Elektrownia atomowa na Pomorzu

Czy Polska skorzysta ze słowackiego doświadczenia?

 Na polskim Pomorzu trwają przygotowania do budowy elektrowni atomowej. Polska jest jednym z ostatnich krajów regionu, który dopiero teraz buduje elektrownię jądrową – takie obiekty funkcjonują już na Słowacji, Węgrzech, w Czechach i Ukrainie, a od niedawna – również na Białorusi. Swoje elektrownie atomowe zlikwidowały natomiast Niemcy, odstąpiła od nich Austria.

 

Konkret po latach prób i rezygnacji

Pierwsza polska elektrownia atomowa powstaje w nadmorskiej miejscowości Lubiatowo w gminie Choczewo, niedaleko Wejherowa i Lęborka, kilkadziesiąt kilometrów na północny-zachód od Gdyni. Pod koniec PRL w niedalekim sąsiedztwie obecnej lokalizacji trwały prace przy budowie elektrowni atomowej nad Jeziorem Żarnowieckim.

Obiekt był już prawie gotowy, ale od jego uruchomienia odstąpiono pod wpływem protestów społecznych. Był to specyficzny czas – świeżo po katastrofie w Czarnobylu, w momencie przemian ustrojowych, a ponadto elektrownia ta powstawała w technologii radzieckiej.

Później były próby budowy elektrowni atomowej w tym samym miejscu mniej więcej w latach 2006-2010, ale mimo wyjątkowej zgody politycznej zmieniających się rządów, projektu nie udało się doprowadzić do końca. Zabrakło determinacji, pieniędzy, no i Polska nie była w tak krytycznej sytuacji energetycznej jak dziś, kiedy węgiel się kończy, jest coraz droższy i nie można już odkładać ważnych decyzji.

Odstąpienie od dokończenia Żarnowca wiele osób uważa za błąd i straconą szansę. Doświadczenie Słowacji, Czech, Litwy i Ukrainy pokazuje, że obiekty funkcjonujące w radzieckiej technologii można było skutecznie i bezpiecznie zmodernizować – a katastrofa w Czarnobylu była raczej tragicznym wyjątkiem niż regułą. Starsi Czytelnicy zapewne pamiętają austriackie protesty przeciwko czeskim i słowackim elektrowniom – dziś obiekty te sprawnie funkcjonują i nie budzą emocji. Nawet tocząca się wojna Rosji przeciw Ukrainie nie spowodowała jak dotąd krytycznych awarii ukraińskich elektrowni jądrowych.

Co jest fascynujące, to radykalnie zmieniające się nastroje społeczne. Austriackie i niemieckie partie zielonych rozwinęły się w latach 80. na bazie sprzeciwu wobec atomu, podobny antyatomowy profil miały ówczesne polskie ruchy ekologiczne. Dziś to ekolodzy najmocniej apelują o przyspieszenie budowy polskiego atomu, a lokalne społeczności widzą w budowie elektrowni szansę na rozwój, a nie ryzyko katastrofy.

Nowe zagłębie energetyczne na północy

Na razie wykonano tylko nieprzyjemną rzecz – wycięto spory obszar nadmorskiego lasu. Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe uzyskała też szereg niezbędnych pozwoleń i decyzji administracyjnych. Rządowy Program polskiej energetyki jądrowej zakłada rozpoczęcie właściwych robót budowlanych w 2028 r. oraz start komercyjny bloków w latach 2036, 2037 i 2038.

Równolegle na sąsiednich obszarach morskich stawiane są pierwsze polskie morskie farmy wiatrowe, które również mają stać się ważnym komponentem polskiej energetyki. Stamtąd prąd popłynie jeszcze przed 2030 r. Przemysłowe i energetyczne serce kraju przesuwa się ze Śląska na Pomorze, z południa na północ.

Powstaje też infrastruktura towarzysząca. Już teraz modernizowane są linie kolejowe w regionie (np. drugi tor na trasie Lębork-Słupsk), projektowane są drogi i kolej do elektrowni. Zyskają mieszkańcy, choć turystom pewnie będzie żal utraconych dzikich plaż.

 

Czy jest szansa na wspólne projekty?

Słowacja rzadko jest kojarzona w Polsce z czym innym niż turystyka, tymczasem rozwój nowoczesnej energetyki może być szansą na ciekawe, ambitne projekty. Mało kto w Polsce wie, że Słowacja ma aż dwie elektrownie atomowe i jeden z największych w Europie udziałów atomu w miksie energetycznym. Lepsza jest tylko Francja. Oprócz atomu Słowacja ma też wysoki udział energii odnawialnej z hydroelektrowni, a prąd z węgla stanowi znikomy odsetek.

Słowacja ma to, czego brakuje Polsce – doświadczenie sukcesu i udanej transformacji energetycznej. To otwiera pole dla wspólnych projektów, wizyt studyjnych, wymiany doświadczeń, może grantów, staży i praktyk studenckich. Czy w słowackiej branży atomowej pracują również słowaccy Polacy – tego nie wiemy, ale to dobra okazja, by zapytać o to naszych Czytelników.

Jakub Łoginow

MP 4/2026