Niesforny młodzieńczy bunt
Pod koniec lutego, po sukcesach kinowych i festiwalowych, pojawili się w serwisie Prime Video „Ministranci”. W kinach obejrzało ten film ponad dwieście tysięcy widzów, zatem sukces to kasowy i ekranowy. Ale przede wszystkim sukces producentów i reżysera-scenarzysty Piotra Domalewskiego, a także sukces młodych aktorów.
KINO OKO
„Ministrantów” oglądano spontanicznie, bez przymusu, choć poprzedziła go fama o kłopotach z dofinansowaniem przez Państwowy Instytut Sztuki Filmowej. Pisano, że „sztuka wygrała z intrygami”, kiedy film ten na festiwalu w Gdyni w 2025 r. zdobył Złote Lwy w kilku kategoriach (nagroda główna, a także za scenariusz, montaż, nagrodę Kin Studyjnych, a co najważniejsze – zdobył też nagrodę publiczności). I producent filmu, który walczył z oskarżeniami, powiedział publicznie: „Ten film nie jest szkodą na pożytku publicznym, a sztuką filmową”.
Zatem o czym to film? Na pewno o wierze, przyjaźni, dojrzewaniu duchowym i również społecznym, ale także o odpowiedzialności instytucji Kościoła wobec wiernych. To fabularna przypowieść nie pozbawiona jest ironii i dowcipu, kiedy opowiada o trudnych dylematach moralnych i społecznych. Dystans i refleksja, a także rodzaj dyskretnego, ironicznego humoru to także wartość tego filmu.
„To film, który o trudnych tematach opowiada w lekki, czasem absurdalny sposób. Chciałem stworzyć historię, będącą metaforą problemów współczesnych młodych ludzi” – mówił reżyser po premierze „Ministrantów”.
Bohaterami filmu są Filip, Tobiasz, Mikołaj i Bruno (w tych rolach Filip Juszczyk, Tobiasz Wajda, Mikołaj Juszczyk i Bruno Błach-Baar), którzy są w filmie ministrantami. I od razy zaznaczę, że praca z młodymi wykonawcami na planie musiała być bardzo uważna, bo efekt ekranowy jest bardzo dobry. Każdy z bohaterów ma jasno określoną osobowość i własny styl.
Chłopcy nie tylko wspólnie wykonują posługę kościelną, ale również się przyjaźnią i mają wspólną rapową pasję. Mieszkają w niewielkim mieście, w którym teoretycznie wszyscy się znają i niemal wszyscy wiedzą o sobie wszystko. Szybko jednak się okazuje, że to pozory. Mieszkańcy mają swoje poważne kłopoty, z którymi się nie zdradzają na co dzień. I z wieloma muszą radzić sobie sami.

Kiedy młodzi bohaterowie dowiadują się, że pieniądze z kościelnej charytatywnej zbiórki nie trafią do potrzebujących, postanawiają działać sprawiedliwie, ale na swój sposób. Ich szlachetne intencje, a zarazem bunt przeciwko społecznej niesprawiedliwości realizowane są w co najmniej „oryginalny” sposób, który może budzić wątpliwości. Wszak niektóre poczynania chłopców niewiele mają wspólnego z dekalogowymi zasadami.
Nie będę spoilerować fabularnych wątków, bo odbiorę Państwu przyjemność oglądania, ale zapewniam, że „Ministrantów” warto obejrzeć. Zaskoczeń, zwrotów akcji, wzruszeń i humorystycznych sytuacji nie brakuje. To naprawdę dobre kino. Reżyser nie pozostawia widza obojętnym wobec zdarzeń. Skutecznie, z czułością i zrozumieniem prowadzi swoich bohaterów przez meandry niezbyt dla nich przyjaznego świata.

Ważne, że w tej opowieści emocjonalne elementy pomagają zrozumieć istotę konfliktów i utwierdzają w przekonaniu, że młodzieńczy buntowniczy zryw może być uzasadniony. Kiedy chce się czynić dobro w skomplikowanych sytuacjach, czasami trzeba dokonywać trudnych wyborów. Dobro i zło to dwie ważne kategorie etyczne. Rozstrzyganie, w jaki sposób powinno dobro zwyciężać, bywa czasami bardzo trudnym przedsięwzięciem.
W filmie ważne są też bardzo dobre zdjęcia Piotra Sobocińskiego jr. i ciekawa warstwa muzyczna Hani Rani. A tak przy okazji to właśnie ta polska kompozytorka i pianistka (Gdańszczanka) zdobyła w tym roku Europejską Nagrodę Filmową za muzykę do bardzo ciekawego psychologicznego filmu „Wartość sentymentalna” norweskiego reżysera Joachima Triera. Film ten ma dziewięć nominacji do tegorocznych Oskarów. Czy zdobędzie którąś ze statuetek, przekonamy się w nocy z 15 na 16 marca.
Alina Kietrys





