List piętnasty – O świętach, pamięci i przybitym kciuku

Kochani,

Boże Narodzenie odeszło w niepamięć i czas najwyższy pomyśleć o Wielkanocy. Każde z tych świąt związane jest z odrębnym, niezwykle ważnym dla chrześcijan przesłaniem i odrębną symboliką. Jednakże jedno było dla obu od niepamiętnych czasów wspólne: w czasie ich trwania obdarowywano dzieci prezentami.

 LISTY DO W. 

W regionie, z którego pochodzę, prezenty pod choinką pojawiały się nie za sprawą Mikołaja, Dzieciątka czy Gwiazdora, ale Jezuska. Natomiast wczesnym rankiem w lany poniedziałek prezentów szukaliśmy w ogrodzie, pod jabłoniami albo pod krzakami porzeczek, gdzie zostawiał je dla nas zajączek.

Bardzo chciałem zachować tę tradycję. Skoro jednak praktycznie przez całe dzieciństwo Waszych rodziców nie mieliśmy ogrodu, biedny zając musiał się wspinać na balkon na drugim piętrze, gdzie w czasie świąt specjalnie dla niego pojawiał się… fikus.

Czasami babka robi mi wyrzuty, że z tamtego okresu nie mamy prawie żadnych zdjęć. A babcia kocha stare zdjęcia. Wieczorami wyciąga z szafy duże pudło, pełne pożółkłych fotografii, i od razu świat przestaje dla niej istnieć. Lubię ją obserwować podczas tej czynności, bo wtedy jej twarz zamienia się w czerwcową łąkę, która mieni się subtelnymi odcieniami w podmuchach ciepłego wiatru.

W jakiś czas po każdej takiej inspekcji babcia przywozi z miasta, w płaskim kartonie, kopie kilku wybranych zdjęć w dużym formacie. A ja jestem zły, bo na niemałej przecież powierzchni ściany naprzeciwko schodków na poddasze, w otoczeniu starego ciężarkowego zegara, pamiętającego jeszcze mojego dziadka, naprawdę nie ma już miejsca na nowe fotografie. Myślę sobie wtedy, że przecież mogłaby się zadowolić tymi starymi, które niech sobie dalej leżą w szafie!

Ale czegóż nie robi się dla dziewczyn. Z westchnieniem idę więc do garażu, skąd wracam z kombinerkami, młotkiem, haczykami i gwoździami i zabieram się do reorganizacji naszej okołozegarowej galerii. A przy okazji dochodzę do wniosku, że rzeczywiście gro eksponatów to Wasze zdjęcia; fotografie Waszych rodziców w wieku dziecięcym są nieliczne.

Cóż, wtedy panowała moda na przezrocza, m.in. ze względu na ich niższą cenę. Podczas każdego sprzątania poddasza odkurzam enerdowski projektor i kasety z szeregami ramek, oznaczonych rokiem ekspozycji. Jeszcze do niedawna babka nachodziła pewną pracownię fotograficzną, gdzie sporządzano papierowe odbitki tych slajdów, ale w końcu dała sobie spokój ze względu na wysoką cenę i marny efekt.

Ja natomiast, stojąc pod zegarem, który miarowymi ruchami wahadła usiłuje przypomnieć mi, że nie trzeba się guzdrać, bo czas ucieka, myślę o świetnej powieści „Figa”, której autor, Goran Vojnović, rozwija myśl, iż najlepsze są wspomnienia tych chwil, których nie uwięziła żadna fotografia. To jakby wewnętrzne obrazy, z których retusz łaskawego zapomnienia usuwa i bolesną zadumę na czyjejś twarzy,

i plamy potu na kraciastej koszuli, i altanę w rogu ogrodu, związaną z pewnymi mało radosnymi wydarzeniami… a zachowuje tylko krystaliczne piękno tamtych chwil i niczym niezmącone szczęście, jakie po latach pragniemy widzieć oczyma wyobraźni. Z kolei inna powieść, „Pogrzebany olbrzym” mistrza Kazua Ishigury, mówi o tym, że choć utrata wspomnień przynosi pokój, harmonię i miłość, to jednak ludzie nie chcą zapominać. Czasem wydaje mi się, że babka podobna jest do bohaterów powieści Ishigury. Ja zaś z przyjemnością poszedłbym na piwo z Vojnoviciem.

Ach, te książki! Ileż radości przynoszą, ile wzruszeń! I jak bardzo wzbogacają nasz umysł. Nigdy ich dosyć. I tu, pewnie z przekory, przychodzi mi na myśl anegdota, kiedy pewna starsza pani mówi do sąsiadki: Tyle jeszcze książek, których nie zdążę już chyba przeczytać, a te skurczypałki piszą ciągle nowe! A ja stoję przed bezlitosnym zegarem i dmucham na przybity kciuk, a ze ściany spoglądają na mnie Wasze uśmiechnięte buzie…

Kochane Mikrusy, weźcie się ostro za czytanie już teraz, żeby zdążyć! Święta będą do tego doskonałą okazją.

Pozdrawia świątecznie Dziadek

MP 4/2026