami. Jedyne, co ich łączy, to dzieci. Arend traktuje żonę koszmarnie. Kobieta wie, że nie wolno jej nawet spojrzeć mu w oczy, bo może się to dla niej źle skończyć. Niestety, nawet największe wysiłki, by zaspokoić potrzeby męża, nie chronią jej przed kolejnymi ciosami i siniakami.

Wszystko się zmienia, gdy w jej życiu pojawia się daleki krewny Niklas. A mnie nasuwa się w tym miejscu najważniejsze pytanie w kontekście całej powieści: czy możliwe jest zbudowanie fundamentu wzajemnej relacji i wystąpienie tak silnego zauroczenia przy tak powierzchownych kontaktach, jakie występują między bohaterami? Na pierwszy rzut oka wydaje się to niezwykle naiwne, niczym z taniego romansu.

Jednak po dłuższym zastanowieniu mogę sobie wyobrazić, jak elektryzująco musi oddziaływać na kobietę całkowicie stłamszoną przez męża nawet najprostszy gest czułości ze strony drugiego człowieka, dotyk dłoni czy możliwość spojrzenia sobie nawzajem w oczy. Z kolei znacznie starszego kanonika z Fromborka porusza los ciężko doświadczonej damy i oczarowuje jej wrodzona mądrość i dobroć. Nie chcę psuć czytelnikom przyjemności z lektury, zatem więcej szczegółów fabuły już nie zdradzę.

Oprócz wciągającej historii powieść urzeka opisami Gdańska (a częściowo także Fromborka) okresu renesansu. Śledzimy, co wywołały tezy Lutra, możemy zajrzeć do renesansowej kuchni i przyjrzeć się złożonym relacjom między znanymi osobistościami tamtych czasów (jak zwykle w takich przypadkach, z pomocą przyszła mi polska Wikipedia).

Na marginesie głównego wątku poznajemy również losy niezależnej i nieustępliwej mieszczanki Johany, jedynej przyjaciółki Anny. Jej los nie jest trudny do przewidzenia – z lekcji historii wiemy, jak kończyły w tamtych czasach silne kobiety.

Istotny element powieści stanowią także refleksje Kopernika na temat jego dzieła. Nie chodzi o to, że wątpi w słuszność swoich teorii, zastanawia się jednak, czy jego epoka jest na nie gotowa, czy będzie w stanie uznać to, co głosi trygonometria i matematyka. Kopernik został przedstawiony jako człowiek odważny zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Zdaje sobie sprawę, że może skończyć jako heretyk. Jakby nie patrzeć, Giordano Bruno został stracony aż pół wieku po śmierci Kopernika.

Powieść Mai Wolny jest napisana lekko, ale – jak na mój gust – zbyt rozwlekle i romantycznie. Jednak podkreślam wyraźnie, że to kwestia gustu. Doceniam fakt, że autorka sięga po postacie historyczne, choć ich losy dopowiada za pomocą własnej wyobraźni. To właśnie dzięki niej potrafi poruszać również tematy, które są ważne dla naszych dzisiejszych debat o miejscu kobiety w społeczności.

Marián Hamada

MP 3/2026